- czw sie 18, 2016 10:47 am
Witajcie wszyscy!
Dotychczasowe wydarzenia (w skrócie):
Około 10 lat temu moja żona wzięła kredyt samochodowy w Santander. Kilka lat później sprzedała samochód i częściowo spłaciła kredyt z uzyskanego z niego dochodu. Zawarto więc nową umowę kredytową na mniejszą kwotę pożyczki. Dodatkowo dołączono do niej DeutschlandRENTE, bez której umowa kredytowa nie byłaby zawarta. Ten fakt sam w sobie jest już przewrotny i nieuczciwy, ale jeszcze nie jest to nasz rzeczywisty problem. DeutschlandRENTE (ubezpieczenie emerytalne z funduszami) zostało anulowane przez moją żonę w 2012 roku. Zrozumiałe jest, że z taką anulacją wiążą się straty - ale wszystko poszło gładko, niewielka wartość skupu została wypłacona - jak na razie pasuje!
Kontynuacja... rok później (teraz mamy maj/czerwiec 2013) moja żona zwiększyła kwotę bieżącego kredytu, aby uzyskać płynność finansową. Do tej pory wszystko w porządku. Ponownie podpisano nową umowę pożyczkową, tym razem z dodatkową umową na kartę kredytową (MasterCard), bez której kredyt ponownie nie mógłby zostać udzielony. Ponownie nieuczciwe postępowanie, ale nadal nie chodzi o sedno sprawy. Ale prawie! I tak dalej...
Dziś (lipiec/sierpień 2016) anulowaliśmy/przeprowadziliśmy drogi kredyt przez nasz bank domowy. W tym kontekście po raz pierwszy (po 3 latach!) zauważyliśmy, że Santander ponownie narzuciła żonie ubezpieczenie emerytalne DeutschlandRENTE (DR) podczas ostatniej modyfikacji kredytu. Wszystko wyszło na jaw, gdy moja żona otrzymała pismo od ARAG, która zarządza DR lub jest odpowiednim ubezpieczycielem. Moja żona była zaskoczona. Nie chodziło o już anulowaną w 2012 roku umowę, a o nową.
Na prośbę mojej żony ARAG przesłała jej kopię wniosku ubezpieczeniowego. Na niej znajduje się faktycznie jej podpis, a pośrednikiem jest Santander.
W przypadku pierwszej DR, którą narzucono mojej żonie, doradca bankowy z Santander przynajmniej przed podpisaniem umów poinformował moją żonę w tej sprawie. Otrzymała również wszelkie istotne dokumenty (wszystko zebrane w ładnej teczce).
W przypadku nowo zawartej DR w 2013 roku nie wspomniano ani słowem o zabezpieczeniu ubezpieczeniowym. Była mowa o pożyczce i karcie kredytowej, ale w ogóle nie wspomniano o nowym ubezpieczeniu. A to wszystko z miesięczną składką w wysokości 30 EUR, podczas gdy minimalna składka wynosi 19,99 EUR!
W oczywisty sposób wniosek o DR został potajemnie włożony wśród wniosków kredytowych, które moja żona podpisała na ślepo w dobrej wierze, a podczas przeglądania nie został zauważony. Oczywiście można tu zarzucić pewną nieostrożność mojej żonie, ale kto się spodziewa, że wniosek, o którym nie mówiono, zostanie potajemnie wciśnięty?!
Polisa ubezpieczeniowa nigdy nie została dostarczona mojej żonie. Gdyby tak się stało, od razu zawarłaby sprzeciw wobec umowy i nie doszłoby do szkody. Po podpisaniu umowy kredytowej moja żona nie otrzymała żadnych dokumentów (protokół doradczy, informacje produktowe, kopię wniosku, model obliczeń itp.).
Santander nie jest znany z uczciwego postępowania biznesowego. Czy ktoś miał podobne doświadczenia? Problemy z połączonymi transakcjami i ubezpieczeniami saldowymi w Santander były już omawiane na tym forum w innym wątku.
Sam pracowałem kilka lat w branży usług finansowych na stanowisku back-office i znam niejedne triki branży, ale czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem. Nie jestem pewien, czy podczas pośrednictwa w ubezpieczeniu emerytalnym z funduszami polisa doradcza i kwestionariusz zgodnie z WPHG są obowiązkowe i czy brak tych dokumentów oznacza zmianę ciężaru dowodu, czyli że Santander musi udowodnić, że doszło do doradztwa.
Nasza sprzeciw to stosunkowo niewielka kwota (1.110 € składek do tej pory). Niemniej jednak jest to dla nas dużo pieniędzy. Czy opłaca się zainwestować w adwokata?
To na razie tyle z naszym problemem z Santander. Jeśli ktoś ma jakieś pomocne wskazówki dotyczące dalszego postępowania, będziemy wdzięczni!
Pozdrowienia, Tom
Dotychczasowe wydarzenia (w skrócie):
Około 10 lat temu moja żona wzięła kredyt samochodowy w Santander. Kilka lat później sprzedała samochód i częściowo spłaciła kredyt z uzyskanego z niego dochodu. Zawarto więc nową umowę kredytową na mniejszą kwotę pożyczki. Dodatkowo dołączono do niej DeutschlandRENTE, bez której umowa kredytowa nie byłaby zawarta. Ten fakt sam w sobie jest już przewrotny i nieuczciwy, ale jeszcze nie jest to nasz rzeczywisty problem. DeutschlandRENTE (ubezpieczenie emerytalne z funduszami) zostało anulowane przez moją żonę w 2012 roku. Zrozumiałe jest, że z taką anulacją wiążą się straty - ale wszystko poszło gładko, niewielka wartość skupu została wypłacona - jak na razie pasuje!
Kontynuacja... rok później (teraz mamy maj/czerwiec 2013) moja żona zwiększyła kwotę bieżącego kredytu, aby uzyskać płynność finansową. Do tej pory wszystko w porządku. Ponownie podpisano nową umowę pożyczkową, tym razem z dodatkową umową na kartę kredytową (MasterCard), bez której kredyt ponownie nie mógłby zostać udzielony. Ponownie nieuczciwe postępowanie, ale nadal nie chodzi o sedno sprawy. Ale prawie! I tak dalej...
Dziś (lipiec/sierpień 2016) anulowaliśmy/przeprowadziliśmy drogi kredyt przez nasz bank domowy. W tym kontekście po raz pierwszy (po 3 latach!) zauważyliśmy, że Santander ponownie narzuciła żonie ubezpieczenie emerytalne DeutschlandRENTE (DR) podczas ostatniej modyfikacji kredytu. Wszystko wyszło na jaw, gdy moja żona otrzymała pismo od ARAG, która zarządza DR lub jest odpowiednim ubezpieczycielem. Moja żona była zaskoczona. Nie chodziło o już anulowaną w 2012 roku umowę, a o nową.
Na prośbę mojej żony ARAG przesłała jej kopię wniosku ubezpieczeniowego. Na niej znajduje się faktycznie jej podpis, a pośrednikiem jest Santander.
W przypadku pierwszej DR, którą narzucono mojej żonie, doradca bankowy z Santander przynajmniej przed podpisaniem umów poinformował moją żonę w tej sprawie. Otrzymała również wszelkie istotne dokumenty (wszystko zebrane w ładnej teczce).
W przypadku nowo zawartej DR w 2013 roku nie wspomniano ani słowem o zabezpieczeniu ubezpieczeniowym. Była mowa o pożyczce i karcie kredytowej, ale w ogóle nie wspomniano o nowym ubezpieczeniu. A to wszystko z miesięczną składką w wysokości 30 EUR, podczas gdy minimalna składka wynosi 19,99 EUR!
W oczywisty sposób wniosek o DR został potajemnie włożony wśród wniosków kredytowych, które moja żona podpisała na ślepo w dobrej wierze, a podczas przeglądania nie został zauważony. Oczywiście można tu zarzucić pewną nieostrożność mojej żonie, ale kto się spodziewa, że wniosek, o którym nie mówiono, zostanie potajemnie wciśnięty?!
Polisa ubezpieczeniowa nigdy nie została dostarczona mojej żonie. Gdyby tak się stało, od razu zawarłaby sprzeciw wobec umowy i nie doszłoby do szkody. Po podpisaniu umowy kredytowej moja żona nie otrzymała żadnych dokumentów (protokół doradczy, informacje produktowe, kopię wniosku, model obliczeń itp.).
Santander nie jest znany z uczciwego postępowania biznesowego. Czy ktoś miał podobne doświadczenia? Problemy z połączonymi transakcjami i ubezpieczeniami saldowymi w Santander były już omawiane na tym forum w innym wątku.
Sam pracowałem kilka lat w branży usług finansowych na stanowisku back-office i znam niejedne triki branży, ale czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem. Nie jestem pewien, czy podczas pośrednictwa w ubezpieczeniu emerytalnym z funduszami polisa doradcza i kwestionariusz zgodnie z WPHG są obowiązkowe i czy brak tych dokumentów oznacza zmianę ciężaru dowodu, czyli że Santander musi udowodnić, że doszło do doradztwa.
Nasza sprzeciw to stosunkowo niewielka kwota (1.110 € składek do tej pory). Niemniej jednak jest to dla nas dużo pieniędzy. Czy opłaca się zainwestować w adwokata?
To na razie tyle z naszym problemem z Santander. Jeśli ktoś ma jakieś pomocne wskazówki dotyczące dalszego postępowania, będziemy wdzięczni!
Pozdrowienia, Tom