Cześć,
zanim zaczniesz krytykować polityków i zarządy, wszyscy powinniśmy się zastanowić, dlaczego dodatkowe składki są konieczne.
Z pewnością nie dlatego, że zarządy zarabiają za dużo, szefowa Barmera, o ile mi wiadomo (mogę się mylić), dostaje około 200 000 € rocznie. Przy liczbie ubezpieczonych mówimy o groszach, które to stanowią. Politycy nie są obciążeniem dla kas, ponieważ już płacimy za nich z naszych podatków. Problem leży raczej po stronie samych ubezpieczonych!
Anglicy chodzą do lekarza 4 razy w roku, Polacy 7 razy, Austriacy, Szwajcarzy, Hiszpanie itd. gdzieś pośrodku. A my? Niemiec w przecięciu odwiedza lekarza aż 18 razy w roku.
Może to również jest powodem wzrostu składek. Kiedy w poniedziałek fryzjer jest zamknięty, ludzie idą do lekarza, tam w poczekalni jest ciepło, można porozmawiać z wieloma ludźmi.
Mój pomysł: Każda wizyta lekarska kosztowałaby 10% kwoty rachunku jako wkład własny, minimum 10 €. Jeśli suma przekracza 1% rocznej pensji brutto, nadwyżkowa kwota zostanie zwrócona. Wtedy ludzie nie pędziliby od razu do lekarza z powodu drobnostki.
Wszystko, co obecnie jest robione/myślane, mija się z celem, skupia się jedynie na skutkach. Dopóki nie nastąpi zmiana myślenia po stronie ubezpieczonych, sytuacja pozostanie bez zmian albo stanie się jeszcze gorsza.
Zasadniczo większość Niemców (nieładnie zgeneralizować, ale jednak trafne) ma podejście, że
ubezpieczenie (niezależnie czy zdrowotne, na mienie czy inne) ma sens dopiero wtedy, gdy otrzymam przynajmniej podwójną wartość swojej składki.
Chris