- sob wrz 29, 2012 8:43 pm
Cześć
Aktualnie niepokoją mnie negatywne doniesienia prasowe oraz ogólnie rozwój UE (pamiętam, jak w latach 2008/2009 ludzie protestowali przed bankiem, bo stracili wszystko dzięki złym poradom inwestycyjnym) i sądzę, że tym razem jest naprawdę poważnie, także dla Niemiec. Ponieważ nie mam pojęcia o pieniądzach i mało mnie to interesuje, wszystko to dla mnie jest za skomplikowane i zbyt trudne, niestety jestem kompletnie bezradny. Można mi powiedzieć wszystko, bo ja nie mam o tym pojęcia. W 2008 roku, w obliczu tego, byłem w szoku i nic nie zrobiłem, licząc na to, że wszystko dobrze się skończy. Teraz już nie oddam swoich pieniędzy, bo nie mam pewności.
Niestety mam ubezpieczenie na życie, które działa jeszcze długo (choć z dość wysokimi odsetkami, bo zawarte przed kryzysem). Oczywiście martwi mnie to. Kto wie, czy to ubezpieczenie w ogóle istnieje jeszcze za kilka lat, gdy wygaśnie. To już by nie była pierwsza sytuacja, gdy bank czy firma ubezpieczeniowa zbankrutuje, a wtedy tracisz wszystko. Nikt za to nie ponosi odpowiedzialności. A nawet jeśli, to nic mi to nie da. Z drugiej strony, w przypadku wcześniejszego rozwiązania umowy, poniosę stratę, ale lepiej coś stracić niż stracić wszystko, prawda? Co myślicie o ubezpieczeniach na życie? Mam również umowę oszczędnościową, która też działa długo, a także kilka mniejszych zabezpieczeń. Na dodatek niedawno odziedziczyłem niewielką kwotę. W sumie to nie jest zbyt dużo, ale też nie jest to nic. Chciałbym to zachować, logiczne, prawda?
Naprawdę nie wiem, co mam zrobić. Z powodu mojej niewiedzy nie chcę angażować się w żadne akcje (kiedyś straciłem 4000 euro dzięki mojemu doradcy finansowemu, nie dużo, ale dla mnie dużo), ale też boję się teraz zamknąć oczy na sytuację i liczyć, że jakoś to będzie.
Jakie opcje są dostępne, aby spać spokojnie, nawet jeśli nie przynoszą olbrzymich zysków (jestem bardziej typem oszczędnościowca niż hazardzisty, ze względu na spokój ducha). Złoto jest obecnie dla mnie za drogie, przynajmniej tak mi się wydaje, a do tego potrzebna jest odpowiednia przechowywalnia. Jeśli przechowuje się je w banku, kto wie, czy w razie czego nie zabiorą tego. Słyszałem, że nawet nieruchomości nie są pewne.
Czytaj też o obligacjach państw stabilnych krajów / walut. Południowa Ameryka, Australia, Kanada czy coś w tym rodzaju. Czy to działa? Czy to takie proste? Jakie są zalety i (możliwe) wady? Co by się stało, gdyby euro się załamał lub pojawiła się większa inflacja z pieniędzmi w obcym kraju?
Czasami mówi się, że trzeba przenieść pieniądze do Hongkongu czy Singapuru albo Szwajcarii. Dokładnie gdzie?
Słyszałem też o kimś, kto zainwestował w bydło. Instynktownie podobają mi się takie konkretne inwestycje, bo wydaje mi się, że jestem w stanie je lepiej ocenić niż jakieś nieistniejące pieniądze, którymi handluje się na papierze. To może być fenomen laika finansowego.
No więc moje pytanie brzmi: Macie jakieś wskazówki, co zrobić? Jakie macie doświadczenia? Co robicie? Jakie jest ryzyko związane z inwestycjami w kraje rozwijające się? Nie znam tych języków i nie znam tamtejszych zwyczajów. Jak pewne są takie obligacje państwowe?
I czy może macie jakieś porady od niezależnych ekspertów finansowych? Płatni zawsze myślą tylko o swoich prowizjach.
Mogę odłożyć 100 000 euro, aby zrobić z tym coś poważnego. Ale po moim pierwszym złym doświadczeniu z ryzykiem (wspomniane 4000 euro), straciłem na to ochotę.
Ale przecież z 100 000 euro można coś zrobić, jeśli się wie jak, prawda?
Aktualnie niepokoją mnie negatywne doniesienia prasowe oraz ogólnie rozwój UE (pamiętam, jak w latach 2008/2009 ludzie protestowali przed bankiem, bo stracili wszystko dzięki złym poradom inwestycyjnym) i sądzę, że tym razem jest naprawdę poważnie, także dla Niemiec. Ponieważ nie mam pojęcia o pieniądzach i mało mnie to interesuje, wszystko to dla mnie jest za skomplikowane i zbyt trudne, niestety jestem kompletnie bezradny. Można mi powiedzieć wszystko, bo ja nie mam o tym pojęcia. W 2008 roku, w obliczu tego, byłem w szoku i nic nie zrobiłem, licząc na to, że wszystko dobrze się skończy. Teraz już nie oddam swoich pieniędzy, bo nie mam pewności.
Niestety mam ubezpieczenie na życie, które działa jeszcze długo (choć z dość wysokimi odsetkami, bo zawarte przed kryzysem). Oczywiście martwi mnie to. Kto wie, czy to ubezpieczenie w ogóle istnieje jeszcze za kilka lat, gdy wygaśnie. To już by nie była pierwsza sytuacja, gdy bank czy firma ubezpieczeniowa zbankrutuje, a wtedy tracisz wszystko. Nikt za to nie ponosi odpowiedzialności. A nawet jeśli, to nic mi to nie da. Z drugiej strony, w przypadku wcześniejszego rozwiązania umowy, poniosę stratę, ale lepiej coś stracić niż stracić wszystko, prawda? Co myślicie o ubezpieczeniach na życie? Mam również umowę oszczędnościową, która też działa długo, a także kilka mniejszych zabezpieczeń. Na dodatek niedawno odziedziczyłem niewielką kwotę. W sumie to nie jest zbyt dużo, ale też nie jest to nic. Chciałbym to zachować, logiczne, prawda?
Naprawdę nie wiem, co mam zrobić. Z powodu mojej niewiedzy nie chcę angażować się w żadne akcje (kiedyś straciłem 4000 euro dzięki mojemu doradcy finansowemu, nie dużo, ale dla mnie dużo), ale też boję się teraz zamknąć oczy na sytuację i liczyć, że jakoś to będzie.
Jakie opcje są dostępne, aby spać spokojnie, nawet jeśli nie przynoszą olbrzymich zysków (jestem bardziej typem oszczędnościowca niż hazardzisty, ze względu na spokój ducha). Złoto jest obecnie dla mnie za drogie, przynajmniej tak mi się wydaje, a do tego potrzebna jest odpowiednia przechowywalnia. Jeśli przechowuje się je w banku, kto wie, czy w razie czego nie zabiorą tego. Słyszałem, że nawet nieruchomości nie są pewne.
Czytaj też o obligacjach państw stabilnych krajów / walut. Południowa Ameryka, Australia, Kanada czy coś w tym rodzaju. Czy to działa? Czy to takie proste? Jakie są zalety i (możliwe) wady? Co by się stało, gdyby euro się załamał lub pojawiła się większa inflacja z pieniędzmi w obcym kraju?
Czasami mówi się, że trzeba przenieść pieniądze do Hongkongu czy Singapuru albo Szwajcarii. Dokładnie gdzie?
Słyszałem też o kimś, kto zainwestował w bydło. Instynktownie podobają mi się takie konkretne inwestycje, bo wydaje mi się, że jestem w stanie je lepiej ocenić niż jakieś nieistniejące pieniądze, którymi handluje się na papierze. To może być fenomen laika finansowego.
No więc moje pytanie brzmi: Macie jakieś wskazówki, co zrobić? Jakie macie doświadczenia? Co robicie? Jakie jest ryzyko związane z inwestycjami w kraje rozwijające się? Nie znam tych języków i nie znam tamtejszych zwyczajów. Jak pewne są takie obligacje państwowe?
I czy może macie jakieś porady od niezależnych ekspertów finansowych? Płatni zawsze myślą tylko o swoich prowizjach.
Mogę odłożyć 100 000 euro, aby zrobić z tym coś poważnego. Ale po moim pierwszym złym doświadczeniu z ryzykiem (wspomniane 4000 euro), straciłem na to ochotę.
Ale przecież z 100 000 euro można coś zrobić, jeśli się wie jak, prawda?