Jeśli bank od razu zaakceptuje odwołanie, ryzykuje, że klient pozwał go będzie z powodu różnicy w rozliczeniu do reszty długu. Zazwyczaj chodzi tutaj o kwoty wynoszące od 10 do 20% reszty długu jako kwotę sporną, co sprawia, że dla klienta proces staje się łatwiejszy pod względem kosztów, jeżeli pierwszy etap – odwołanie – został zaakceptowany bez kosztów procesowych.
Dlatego uważam, że jest to wykluczone w 99%, a nie w 100%, że bank zaakceptuje odwołanie dotyczące nadal trwającego
kredytu.
Dlatego też raporty sugerujące, że przed odwołaniem konieczne jest uzyskanie dodatkowego finansowania, albo że ryzykuje się zmuszenie do przymusowej sprzedaży - to straszenie. W przypadku uznania odwołania konieczne będzie jeszcze uzgodnienie wysokości reszty długu. Stąd pomysł, że ma się 30 dni na spłatę, jest niezgodny z prawdą. Jest więcej czasu i możliwości
Wasze zdanie na ten temat?
Być może. Ale są także przypadki, gdy dało się osiągnąć porozumienie pozasądowe...
Ponadto zawsze warto zadbać o dodatkowe finansowanie. Bo mogłoby się zdarzyć, że z powodu innych okoliczności, np. z powodu braku zdolności kredytowej, nie uda się je uzyskać. Wtedy będziesz mieć problem, jeśli wycofasz się i może udało ci się osiągnąć porozumienie...