Cześć drodzy użytkownicy forum, miałem własne doświadczenia z panem Bode. Najpierw, tak jak opisano tutaj, odwiedziła mnie jego matka. Ta wizyta kosztowała mnie zwyczajne 1200
euro, aby przez godzinę opowiedziała mi, jak łatwo jest odzyskać moje odziedziczone
Dom rodzinny, który został zlicytowany z powodu niezapłacenia hipoteki przez mojego ojca. Pędziła po dolnym mieszkaniu, sprawdzając w biegu w piwnicy czy bardzo ważne ogrzewanie jest na bieżąco i działa. Następnie dostałem od jej syna moje dokumenty kontraktowe drogą mailową. Musiałem podpisać oświadczenie o cesji, nie wspominając już o pozostałych dokumentach. Zanim pani Bode odwiedziła mnie, musiałem wcześniej zapłacić fadenscheinigen pośredniczce z południowych Niemiec 700
euro. Sprytnie, poprzez Western Union, ponieważ pieniądze wtedy definitiwend nie mogły zostać odzyskane. W dzień licytacji miałem jeszcze pytania dotyczące licytacji i nie rozmawiałem z panią, ponieważ nie znała się na tym, tylko z panem, który mówił tak wyraźnie, jakby miał pingpongową piłeczkę w ustach. Przynajmniej pan Bode przelewał rano w dzień wyroku 3000
euro do miasta, aby uniemożliwić licytację. Co nie zostało uznane przez sąd. Złożyłem więc sprzeciw, który został odrzucony, więc została mi droga do Karlsruhe. Jednak nie mogłem sobie na to pozwolić, więc po około czterech latach walki musiałem opuścić mój
Dom rodzinny. Na terminie podziału sprzeciwiłem się roszczeniu pana Bode. Było to w listopadzie zeszłego roku. Po tym, jak wielokrotnie próbowałem rozmawiać z panem Bode, aby omówić z nim, jak postępować, i nigdy nie udało mi się z nim porozmawiać, napisałem mu maila, na który otrzymałem odpowiedź, gdy był już styczeń. Pan Bode przesłał mi nawet pisemne i podpisane porozumienie. Gdzie napisano, że z kwoty prawdopodobnie około 40000
euro, dostanie około 22000
euro za swoją tyle pracy, którą włożył oraz resztę dla mnie. Pieniądze zostały wypłacone przez kasę sądową pod koniec września. I za każdym razem, gdy do niego dzwoniłem, słyszałem trzy odpowiedzi, jedna z nich brzmiała - Przepraszamy, pan Bode jeszcze nie jest w biurze ani - Przepraszamy, pan Bode jest na spotkaniu. A najlepsze było, gdy jedna z jego pracowniczek poszła z telefonem do jego biura (niewątpliwie zapominając o wyciszeniu słuchawki) i zapytała go, czy może porozmawiać ze mną, krzyczał w tle, że czy musi wszystko robić i wydawało się, że właśnie zjadł lunch. W każdym razie 30 września 2014 roku dosłownie powiedział mi przez telefon, przepraszam, jeszcze nie zdążyłem dokonać przelewu. Teraz pójdę i dokonam przelewu. Jednak pieniądze do dzisiaj nie pojawiły się na moim koncie. Od tego czasu jest zdecydowanie unikany przez swoich pracowników. Apeluję do każdego, trzymajcie się z dala od firmy Bode lub Pfandkredit Siegburg. Firma ta kosztowała mnie spadek po mojej matce i prawie moją rodzinę.
Uwaga: Informacja dla moderatorów
Według użytkownika PfS GmbH, nie jest to incydent między użytkownikiem a firmą Pfandkredit Siegburg GmbH, ale prawdopodobnie (wg użytkownika) między użytkownikiem a panem Bode bezpośrednio. Ponieważ nie wiemy, w jakim stopniu pan Bode i firma Pfandkredit Siegburg GmbH współpracują lub należą do siebie, musimy zauważyć, że firma Pfandkredit Siegburg GmbH nie ma nic wspólnego z tym incydentem (wg oświadczenia użytkownika PfS GmbH).
Te informacje nie odzwierciedlają naszej opinii ani opinii operatorów forum finansowego. Jesteśmy jedynie prawnie zobowiązani do ich publikacji.
Użytkownik - autor odpowiedzi.