Opłata za przetwarzanie w przypadku
kredytów: Czy naprawdę potrzebujesz prawnika?
Po wczorajszym wyroku Federalnego Sądu Najwyższego w sprawie opłat za przetwarzanie w przypadku
kredytów prywatnych, klienci banków są w jasnym zdenerwowaniu. Wielu wyobraża sobie darmowe dodatkowe wakacje na słońcu kosztem swojego banku. Faktycznie, do Interesów Widerrufu (widerruf.info) docierają często zapytania dotyczące znacznych kwot, które banki naliczyły samodzielnie za zawarcie
kredytu. W sumie mówi się o kwotach rzędu miliardów, które muszą zostać zwrócone. To jest poważny cios dla instytucji kredytowych!
I właśnie dlatego obawiamy się, że banki będą walczyć w tej sprawie zaciekle, aby uniknąć zwrotu środków. Nie mają nic do oddania i moim zdaniem będą próbowali jakoś przetrwać do przyszłego roku. Wtedy przecież większość dotkniętych umów ulegnie przedawnieniu. To oznacza po prostu, że jeśli do końca roku nie odzyskasz swoich pieniędzy, będziesz musiał albo złożyć pozew, albo wystawić wezwanie sądowe. W przeciwnym razie twoje roszczenie przepadnie. Faktycznie, FGŚ orzekł, że ogólnie obowiązuje dziesięcioletni okres przedawnienia. Ale to nie oznacza, że masz dziesięć lat od zawarcia
kredytu na żądanie zwrotu opłaty za obsługę. Ponieważ jednocześnie FGŚ wyraził zdanie: obowiązuje trzyletni termin od momentu stwierdzenia możliwości ogólnego żądania zwrotu opłaty za przetwarzanie. Pierwsze wyroki OLG w tej sprawie padły w 2011 roku. To oznacza: koniec 2014 roku upływa ten termin. Kto do tego czasu nie zareaguje, przegrywa!
To prowadzi mnie do pytania, które od wtorku zadano mi ponad dziesięć razy w przypadku wnioskowania o zwrot opłaty za przetwarzanie: Czy naprawdę potrzebujesz prawnika?
Odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta. Powiedzmy, że: jeśli masz dobre relacje z bankiem i jesteś sumienną osobą, która nie zapomina o terminach, to prawdopodobnie można to zrobić samemu.
Najlepiej wtedy pobierz jeden z dostępnych bezpłatnie wzorów pism, wypełnij go i wyślij go poleconym listem ze zwrotnym potwierdzeniem odbioru do banku. Bardzo ważne: Postaw bankowi krótki termin. Albo 14 dni, albo maksymalnie do końca listopada. Jeśli bank do tego czasu nie zapłaci, musisz podjąć kolejny krok. Musisz uzyskać wezwanie sądowe przeciwko bankowi, i to jeszcze w tym roku. To jedynie zatrzyma przedawnienie. Takie wezwanie sądowe nie jest łatwe do uzyskania, ale dla zaangażowanego amatora, który poświęci kilka godzin, jest możliwe do zrobienia. Jeśli czujesz się na siłach, nie potrzebujesz prawnika. Musisz jednak wiedzieć, że jeśli coś pójdzie nie tak albo przegapisz któryś z terminów, roszczenie o zwrot opłaty przepadnie.
Jeśli chcesz to zrobić trochę wygodniej, możesz zatrudnić prawnika, np. jednego z partnerów prawnych IG Widerruf. W cenie 299
euro z VAT jest zarówno pismo do banku, jak i – w razie potrzeby – uzyskanie wezwania sądowego. W ten sposób masz pewność, że nie wpadniesz w pułapkę przedawnienia. To oczywiście ma sens tylko wtedy, gdy opłata za przetwarzanie jest wystarczająco wysoka.
Istnieje również trzecie rozwiązanie, które wielu może zainteresować: możesz sam napisać pierwsze pismo do banku. Jeśli bank nie zapłaci do końca wyznaczonego terminu, przekaż sprawę prawnikowi. To ma tę zaletę, że bank musi później pokryć koszty prawnicze. Ponieważ jeśli nie zareaguje w wyznaczonym przez ciebie terminie, to ponosi konsekwencje.