- wt gru 09, 2014 10:26 am
Witajcie,
jestem mężczyzną, mam 29 lat i mam ubezpieczenie na życie od około 6 lat.
Ostatnio zastanawiam się nad sensownością tego. Niezależnie od firmy ubezpieczeniowej i taryfy, a ogólnie.
Mój przypadek wygląda następująco: Pracuję w firmie konsultingowej. Nie wykonuję prac fizycznych. Do pracy potrzebuję tylko mojej głowy i rąk. Mogę pracować z dowolnego miejsca. Nie muszę być mobilny.
Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pytanie: co musi się stać, abym naprawdę stawał się stale niezdolny do pracy (BU - Berufsunfähigkeit)?
Stracenie głowy raczej nie przeżyję. Mogę stracić rozum, OK. Choroby psychiczne, takie jak wypalenie zawodowe, depresja itp., nie można jednak wykluczyć. Uważam jednak, że u mnie jest to bardzo mało prawdopodobne. Zwłaszcza w takiej formie, w której stawałbym się długotrwałym lub bardzo długotrwałym przypadkiem BU. Mogę stracić obie ręce w wypadku. Ale wówczas jest to temat mojego ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków. Nawet wtedy nie jestem automatycznie uznawany za niezdolnego do pracy. Mogę je również stracić z powodu choroby. Uważam jednak, że jest to bardzo mało prawdopodobne. Jeśli do tego dojdzie, szybko znajduje się się w obszarze ubezpieczenia pielęgnacyjnego.
Gdy analizuję tę sytuację, zadaję sobie pytanie: na jakie przypadki faktycznie ubezpieczam się, płacąc stosunkowo wysoką składkę?
Albo też: Jakie zdarzenia mogą mieć miejsce, w których staję się niezdolny do pracy, ale żadne z moich innych ubezpieczeń (ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków, ubezpieczenie pielęgnacyjne, ubezpieczenie na życie, ubezpieczenie zdrowotne) nie pomaga?
Dla mnie pozostają obecnie tylko choroby psychiczne. I ryzyko takiego poważnego zaburzenia psychicznego, że staję się niezdolny do pracy, podejmuję. Jeśli tak poważnie zachoruję, nie będę już mógł cieszyć się utrzymaniem dotychczasowego standardu życia.
Co o tym sądzicie? Czy gdzieś popełniłem błąd myślowy?
Pozdrowienia
Jack
jestem mężczyzną, mam 29 lat i mam ubezpieczenie na życie od około 6 lat.
Ostatnio zastanawiam się nad sensownością tego. Niezależnie od firmy ubezpieczeniowej i taryfy, a ogólnie.
Mój przypadek wygląda następująco: Pracuję w firmie konsultingowej. Nie wykonuję prac fizycznych. Do pracy potrzebuję tylko mojej głowy i rąk. Mogę pracować z dowolnego miejsca. Nie muszę być mobilny.
Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pytanie: co musi się stać, abym naprawdę stawał się stale niezdolny do pracy (BU - Berufsunfähigkeit)?
Stracenie głowy raczej nie przeżyję. Mogę stracić rozum, OK. Choroby psychiczne, takie jak wypalenie zawodowe, depresja itp., nie można jednak wykluczyć. Uważam jednak, że u mnie jest to bardzo mało prawdopodobne. Zwłaszcza w takiej formie, w której stawałbym się długotrwałym lub bardzo długotrwałym przypadkiem BU. Mogę stracić obie ręce w wypadku. Ale wówczas jest to temat mojego ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków. Nawet wtedy nie jestem automatycznie uznawany za niezdolnego do pracy. Mogę je również stracić z powodu choroby. Uważam jednak, że jest to bardzo mało prawdopodobne. Jeśli do tego dojdzie, szybko znajduje się się w obszarze ubezpieczenia pielęgnacyjnego.
Gdy analizuję tę sytuację, zadaję sobie pytanie: na jakie przypadki faktycznie ubezpieczam się, płacąc stosunkowo wysoką składkę?
Albo też: Jakie zdarzenia mogą mieć miejsce, w których staję się niezdolny do pracy, ale żadne z moich innych ubezpieczeń (ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków, ubezpieczenie pielęgnacyjne, ubezpieczenie na życie, ubezpieczenie zdrowotne) nie pomaga?
Dla mnie pozostają obecnie tylko choroby psychiczne. I ryzyko takiego poważnego zaburzenia psychicznego, że staję się niezdolny do pracy, podejmuję. Jeśli tak poważnie zachoruję, nie będę już mógł cieszyć się utrzymaniem dotychczasowego standardu życia.
Co o tym sądzicie? Czy gdzieś popełniłem błąd myślowy?
Pozdrowienia
Jack