Czy to prawda? Nie mogę tego zrozumieć.
Przy starszym samochodzie, jest sens zrezygnować z pełnego ubezpieczenia, co również oszczędza pieniądze.
Im starsze auto, tym niższa składka ubezpieczenia. Na przykład w przypadku mojego najstarszego codziennego pojazdu płacę 140 EUR rocznie za OC, kiedyś było to tylko 112 EUR, ale wszystko rośnie.
Dawniej miałem ustawiony budżet roczny na wartość strat w wysokości 1 000 marek, potem 1 000
euro, a teraz 2 000
euro. Ale w Sixt oferta jest dość ograniczona i uboższa.
Jako płatnik gotówkowy oczywiście nie ponoszę kosztów finansowania.
Przykład z Audi pokazuje, że ten samochód nie jest niewydajny ekonomicznie.
Im starsze auto, tym mniej na nie zwraca się uwagę, tym więcej młodszych kierowców decyduje się na zakup takiego auta. Można to obserwować wielokrotnie, wystarczy porównać klasyfikacje w grupach ubezpieczeniowych. O tym mówię. A nie o tym, że ze względu na zniżkę za bezszkodową jazdę spadają procenty i płaci się mniej. To samo można by było zrobić z każdym dowolnym pojazdem.
Jeśli mam stare auto, oczywiście mogę zrezygnować z AC. Wtedy jednak moje pieniądze pójdą na marne, jeśli doznam wypadku...
Jako płatnik gotówkowy nie ponosi się kosztów finansowania, zgadza się. Jednakże w przeciwieństwie do tego, nie ma się również dochodów. Kup sobie za gotówkę kilka akcji apple, Tesla, BWM, VW, Fresinius. Lub zainwestuj pieniądze w bezpieczny fundusz. Porównaj to.
Budżet roczny na co? Nie ma sensu porównywać jabłek z gruszkami tutaj.
Natomiast autor wątku chce pożyczyć dodatkowe 10 000
euro, które tak naprawdę posiada, aby kupić używany samochód w tej kategorii cenowej.
Dla tego musiałby liczyć miesięczną ratę około 190
euro na 60 miesięcy, być może trochę więcej.
Za tę ratę otrzymałbym samochód z kategorii, o której wspomniałem.
Brak kosztów naprawy, ponieważ gwarancja, brak wymiany zużytych części, ponieważ nowe itd.
Gdzie jest więc problem? Nawet jeśli nowy samochód jest nieco droższy od obciążenia kredytem 10 000
euro... z jednej strony mam używany samochód z wszystkimi ryzykami i możliwymi kosztami dodatkowymi, z drugiej strony nowy z wszystkimi obliczalnymi kosztami...
Wpisy do Schufa są obecne w obu przypadkach...
W moich przykładach umowa z Sixt trwa także tylko 48 miesięcy, co oznacza, że po 4 latach mogę ponownie kupić nowy, aktualny model o takim samym rozmiarze i cenie.
W przypadku auta używanego, jeżdżę nim dalej...
Może się zdarzyć, że po spłaceniu go po 60 miesiącach, nadal przez kolejne 60 miesięcy będzie działać bez problemów. Ale może też być tak, że już po pierwszych 36 miesiącach będzie z nim kłopot...
Przykład: Mój krewny kupił swoim dwóm córkom używanego Golfa 4. Nie wziął najtańszego ani takiego zniszczonego. Jest bardzo dokładny w tych sprawach. Po kilku miesiącach... awaria skrzyni biegów. Odstawił Golfa u dilera Seata i kupił córkom po jednym nowym Seat...
Moja siostra kilkanaście lat temu kupiła sobie używanego Polo sprzed 10 lat za 5000
euro... Dobrze, miał mało kilometrów (ok. 60 000), ale zielony metalik i automat. Nikt już tego nie kupi.
Od tamtego czasu musiała już wiele w niego zainwestować, obróbka rdzy itp., zdarzało mu się zepsuć, wszystko nie było przyjemnością. Musiała ciągle się martwić, kto naprawi co za ile, potem znowu opony, przegląd techniczny, serwis itd.
To i pozostanie starym złomem. Teraz znowu przeszła przez przegląd i początkowo będzie jeździć dalej. Nikt nie wie, co się stanie jutro.
Kolejny przykład, również prawie krewny... Kobieta jeździ starego Kangoa od kilkunastu lat... około 100 000 km, 10 lat (lub kilka lat starszy).
Przezrdzewienia zostały zauważone przez TÜV... Koszt z wszystkimi innymi naprawami do TÜV, około 1500
euro... 2 lata TÜV, ale rdzewieje teraz dalej obok tych miejsc...
Więc czy w obu przypadkach nie byłaby lepsza decyzja np. o nowym Skoda Fabii lub Roomsterze za około 120-140
euro/miesiąc?