Z oszczędzonych w ten sposób kosztów można rozsądnie inwestować, ale nie kosztem coraz większego zadłużenia, które w ostatecznym rozrachunku będą musieli spłacać nasi dzieci i wnuki.
Bez względu na absolutną wysokość długu długoterminowo nie odgrywa ona dużej roli, ponieważ stosunek zadłużenia tak istotnej gospodarczo gospodarki jak RFN nigdy nie zostanie spłacony. Spłata długu wiązałaby się z koniecznością zniszczenia wartości pieniężnych. W przypadku długu wynoszącego 2 biliony
euro, taka deflacja miałaby skrajnie deflacyjny wpływ. Ani my, ani nasi dzieci i wnuki nie chcemy takiej deflacji. Zasadnicze zmniejszenie długu nie jest więc możliwe.
To, co tu ma znaczenie, to wysokość kwoty odsetek, którą trzeba spłacać rocznie. RFN ma dziś (prawdopodobnie jednorazową) szansę zadłużyć się na negatywne stopy zwrotu, czyli mniej pieniędzy musiałoby zostać spłacone niż zostało zgromadzone podczas emisji. A to przy skrajnie niskim rocznym oprocentowaniu. Dlaczego nie wykorzystuje się tej możliwości? Byłoby to znacznie bardziej efektywne niż konieczność stwierdzenia za kilka lat, że istotne inwestycje zostały zaniedbane, a sytuacja stała się krytyczna, co skutkuje koniecznością przeprowadzenia inwestycji z dużo większymi kosztami. To właśnie w ten sposób obciąża się moim zdaniem nasze przyszłe pokolenia wyższymi kosztami!
Poprzez odpowiednie inwestycje można również obniżyć stosunek kwoty odsetek do PKB, co oznacza, że spłata będzie bardziej znośna dla płacącej podatki części gospodarki. Krach i tak dotknie którąś generację, która straci większość swojego majątku, jednak z wyższymi obciążeniami odsetkowymi dzieje się to szybciej niż przy niższych lub nawet ujemnych stopach procentowych.