- śr kwie 19, 2017 10:34 am
Cześć wszystkim,
chciałem sprzedać Dom wielorodzinny z 3 mieszkaniami. Jeden z nich chciał kupujący zamieszkać osobiście. Ponieważ mówimy o dość wysokiej wartości, potwierdzonej przez rzeczoznawcę, kupujący powiedział mi, że nie jest w stanie dźwignąć finansowania, ponieważ koszty dodatkowe związane z zakupem go zadziwiają. Ma pieniądze na miękkie koszty, ale musiałby sfinansować resztę w 100%, co byłoby dla niego zbyt dużym obciążeniem przy oczekiwanej przez bank spłacie kapitału w wysokości 3%. Banki twierdzą, że winna jest dyrektywa kredytowa dotycząca nieruchomości mieszkaniowych, o których usłyszałem już 7 razy.
Po drugim nieudanym sprzedaży, zleciłem rzeczoznawcy oszacowanie mojej nieruchomości wraz z domem. Powiedział, że moja cena jest uzasadniona i nawet trochę poniżej wartości, około 10%. Czyli problem nie leży ani w domu, ani w działce, ale raczej w kupującym. Poprosiłem swoją bank o znalezienie kupującego. Ale nawet oni nie znaleźli, pomimo tego, że jesteśmy tu miejscem numer 1 pod względem napływu ludności. Tutaj buduje się jak szalony. To może być jedno z wyjaśnień, ale nie musi.
Obiekt generuje wystarczającą stopę zwrotu ponad 6%. Więc to też nie może być problemem. Moim zdaniem kryteria przyznawania kredytów są zbyt rygorystyczne. Kupujący mówią, że oprócz kosztów dodatkowych potrzebne są dodatkowo co najmniej 20%. Więc nic dziwnego, że to nie wychodzi.
Mam teraz dwie pomysły, jak w końcu udałoby się sprzedać obiekt.
1. Udzielę kupującemu prawo wieczystego użytku z wszystkimi prawami, również z pierwszeństwem dla banku w księdze wieczystej. Działkę mógłby nabyć po 10 latach, a czynsz przeliczymy na cenę zakupu. W umowie o użytkowanie wieczyste wartość dzisiejszej wartości nieruchomości zostałaby określona jako wartość. Okres użytkowania zostałby ustalony na 50 lat, ponieważ wiele banków wymaga minimalnego okresu obowiązywania. Czy to jest możliwe? Nie potrzebuję żadnych dodatkowych praw do działki.
2. Oferuję kupującemu odroczenie płatności i wpisuję drugorzędne hipoteki. Wartość tej hipoteki oszacowałbym na jedną szóstą wartości. Tę pożyczkę zwróciłbym po 20 latach, z możliwością wcześniejszej spłaty w każdej chwili. Odsetki i spłatę należności zapłaciłbym jednorazowo za 20 lat jako pełną kwotę. Podstawowym pomysłem jest to, że obciążenie kupującego nie wzrośnie, stanie się natychmiast właścicielem, a ja miałbym hipotekę jako zabezpieczenie oraz otrzymałbym pięć szóstych kwoty z tytułu tej transakcji, co umożliwiłoby mi komfortowe życie. Po 20 latach zostanie spłacona taka kwota, że kupujący na pewno będzie mógł spłacić pozostałe części długu z tytułu wolnych części hipoteki.
Mógłbym z tym żyć, a w zasadzie wszyscy byliby szczęśliwi. Jeśli kupujący będzie miał trochę dodatkowych pieniędzy, to zawsze może wcześnie spłacić zobowiązanie, a po 20 latach obciążenie lub odkupienie będzie niższe.
Ogólnie rzecz biorąc, moim zdaniem to obniżyłoby wskaźnik stabilności finansowej, ponieważ drugorzędna hipoteka działa jak kapitał własny. Ale również tutaj są banki, które nie akceptują drugorzędnych zabezpieczeń hipotecznych dla finansowania. Zastanawiam się dlaczego? Co jeszcze trzeba zrobić?
Co byłoby zatem lepsze w zasadzie? I czy obie wersje byłyby możliwe?
Z najlepszymi życzeniami i z góry dziękuję, Horst Weimersheim
chciałem sprzedać Dom wielorodzinny z 3 mieszkaniami. Jeden z nich chciał kupujący zamieszkać osobiście. Ponieważ mówimy o dość wysokiej wartości, potwierdzonej przez rzeczoznawcę, kupujący powiedział mi, że nie jest w stanie dźwignąć finansowania, ponieważ koszty dodatkowe związane z zakupem go zadziwiają. Ma pieniądze na miękkie koszty, ale musiałby sfinansować resztę w 100%, co byłoby dla niego zbyt dużym obciążeniem przy oczekiwanej przez bank spłacie kapitału w wysokości 3%. Banki twierdzą, że winna jest dyrektywa kredytowa dotycząca nieruchomości mieszkaniowych, o których usłyszałem już 7 razy.
Po drugim nieudanym sprzedaży, zleciłem rzeczoznawcy oszacowanie mojej nieruchomości wraz z domem. Powiedział, że moja cena jest uzasadniona i nawet trochę poniżej wartości, około 10%. Czyli problem nie leży ani w domu, ani w działce, ale raczej w kupującym. Poprosiłem swoją bank o znalezienie kupującego. Ale nawet oni nie znaleźli, pomimo tego, że jesteśmy tu miejscem numer 1 pod względem napływu ludności. Tutaj buduje się jak szalony. To może być jedno z wyjaśnień, ale nie musi.
Obiekt generuje wystarczającą stopę zwrotu ponad 6%. Więc to też nie może być problemem. Moim zdaniem kryteria przyznawania kredytów są zbyt rygorystyczne. Kupujący mówią, że oprócz kosztów dodatkowych potrzebne są dodatkowo co najmniej 20%. Więc nic dziwnego, że to nie wychodzi.
Mam teraz dwie pomysły, jak w końcu udałoby się sprzedać obiekt.
1. Udzielę kupującemu prawo wieczystego użytku z wszystkimi prawami, również z pierwszeństwem dla banku w księdze wieczystej. Działkę mógłby nabyć po 10 latach, a czynsz przeliczymy na cenę zakupu. W umowie o użytkowanie wieczyste wartość dzisiejszej wartości nieruchomości zostałaby określona jako wartość. Okres użytkowania zostałby ustalony na 50 lat, ponieważ wiele banków wymaga minimalnego okresu obowiązywania. Czy to jest możliwe? Nie potrzebuję żadnych dodatkowych praw do działki.
2. Oferuję kupującemu odroczenie płatności i wpisuję drugorzędne hipoteki. Wartość tej hipoteki oszacowałbym na jedną szóstą wartości. Tę pożyczkę zwróciłbym po 20 latach, z możliwością wcześniejszej spłaty w każdej chwili. Odsetki i spłatę należności zapłaciłbym jednorazowo za 20 lat jako pełną kwotę. Podstawowym pomysłem jest to, że obciążenie kupującego nie wzrośnie, stanie się natychmiast właścicielem, a ja miałbym hipotekę jako zabezpieczenie oraz otrzymałbym pięć szóstych kwoty z tytułu tej transakcji, co umożliwiłoby mi komfortowe życie. Po 20 latach zostanie spłacona taka kwota, że kupujący na pewno będzie mógł spłacić pozostałe części długu z tytułu wolnych części hipoteki.
Mógłbym z tym żyć, a w zasadzie wszyscy byliby szczęśliwi. Jeśli kupujący będzie miał trochę dodatkowych pieniędzy, to zawsze może wcześnie spłacić zobowiązanie, a po 20 latach obciążenie lub odkupienie będzie niższe.
Ogólnie rzecz biorąc, moim zdaniem to obniżyłoby wskaźnik stabilności finansowej, ponieważ drugorzędna hipoteka działa jak kapitał własny. Ale również tutaj są banki, które nie akceptują drugorzędnych zabezpieczeń hipotecznych dla finansowania. Zastanawiam się dlaczego? Co jeszcze trzeba zrobić?
Co byłoby zatem lepsze w zasadzie? I czy obie wersje byłyby możliwe?
Z najlepszymi życzeniami i z góry dziękuję, Horst Weimersheim