- sob maja 06, 2017 8:13 pm
Dobry wieczór wszystkim,
od kilku tygodni nieustannie myślę nad tym i wkrótce zostanę doradcą finansowym
Co do mojej sytuacji - jestem rozwódką, mam 2 dzieci, mój partner życiowy jest rencistą, moje dochody (tylko ja) to 2 100 euro netto, dodatkowo alimenty na dzieci (9 i 13 lat) oraz dodatek na dzieci, miesięczna rata kredytu 250 euro z finansowania samochodu, poza tym brak zobowiązań.
Chcielibyśmy kupić Dom, ponieważ obecnie mieszkamy w małym mieszkaniu, a czynsze tutaj zbliżają się do miesięcznej raty finansowania lub ją przekraczają. Szukaliśmy długo, ale w końcu coś znaleźliśmy.
Dane dotyczące nieruchomości:
Cena zakupu 145 000 euro (rok budowy 1955, 120 m^2 + 800 m^2 działki)
Koszty remontu 90 000 euro
Koszty zakupu 12 325 euro
Wkład własny około 40 000 euro (tata kompleksowo zajmuje się instalacją sanitarnej + nowego ogrzewania, wujek oknami, obaj to fachowcy)
Doradca finansowy stworzył plan finansowy, mój partner posiada mieszkanie własnościowe, które jednak nie jest na jego nazwisko, tylko na nazwisko jego rodziców. Mieszkanie to ma zostać sprzedane w grudniu z powodu dziesięcioletniego okresu własności, który wcześniej nie pozwala na sprzedaż.
Ponieważ przez 10 lat nie mieszkałam w Niemczech i zaczęłam tu pracować 2 lata temu, nie mam kapitału własnego i potrzebuję tego domu jako dodatkowego zabezpieczenia emerytalnego (mam 41 lat).
Pierwszy finansujący przygotował dobry plan, kombinację kredytu ratalnego + oszczędności budowlanych, dzięki czemu nadchodzące środki mogą tam trafić, jeśli będą potrzebne pośrednio.
Następnie nadeszł szok: odrzucenie ze względu na bieżące zapytanie o kondycje, zbyt niska ocena scoringowa (83%), nie mam negatywnego wpisu i nie wiem, dlaczego wynik scoringowy jest taki słaby. Od tego dnia moje połączenia telefoniczne pozostają bez odpowiedzi.
Zwróciłam się więc do mojego banku, początkowo wszystko wydawało się w porządku (jestem klientem banku od 20 lat), ale stwierdzono, że trzeba się jeszcze raz dokładnie przyjrzeć i przeliczyć, a potem się skontaktować. Wszystkie dokumenty były dostępne: odrzucenie, ponieważ finansowanie musiałoby być sfinalizowane do emerytury, a wtedy nie pasowałby budżet ze względu na zaprzestanie płacenia alimentów w przyszłości. Alternatywa (np. wyższa rata) w ogóle nie została zaproponowana, ale też nie pytałam, ponieważ moim zdaniem doradztwo było bardzo niskiej jakości, przecież w centrum specjalistycznym zajmującym się codziennie finansowaniem nieruchomości, można by przewidywać, że nie będzie to możliwe do emerytury, jeśli jest to kryterium eliminacyjne.
Rozumiem, że to realistyczne i trzeba przestrzegać nowego prawa nieruchomości, ale planujemy z partnerem niedługo się pobrać i on również ma się zaangażować w finansowanie (czeka też na spadek w przyszłości), więc moim zdaniem jest to dobrze zaplanowane. Nawet bez partnera mogłabym sprawować koszty, ustaliliśmy jednak dla siebie jako warunek, że musiałabym ograniczyć swój styl życia, co obecnie nie jest dla nas zbyt korzystne (ale też nie jest konieczne, ponieważ dotyczyłoby to tylko ewentualnego rozstania). Mój partner nie powinien uczestniczyć w finansowaniu, ponieważ obaj zgadzamy się, że w przypadku ewentualnego rozstania dzieci i ja moglibyśmy pozostać w domu.
Teraz mamy trzeciego finansującego, który zaproponował kombinację kredytu ratalnego + oszczędności budowlanych + KFW, oczekiwana rata jest o 100 euro wyższa, ale wciąż jest dla nas akceptowalna, ponieważ chcielibyśmy posiadać tę nieruchomość (piękna lokalizacja, duży działka = wysoka wartość odsprzedaży) i woleliśmy być ostrożni podczas planowania.
Obawiam się teraz, że dojdzie do kolejnego odrzucenia. Według finansującego firma nie ocenia pod względem scoringu Schufy, analiza budżetowa jest w porządku, spłata następuje jeszcze przed emeryturą, więc wszystko powinno być w porządku.
Czy ktoś ma dla mnie jakiś pomysł? Zaczynam powoli wątpić w siebie po tylu odrzuceniach, czy ja źle liczę, czy może banki. Zabawne jest, że mój bank sprzedał mi 2 lata temu konto oszczędnościowe, na które trzeba było najpierw zaoszczędzić, a potem po 10 latach, kiedy miałabym do niego dostęp w wieku 51 lat, moje szanse na otrzymanie finansowania byłyby jeszcze mniejsze. Ten sam bank, który doradzał mi odkładać pieniądze, odrzuciłby mnie za 10 lat z tłumaczeniem, że przed emeryturą nie zdążę ich wykorzystać...
Jeśli przeprowadzę się do większego mieszkania (a teraz jest to konieczne), będę płacić wyższą cenę czynszu niż za ratę za Dom i nie będę mógł oszczędzać. Oczywiście jedną opcją jest czekanie do początku przyszłego roku, aż partner zbierze kapitał własny (około 100 000 euro), ale wtedy Dom może już nie być dostępny, a my szukamy od roku, mieszkamy na wsi, związani z dziećmi (szkoła) i chcielibyśmy właśnie ten Dom.
Mam nadzieję, że mój post nie jest zbyt zagmatwany.
Jestem teraz trochę zestresowana, ponieważ zajęło nam trochę czasu zebranie wszystkich dokumentów, a potem należało koordynować nowe oferty i terminy. Sprzedający czeka oczywiście na termin notarialny, który jednak chciałabym (mogłabym) ustalić dopiero po otrzymaniu pisemnej zgody banku.
Dziękuję z góry i miłego wieczoru!
od kilku tygodni nieustannie myślę nad tym i wkrótce zostanę doradcą finansowym
Co do mojej sytuacji - jestem rozwódką, mam 2 dzieci, mój partner życiowy jest rencistą, moje dochody (tylko ja) to 2 100 euro netto, dodatkowo alimenty na dzieci (9 i 13 lat) oraz dodatek na dzieci, miesięczna rata kredytu 250 euro z finansowania samochodu, poza tym brak zobowiązań.
Chcielibyśmy kupić Dom, ponieważ obecnie mieszkamy w małym mieszkaniu, a czynsze tutaj zbliżają się do miesięcznej raty finansowania lub ją przekraczają. Szukaliśmy długo, ale w końcu coś znaleźliśmy.
Dane dotyczące nieruchomości:
Cena zakupu 145 000 euro (rok budowy 1955, 120 m^2 + 800 m^2 działki)
Koszty remontu 90 000 euro
Koszty zakupu 12 325 euro
Wkład własny około 40 000 euro (tata kompleksowo zajmuje się instalacją sanitarnej + nowego ogrzewania, wujek oknami, obaj to fachowcy)
Doradca finansowy stworzył plan finansowy, mój partner posiada mieszkanie własnościowe, które jednak nie jest na jego nazwisko, tylko na nazwisko jego rodziców. Mieszkanie to ma zostać sprzedane w grudniu z powodu dziesięcioletniego okresu własności, który wcześniej nie pozwala na sprzedaż.
Ponieważ przez 10 lat nie mieszkałam w Niemczech i zaczęłam tu pracować 2 lata temu, nie mam kapitału własnego i potrzebuję tego domu jako dodatkowego zabezpieczenia emerytalnego (mam 41 lat).
Pierwszy finansujący przygotował dobry plan, kombinację kredytu ratalnego + oszczędności budowlanych, dzięki czemu nadchodzące środki mogą tam trafić, jeśli będą potrzebne pośrednio.
Następnie nadeszł szok: odrzucenie ze względu na bieżące zapytanie o kondycje, zbyt niska ocena scoringowa (83%), nie mam negatywnego wpisu i nie wiem, dlaczego wynik scoringowy jest taki słaby. Od tego dnia moje połączenia telefoniczne pozostają bez odpowiedzi.
Zwróciłam się więc do mojego banku, początkowo wszystko wydawało się w porządku (jestem klientem banku od 20 lat), ale stwierdzono, że trzeba się jeszcze raz dokładnie przyjrzeć i przeliczyć, a potem się skontaktować. Wszystkie dokumenty były dostępne: odrzucenie, ponieważ finansowanie musiałoby być sfinalizowane do emerytury, a wtedy nie pasowałby budżet ze względu na zaprzestanie płacenia alimentów w przyszłości. Alternatywa (np. wyższa rata) w ogóle nie została zaproponowana, ale też nie pytałam, ponieważ moim zdaniem doradztwo było bardzo niskiej jakości, przecież w centrum specjalistycznym zajmującym się codziennie finansowaniem nieruchomości, można by przewidywać, że nie będzie to możliwe do emerytury, jeśli jest to kryterium eliminacyjne.
Rozumiem, że to realistyczne i trzeba przestrzegać nowego prawa nieruchomości, ale planujemy z partnerem niedługo się pobrać i on również ma się zaangażować w finansowanie (czeka też na spadek w przyszłości), więc moim zdaniem jest to dobrze zaplanowane. Nawet bez partnera mogłabym sprawować koszty, ustaliliśmy jednak dla siebie jako warunek, że musiałabym ograniczyć swój styl życia, co obecnie nie jest dla nas zbyt korzystne (ale też nie jest konieczne, ponieważ dotyczyłoby to tylko ewentualnego rozstania). Mój partner nie powinien uczestniczyć w finansowaniu, ponieważ obaj zgadzamy się, że w przypadku ewentualnego rozstania dzieci i ja moglibyśmy pozostać w domu.
Teraz mamy trzeciego finansującego, który zaproponował kombinację kredytu ratalnego + oszczędności budowlanych + KFW, oczekiwana rata jest o 100 euro wyższa, ale wciąż jest dla nas akceptowalna, ponieważ chcielibyśmy posiadać tę nieruchomość (piękna lokalizacja, duży działka = wysoka wartość odsprzedaży) i woleliśmy być ostrożni podczas planowania.
Obawiam się teraz, że dojdzie do kolejnego odrzucenia. Według finansującego firma nie ocenia pod względem scoringu Schufy, analiza budżetowa jest w porządku, spłata następuje jeszcze przed emeryturą, więc wszystko powinno być w porządku.
Czy ktoś ma dla mnie jakiś pomysł? Zaczynam powoli wątpić w siebie po tylu odrzuceniach, czy ja źle liczę, czy może banki. Zabawne jest, że mój bank sprzedał mi 2 lata temu konto oszczędnościowe, na które trzeba było najpierw zaoszczędzić, a potem po 10 latach, kiedy miałabym do niego dostęp w wieku 51 lat, moje szanse na otrzymanie finansowania byłyby jeszcze mniejsze. Ten sam bank, który doradzał mi odkładać pieniądze, odrzuciłby mnie za 10 lat z tłumaczeniem, że przed emeryturą nie zdążę ich wykorzystać...
Jeśli przeprowadzę się do większego mieszkania (a teraz jest to konieczne), będę płacić wyższą cenę czynszu niż za ratę za Dom i nie będę mógł oszczędzać. Oczywiście jedną opcją jest czekanie do początku przyszłego roku, aż partner zbierze kapitał własny (około 100 000 euro), ale wtedy Dom może już nie być dostępny, a my szukamy od roku, mieszkamy na wsi, związani z dziećmi (szkoła) i chcielibyśmy właśnie ten Dom.
Mam nadzieję, że mój post nie jest zbyt zagmatwany.
Jestem teraz trochę zestresowana, ponieważ zajęło nam trochę czasu zebranie wszystkich dokumentów, a potem należało koordynować nowe oferty i terminy. Sprzedający czeka oczywiście na termin notarialny, który jednak chciałabym (mogłabym) ustalić dopiero po otrzymaniu pisemnej zgody banku.
Dziękuję z góry i miłego wieczoru!