- śr paź 18, 2017 2:35 pm
Witam,
jestem nowa na forum i pilnie potrzebuję pomocy.
W roku 2010 nagle zachorowałam, a mój mąż i ja nie mogliśmy już spłacać naszych kredytów. Przypadkiem trafiłam do kancelarii prawnej Grube, która chciała nam pomóc. Chcieli negocjować porozumienia z bankami i musieliśmy płacić im 330,00 euro miesięcznie.
Nic nie osiągnęli i chcieli złożyć wniosek o upadłość konsumencką. Odmówiliśmy.
Następnie mój mąż i ja udaliśmy się do doradcy ds. zadłużenia z całym naszymi dokumentami. Porozumienia z bankami poszły dość sprawnie.
Ustawiłam stałe zlecenie, aby raty zawsze były terminowo przekazywane na konto wierzycieli.
Lata minęły spokojnie, aż do roku 2015. Otrzymaliśmy pismo od adwokata Wendt, który pracuje dla banku Santander, żądające zwrotu 30,100 euro przez mojego męża natychmiast z uznaniem długu. Natychmiast zadzwoniłam do doradcy ds. zadłużenia.
Powiedziano mi, że pracownica z 2010, która negocjowała porozumienia, już tam nie pracuje.
Inna pani zajęła się tym i w naszych dokumentach znalazła harmonogram rat, który stosowaliśmy. Poleciła nam adwokata i przesłała mi harmonogram rat do wzięcia.
Adwokat napisał list do pana Wendta, że zapłaciliśmy nasze raty zgodnie z postanowieniami. Zalecił też nie podpisywać niczego, co też zrobiliśmy.
Wtedy przyszła odpowiedź, że porozumienie zostało zawarte tylko ze mną, a nie z moim mężem. Co dziwnym trafem po 5 latach. Potem znowu zapanowała cisza.
W lutym tego roku 2017 przyszedł list od firmy Lindorff GmbH, w którym mój mąż miał zwrócić 31,000 euro. Mógł także zawrzeć umowę ratalną. Ponownie zadzwoniłam do pani doradcy ds. zadłużenia i przesłałam jej pismo od firmy Lindorff GmbH. W międzyczasie dowiedziałam się, że jeśli od 2010 do 2015 nie ma odpowiedzi, czyli panuje cisza, to zastosowanie znajduje przedawnienie. Powiedziałam to pani i napisała odpowiednie pismo do firmy Lindorff GmbH.
Następnie znowu przez długi czas nic. W poniedziałek tej tygodnia pani zadzwoniła do mnie i powiedziała, że otrzymała pismo od firmy Lindorff. Nie ma tam przedawnienia, ponieważ w Niemieckim Kodeksie Cywilnym (BGB) przedawnienie wynosi 10 lat orte trzy lata od chwili ich zastosowania. Pani z doradztwa ds. zadłużenia powiedziała, że może tak być, ale chce się jeszcze dowiedzieć.
Teraz sama poczytałam różne przypadki w internecie. Było napisane, że jeśli przez trzy lata nie ma żadnego kontaktu, to zastosowane jest przedawnienie. Co jest w naszym przypadku prawdą, od 2010 do 2015. Przedawnienie zachodzi tylko w przypadku, gdy w tym czasie sądowy nakaz zapłaty jest dostępny albo mój mąż podpisał coś. Ale nie było ani jednego, ani drugiego, ponieważ doradcy ds. zadłużenia powiedzieli nam i ustaliliśmy na ich planie, że oboje będziemy płacić zgodnie z porozumieniem.
Kto może mi pomóc i wysłać pomocną odpowiedź.
Gerlind
jestem nowa na forum i pilnie potrzebuję pomocy.
W roku 2010 nagle zachorowałam, a mój mąż i ja nie mogliśmy już spłacać naszych kredytów. Przypadkiem trafiłam do kancelarii prawnej Grube, która chciała nam pomóc. Chcieli negocjować porozumienia z bankami i musieliśmy płacić im 330,00 euro miesięcznie.
Nic nie osiągnęli i chcieli złożyć wniosek o upadłość konsumencką. Odmówiliśmy.
Następnie mój mąż i ja udaliśmy się do doradcy ds. zadłużenia z całym naszymi dokumentami. Porozumienia z bankami poszły dość sprawnie.
Ustawiłam stałe zlecenie, aby raty zawsze były terminowo przekazywane na konto wierzycieli.
Lata minęły spokojnie, aż do roku 2015. Otrzymaliśmy pismo od adwokata Wendt, który pracuje dla banku Santander, żądające zwrotu 30,100 euro przez mojego męża natychmiast z uznaniem długu. Natychmiast zadzwoniłam do doradcy ds. zadłużenia.
Powiedziano mi, że pracownica z 2010, która negocjowała porozumienia, już tam nie pracuje.
Inna pani zajęła się tym i w naszych dokumentach znalazła harmonogram rat, który stosowaliśmy. Poleciła nam adwokata i przesłała mi harmonogram rat do wzięcia.
Adwokat napisał list do pana Wendta, że zapłaciliśmy nasze raty zgodnie z postanowieniami. Zalecił też nie podpisywać niczego, co też zrobiliśmy.
Wtedy przyszła odpowiedź, że porozumienie zostało zawarte tylko ze mną, a nie z moim mężem. Co dziwnym trafem po 5 latach. Potem znowu zapanowała cisza.
W lutym tego roku 2017 przyszedł list od firmy Lindorff GmbH, w którym mój mąż miał zwrócić 31,000 euro. Mógł także zawrzeć umowę ratalną. Ponownie zadzwoniłam do pani doradcy ds. zadłużenia i przesłałam jej pismo od firmy Lindorff GmbH. W międzyczasie dowiedziałam się, że jeśli od 2010 do 2015 nie ma odpowiedzi, czyli panuje cisza, to zastosowanie znajduje przedawnienie. Powiedziałam to pani i napisała odpowiednie pismo do firmy Lindorff GmbH.
Następnie znowu przez długi czas nic. W poniedziałek tej tygodnia pani zadzwoniła do mnie i powiedziała, że otrzymała pismo od firmy Lindorff. Nie ma tam przedawnienia, ponieważ w Niemieckim Kodeksie Cywilnym (BGB) przedawnienie wynosi 10 lat orte trzy lata od chwili ich zastosowania. Pani z doradztwa ds. zadłużenia powiedziała, że może tak być, ale chce się jeszcze dowiedzieć.
Teraz sama poczytałam różne przypadki w internecie. Było napisane, że jeśli przez trzy lata nie ma żadnego kontaktu, to zastosowane jest przedawnienie. Co jest w naszym przypadku prawdą, od 2010 do 2015. Przedawnienie zachodzi tylko w przypadku, gdy w tym czasie sądowy nakaz zapłaty jest dostępny albo mój mąż podpisał coś. Ale nie było ani jednego, ani drugiego, ponieważ doradcy ds. zadłużenia powiedzieli nam i ustaliliśmy na ich planie, że oboje będziemy płacić zgodnie z porozumieniem.
Kto może mi pomóc i wysłać pomocną odpowiedź.
Gerlind