Capital Investment 4

Forum finansowe CI4 - Wszystko ze świata finansów i nieruchomości

Kredyty hipoteczne na budowę domu lub zakup mieszkania (nieruchomość zamieszkana przez właściciela).

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Jackdaniels
Cześć wszystkim,

moja żona i ja chcemy postawić Dom jednorodzinny. Mieliśmy już rozmowy z architektem i firmą budowlaną. Dom będzie budowany pod klucz, koszt to około 230 000 euro.

Mamy 50 000 euro wkładu własnego, więc to na razie wszystko dobrze.

Teraz mieliśmy spotkanie z doradcą finansowym i tu pojawia się problem. Moja żona pracuje jako biurokaufrau a ja jestem samozatrudniony od 2 miesięcy. Dochód jest, jednak banki nie uwzględniają dochodu z samozatrudnienia przez 2-3 lata.

Szukaliśmy rozwiązania, ponieważ nie chcemy czekać dłużej. Teraz moja mama zaproponowała się jako współkredytobiorca i tu pojawia się pytanie.

Czy możliwe jest, że moja żona byłaby 1. kredytobiorcą, a moja mama 2. kredytobiorcą, a mimo to właścicielami bylibyśmy ja i moja żona? Czy banki to zaakceptują? Czy muszę wziąć pod uwagę coś szczególnego?

Z góry dziękuję!

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez 6Bankkaufmann
Nie w domu jednorodzinnym.
Jeśli już, to można rozważyć budynek dwurodzinny, gdzie matka zamieszkuje w jednym mieszkaniu, a ty z żoną w drugim.
W zakresie samodzielności wymagane są decyzje o podatku dochodowym. Tutaj to niemożliwe, ponieważ samodzielność trwa zbyt krótko.
W twoim przypadku, bez wyprowadzki matki, musiałbyś ponosić dodatkowe koszty najmu lub inne opłaty.
Gdzie mieszka twoja matka? Wynajem? Własność? Długi? Dochód?

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Jackdaniels
Dziękuję za odpowiedź. Matka mieszka na wynajętym mieszkaniu (koszty ogrzewania wliczone 500,-). Dochód miesięczny ok. 2000,- netto, na czas nieokreślony. Żona zarabia miesięcznie 1500,- netto (bez dzieci), na czas nieokreślony. Żadne ze stron nie ma kredytów, długów itp.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Państwa żona i matka mogą obie zostać kredytobiorcami, nawet jeśli matka nie stanie się właścicielem.
Nic nie wiemy o ich działalności gospodarczej, dokładniej o ich dochodach z niej. Jeśli jest to dobrze przemyślane, planowane zrównoważenie oraz zapewnione zabezpieczenie w postaci pewnych dochodów w bezpiecznej branży, to droga z matką może być możliwa. Nie znamy również żadnych informacji na temat planowania rodziny, wieku i zachowań konsumenckich.
Przynajmniej mogę odpowiedzieć na Państwa pytanie, że technicznie jest możliwe, aby obie zostały kredytobiorcami.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez 2tneub
Punkt1:
Chociaż godne uznania jest wsparcie matki dla swojego syna, uważam, że szaleństwem jest stać się poręczycielem kredytu, kiedy nie ma dostępnej żadnej równowartości.
Punkt2:
Zastanawia mnie, jak można twierdzić po 2 miesiącach samodzielnej działalności: dochód jest.
Na pewno nie został jeszcze zapłacony ani jeden euro zaliczki na podatek dochodowy.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Jackdaniels
Rozumiem Twój niepokój, ale przecież nie znasz mojej sytuacji. Proszę tylko o pomocne wskazówki/sugestie. Dziękuję!

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Być matką lub córką może być równowartością. Oczywiście nie w każdej rodzinie jest tak samo, ale ja dla obu synów uważam, że jest to oczywiste, jeśli wszystko się zgadza. Ponadto mogę sobie zawsze dopuścić taką równowartość w formie prawa do mieszkania lub użytkowania.
Jeśli przez wiele lat pracowałem w danej branży, osiągnąłem coś, przejąłem zlecenia lub klientów przy zakładaniu firmy albo nie ma żadnego ryzyka związanego z moimi usługami, to jest możliwe, że nie ma żadnego ryzyka. To zależy od sytuacji, kontekstu i okoliczności.
Kiedy opuściłem bank i przyjąłem się na własne konto, wszystko było przemyślane i zaplanowane! W związku z tym istnieją sytuacje, w których przejście na własne konto nie powoduje pogorszenia, a wręcz poprawy.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Jackdaniels, tak to widzę - podobnie jak opisany obok Twój post, którego nie znałam.
Często jednak niektórzy znają sytuację i ludzi już (nie mówię tego złośliwie), nie znając wszystkich sytuacji i możliwości ani nie biorąc pod uwagę faktycznych możliwości, poglądów i stylów życia danej osoby.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez xlarge
Które posty są pomocne? Tylko te, które nie dostrzegają żadnych problemów?
Ile lat ma matka i jak długo ma trwać spłata kredytu?
Banki coraz częściej wymagają, żeby spłata została zakończona w momencie przejścia na emeryturę.
Czy istnieje odpowiednie ubezpieczenie na życie lub coś podobnego, które stanie się wkrótce wymagalne?

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Daukind

[...]ponieważ nie chcemy już dłużej czekać. [...]

Tutaj naprawdę każde słowo jest marnowane. Pozwólmy jednemu z pośredników finansowych wyczuć interes i załatwić sprawę. Niech TE sam pobiegnie w swoje nieszczęście. Komu to przeszkadza.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Bardzo duży, nie mogę tego ocenić, ponieważ brakuje mi wystarczającej ilości faktów, danych i liczb.
Dla mnie fakt istnieje taki, że nie mam zasadniczego problemu z udziałem w pożyczce jako współpożyczkobiorca ani z zapewnieniem zastępczych zabezpieczeń moim klientom i mogę sobie wyobrazić, że istnieją ludzie, którzy mają podobne poglądy, co jest jak najbardziej uzasadnione.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Honey1979
Więc znam wystarczająco dużo ludzi, którzy nawet w podeszłym wieku wciąż proszą Mamę i Tatę o pomoc.... Ale jedno jest pewne: Prawdziwe osobowości z ambicją tego nie zrobią. Osobiście kocham moje dziecko ponad wszystko, ale na pewno nie będzie ono polegać na moim sukcesie. A kiedy czytam od TE: Szukaliśmy rozwiązania, bo nie chcemy czekać dłużej Dokładnie o to mi chodzi..... Ja ja ja ja chcę ale.... Mimimi Moja odpowiedź brzmiałaby: Co myślisz, czego ja wszystko chcę.... Daj gazu, przepracuj 2 lata jako przedsiębiorca na pełny etat, a potem możesz zacząć.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Te wpisy mnie przerażają.
Kochanie, czy myślisz, że wszyscy ludzie są tacy sami? Czy wszystko zależy tylko od odpowiednich osobowości z pazurem? Czy sukces i szczęście definiują się tak samo, zwłaszcza na tym poziomie?
Nie rozumiem tego, w ogóle.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Honey1979
Oczywiście.... zazwyczaj ludzie odnoszący sukcesy mają pazur.
I w końcu, prawdziwy facet powinien stać na własnych nogach, a nie w późniejszym wieku rezerwować sobie ochronę jak szczeniak.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Hanomag

Być matką lub córką może być równoważnikiem.

Zazwyczaj to prawda, ale co w przypadku matki i zięcia? Jeśli on zostawi córkę na lodzie, to automatycznie dotyczy to także matki. Nie, nie, jako rodzic nie zdecydowałbym się na taki układ.
Dlaczego matka i córka nie mogą być właścicielkami i kredytobiorcami jednocześnie? Matka może wynająć swoją część zięciowi i ewentualnie cieszyć się korzyściami podatkowymi. Później, gdy zięć udowodni swą godność, może bez podatku podarować mu i/lub córce swoją spłaconą część.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Udane osoby. Tak. Każdy definiuje sukces inaczej, zwłaszcza, że nie równa sukcesu (za jaką cenę?) z byciem szczęśliwym.

Wiesz, jak piękne jest, gdy nazywa się to nie tarczą dla szczeniąt, lecz rodziną? Kochanie, mam na myśli prawdziwą rodzinę, szczere, uczciwe i serdeczne? Gdzie oddajemy to, co otrzymujemy, aby dojść do celu i gdzie krąg się zamyka, że wszystko jest zawsze jednością, czyż nie? Naszą? Rodziną?

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Honey1979
To robią Południowcy bardzo często, Thomas..... Biorą 5 osób kredyt, żeby głowa rodziny mogła jeździć Meredesem klasy S. Rok produkcji 1998 z przebiegiem 350 000 kilometrów.
Czy to ma sens, każdy musi ocenić sam.
Osobiście cieszę się, że moi rodzice mogą cieszyć się swoją emeryturą bez obaw i nie muszą martwić się o moją przyszłość.... Na pewno są bardzo dumni, że ich dziecko znalazło swoją drogę i osiągnęło coś własnym wysiłkiem.
Dla mnie wszystko inne to kompletna bzdura, dzieci w ten sposób nigdy nie nauczą się stanąć na własnych nogach, a sukces nie będzie miał wtedy żadnej wartości.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez BenniG
Bez podania wieku niemożliwe jest dokładne oszacowanie sytuacji. Na podstawie dostępnych informacji mogę przedstawić trzy możliwe oceny sytuacji. Jeśli Jackdaniels i jego żona mają między 20 a 25 lat, to sytuacja jest dobra. Jest zrozumiałe, że nadal są w fazie poszukiwania pracy, a dochód (żony) nie jest jeszcze wysoki. Ale mają już zaoszczędzone 50 000 €. Teściowa prawdopodobnie ma jeszcze 10 lat do emerytury. Potencjalne dzieci mają również jeszcze kilka lat zanim się urodzą, więc można zobaczyć, jak rozwija się samozatrudnienie, albo czy warto wrócić do pracy na etacie. Jeśli para ma między 25 a 30 lat, sytuacja jest tylko warunkowo dobra. Porażka w samozatrudnieniu, emerytura matki lub pragnienie posiadania dzieci mogą doprowadzić do zawalenia konstrukcji. Jeśli oboje mają już ponad 30 lat, to sytuacja wyjściowa jest słaba. Dlaczego zaoszczędzili tylko 50 000 €? Jak wygląda sytuacja z innymi inwestycjami kapitałowymi (na emeryturę)? Musicie podjąć decyzję między dzieckiem a domem. Okres kredytowania wynosi tylko 5 lat - a jak wysokie są stopy procentowe? W moich scenariuszach przyjąłem przeciętnego obywatela - czyli wasza sytuacja może być zupełnie inna.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Honey1979
To, że zaoszczędził te 50 tys. jest również tylko przypuszczeniem... mogło być dziedziczone, podarowane lub cokolwiek innego.... Problemem w samozatrudnieniu jest.... Wiele osób nie docenia kosztów związanych z budowaniem czegoś z głową.... Samodzielne zarządzanie funduszem emerytalnym (Bardzo duży problem, którego wielu przedsiębiorców nie bierze pod uwagę i potem chodzą z mikroskopijną rentą i niczym w kieszeni, bo dobrze żyli ). Rezerwy, płacenie podatków z góry, potem prywatne ubezpieczenie zdrowotne, gdzie trzeba pamiętać, że jako emeryt trzeba samemu płacić pełne składki, lub pozostaje się ubezpieczonym dobrowolnie... jeśli dobrze zarabia, jak twierdzi, to płaci 750,00 euro składki miesięcznie itd.... to wszystko trzeba najpierw uporządkować, a potem po 2 latach lub więcej sprawdzić, czy samozatrudnienie naprawdę przynosi to, czego potrzebuje.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Honey1979,
chcę teraz spróbować tego racjonalnie.
Dlaczego oczerniasz TE - być może pośrednio - nie znając go, że nie jest on odpowiednim typem (aby użyć twoich słów), który ma ten wspomniany kąt? Co jest takiego złego w byciu samodzielnym? Co, jeśli trzyma 50 000 euro z powrotem, aby to zagwarantować, i dlatego inwestuje tylko 50 000 euro? Co, jeśli jest południowcem, który go określiłeś, i chodzi o zbudowanie czegoś wspólnie w rodzinie, niezależnie od faktu, że - patrz mój przykład - nie trzeba nawet być południowym, ponieważ dotyczy to raczej późnych przesiedleńców, Rosjan i Europejczyków Wschodnich? Dlaczego musi on najpierw odnaleźć się samodzielnie w działalności przez 2 lata, jeśli być może działał w branży (podaję ci mój przykład) i działalność samodzielna opiera się na zdrowej, bogatej przeszłości z doświadczenia? Co, jeśli jest człowiekiem działającym tak jak ty? Co, jeśli przejął firmę, w której pracował przez lata, być może nawet z rodziny?
Nie znam TE, a ty tak. Jak można wtedy dawać mądre rady? Jakie motywacje kryją się za twoimi domysłami, twoją sceptycznością, zwłaszcza wobec dążenia do wyrównania szans? Za TE mogą kryć się tak wiele pozytywnych rzeczy, dlaczego one są tak stanowczo wykluczone, bez jakiegokolwiek zapytania?
W 1 600 przypadkach nie znam żadnego przypadku, w którym dokonano późniejszej wyceny i coś się z tego nie wyniosło, żadnego. Zapytałem o to dwóch znanych pośredników, banku DSL i jednego banku oszczędnościowego, których to nie było znane, i żadnemu bankowi nie zależy na takim postępowaniu w kierunku zewnętrznej wartości. Poza tym, nie muszę informować klienta o tym, że pożyczka może zostać sprzedana, a te pojedyncze przypadki, które miały miejsce część lat temu (w 2006 roku została uchwalona ustawa mająca to utrudnić, jeśli tak się stało, to zmniejsza konsekwencje), miały zupełnie inne przyczyny, zazwyczaj były to finansowania z problemami wykonania, kiedy kapitał nie płynął.
Oczywiście warto zwrócić uwagę konsumentowi na ryzyka, przeanalizować plany i omówić możliwe scenariusze. Ale jednej rzeczy nie wolno robić, uogólniać, zwłaszcza jeśli nie zna się człowieka i jego sytuacji wyjściowej, stylu życia i poglądów na życie. Można to zrobić, ale niczego się tym nie osiągnie, przekonanie to wygląda inaczej, zwłaszcza gdy konsumenci zastanawiają się, jak można wydawać takie deklaracje, skoro go w ogóle nie znają.
Może nawet twoje historie o tobie są prawdziwe, ale czy sądzisz, że ty jesteś jedynym, kto ma kąt i coś osiągnie? Zwłaszcza, czy sądzisz, że brzmi to wiarygodnie dla kogoś, kto wierzy w siebie i ma jasny plan i cel (których nie znamy, podobnie jak w przypadku TE) i jako cel widzi drogę?
Możesz i czasem trafisz, masz prawo, ale na czym opierają się twoje domysły i spekulacje?

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Honey1979
Pytanie 1: Dlaczego sugerujesz, że osoba TE nie jest właściwym typem, który ma potrzebną determinację - być może pośrednio, nie znając go?

Odpowiadam następująco...
Osoba TE pisze: Szukaliśmy rozwiązania, ponieważ nie chcemy czekać dłużej.
Już sam ten zdanie mówi wiele o charakterze... Oczywiście istnieją ludzie, którzy odnoszą sukcesy w przedsiębiorczości poza mną... z pewnością są tacy, którzy robią to o wiele lepiej... Ale zaczynałem od zera i dzięki wyrzeczeniom, ambicji i ogromnej pracy, w ciągu 2 lat przekształciłem moją firmę GmbH w kapitał własny w wysokości 250 tysięcy euro... Dopiero WTEDY zatrudniłem pierwszego pracownika... Nic więcej, nic od taty w prezencie czy coś w tym stylu, wszystko samemu zbudowane.

Doświadczyłem także kilku porażek i musiałem nauczyć się, czym jest bycie przedsiębiorcą... Nazywam siebie przedsiębiorcą swojego życia.

I właśnie to staram się przekazać innym ludziom... Że trzeba początkowo poświęcić coś, aby kiedyś móc sobie coś umożliwić.

Twoje podejście, Thomas, jest inne... Natychmiast walczysz i koniec... Bo inaczej nie dostaniesz strzału.

Zobacz, tylko taki przykład... BEZ OBRAŻANIA CIEBIE.

Siedzisz tu całe dnie od rana do późnej nocy na forum, aby złapać jakieś problemowe przypadki i zarobić. Gdybyś odniósł sukces, ludzie automatycznie by do Ciebie przychodzili, bo jesteś po prostu dobry. Tyle że tak dobry, że muszą umówić się na spotkanie przez twoją recepcjonistkę..... Tak to wygląda w każdym banku... Nigdy nie widziałem, żeby ktoś czekał przed drzwiami banku i wciągał przechodzących ludzi do środka... Jak to widzisz w restauracjach na wakacjach.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Kochanie, dlaczego tak głupio i tak nieskładnie dalej (pytanie z miłości) !! Nie znasz mnie w ogóle, wcale, ale bez sensu przemawiam i muszę pozyskać klientów tutaj! Dlaczego to robisz? W ten sposób diskwalifikujesz swoje własne wypowiedzi! 10-15% mojego biznesu generuję tutaj na forum. Wiesz jak? W ciepłym biurze, na kanapie, pijąc Jockemöller przy barze, gdzie leci mecz. Bez generowania kosztów, w branży, która jest moim hobby. Czy to nie wspaniała sprawa? Pomagasz i jednocześnie generujesz biznes? Czy to nie wspaniałe? Co mnie to obchodzi, że banki organizują konkursy, aby pozyskać klientów, na ulicy przed swoimi biurami. Przeprowadzają badania, wydają ogromne pieniądze na reklamę itd. itp. itp. Uważam, że mam to łatwiejsze. Niestety nadal nie zrozumiałeś moich intencji, widzisz tylko swoje i uważasz, że są one powszechne. Również w moim zawodzie czerpię radość z pracy z ludźmi, czy to nie wspaniałe? Czy to nie jest wspaniałe? Dlaczego więc krytykować, mieć zastrzeżenia? Powinieneś zaakceptować, że u mojego partnera, naszej obsługi i od niedawna także u mojego chłopca Noela Maxima (to jest jak marzenie, piękna rzecz mieć rodzinę w biznesie) są ustalane terminy, są dalsze finansowane, działają rekomendacje i składane jest zapytanie. Weź to jako pewnik - przecież zaproponowałem, że chętnie się nad tym zastanowić i można przyjść osobiście - gdzie teraz jest twoja wypowiedź, że czegoś mi brakuje? Zwłaszcza twoje domniemane stwierdzenie - gdybym odnosił sukcesy, nie musiałbym tego robić, zrobiłbym to inaczej? Dlaczego? Przecież od 25 lat wszystko działa rewelacyjnie? Nawet jeśli ty byś nie mógł lub nie chciał, to dlaczego inni by nie mogli? Gdzie jest twój manifest - piszę znowu o sobie - oraz nieprawidłowe oceny, dając zalecenia TE? Zakładasz i jesteś kompletnie w błędzie i nawet gdyby można było osiągnąć sukces w inny sposób według twojej oceny, dlaczego?? Dlaczego? Nie znasz mnie i oceniasz całkowicie źle, w jaki sposób chcesz pomóc TE, jeśli również mogłaś go źle ocenić? Czy istnieje tylko twój sposób na sukces? Poza tym nigdy nie dostałem nic za darmo, zawsze było to serdecznie i rodzinne ofiarowane. Nigdy nie było to oczekiwane, już w poprzednich pokoleniach, było to oczywiste i zawsze było podziękowane, a jeszcze bardziej serdecznie wyrażano wdzięczność. Piękną rzeczą jest to, że inna gałąź rodziny miała o wiele trudniej i również są szczęśliwi, bardzo serdeczni i wszystko się wzajemnie uzupełnia. Gdzie jest teraz problem, jeśli rodzina także jest wsparciem, pomocą i zaangażowaniem? Jeśli jest dostępne pieniądze, dlaczego nie je udostępnić, jeśli równocześnie rozważa się, jak można się podziękować? To wcale nie wyklucza stania się dobrym człowiekiem. Inaczej, nic nie przychodzi, nic nie może przyjść, dlaczego więc miałbyś być złym człowiekiem i nie mieć odwagi, by coś zbudować? Nabyć własność? O ile opiera się to na sile roboczej, o dążeniu do życia i pozytywnym myśleniu? Po prostu nie rozumiem, czy nie ma wielu dróg prowadzących do Rzymu i czy celem nie powinna być droga, nawet jeśli dotrzesz wtedy do Aten i będziesz szczęśliwy? Nikt nie musi zdobywać własności, na miłość boską, ale jeśli tego pragnie, to nie ma jednolitych i powszechnie obowiązujących wytycznych, które przewidują, czy to się dobrze czy źle skończy. Mogę ocenić to tylko wtedy, gdy poznałem ludzi/rodzinę, ich tło, styl życia, środowisko i podejście do życia. Uogólnienia, standaryzacje, ujednolicenia i potępienia nie pomagają nikomu, a ich rezultatem może być rezygnacja z zamierzeń, ale czy to nie powinno iść w parze z argumentami i przekonaniami, przede wszystkim jednak - nie przestanę tego powtarzać - wiedzą i znajomością działających osób oraz ich rzeczywistych pozycji wyjściowych z faktami, danymi i liczbami? Było to pytanie całkowicie poważne i uczciwe, czy uważasz, że można tak łatwo z kilku zdań z posta to rozwiązać i wyjaśnić?

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Honey1979
Twierdzenie: Moja praca to moje hobby... Słyszę to ciągle od osób, które muszą pracować non-stop, nawet po dziesięciu latach prowadzenia własnej działalności i nawet po przekroczeniu wieku emerytalnego....
To głównie wymówki, ponieważ w normalnych godzinach pracy nie można zarobić wystarczająco pieniędzy.
I ta gadka o serdeczności, cieple i rodzinie... Nie ma dla mnie nic gorszego niż taka rodzina biznesowa, gdzie na całodobowej liście rozmów zawsze jest tylko praca... Strasznie okropne.
Zapytaj lekarza, on potwierdzi, że na pewno nie jest to zdrowe, gdy przez cały dzień masz tylko pracę w głowie. Znajdź sobie lepiej hobby... Graj w piłkę nożną, idź popływać, zagraj w badmintona albo w warcaby. Wtedy też się trochę uspokoisz i nie będziesz od razu zirytowany.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Nie chcesz mnie po prostu zrozumieć, zwłaszcza nie zwracasz uwagi na istotę moich konkluzji!

Mann, piłka nożna, kobiety, wakacje, imprezowanie toczy się poza tym, nawet wolontariaty, a co to właściwie jest biznesowa rodzina?

Musieć pracować, jak strasznie! Strasznie! Dlaczego musieć? Czy możesz sobie wyobrazić, że można to też robić z przyjemnością, zwłaszcza w sposób samostanowiący i szczęśliwy? Przede wszystkim, byłbym zadowolony, gdybym mógł to robić aż do 90 lat lub nawet dłużej, pracując jako doradca w firmie rodzinnej, a mój drugi syn też nadal przychodzi! Mimochodem, czy wiesz, jak piękny jest produkt (finansowanie nieruchomości mieszkalnej) mojej pracy? Rodziny, ludzie z ich dziećmi, którym towarzyszysz w ich inwestycji życiowej? Co w tym złego? Te błyszczące oczy w połączeniu z doskonałym wynagrodzeniem, które banki hojnie wynagradzają za nasze usługi (zresztą także tutaj banki rywalizują o klientów!!)?

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Honey1979
Piszesz:
0-15% mojego biznesu generuję tutaj na forum. Wiesz jak? W ciepłym biurze, na kanapie, pijąc Jockemöller przy barze, gdzie leci mecz piłki nożnej
To już wystarczająco źle, wygląda na to, że nie traktujesz poważnie swojej pracy, dlatego musisz wykazywać się tyloma godzinami pracy.
Tak nie odpoczniesz, Thomas, to tłumaczy też dlaczego nie czytasz postów do końca i często je pomieszasz.
Poza tym, gdy odpowiadasz tutaj o 23:00 w nocy... cóż mam powiedzieć, w tym czasie wolę poświęcić uwagę mojej żonie :-) Lepiej uważaj, żeby pewnego dnia nie dała ci kosza, bo masz tak wielką potrzebę realizowania swojego hobby

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Ryzykująć przetłumaczenia takich treści, które nie należy dosłownie tłumaczyć, oto propozycja tłumaczenia:

Muszę teraz powiedzieć, że Twoja troska mnie naprawdę zaskakuje, dziękuję za to.

Gdy jest się szczęśliwym, zarówno z chłopcami, jak i z rodziną, gdy robi się coś z przyjemnością, również z nimi razem, gdy się jest jednym z tym, co się robi, wtedy nie rezygnuje się tak szybko, chyba że jest się zbyt upartym typem, zawsze chcącym i muszącym pokazywać pazur.

Sam piszę czasami o 2:33 rano, wtedy pewnie za długo polegałem na poradzielu biurowym i jestem jak żywy i inspirujący. To kawałek wolności, którą sobie zapewnia się, gdy można sobie pozwolić na planowanie czasu (w formie jakości życia).

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Czy TE chce jeszcze publicznie coś przekazać? W przeciwnym wypadku załatwimy to za zamkniętymi drzwiami

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez 6Bankkaufmann
@Mod proszę zamknij forum, ponieważ nie ma już żadnego związku z początkowym postem. (Utrudniająca dyskusja między Honey i Noelmaxim)
Czy oboje (Honey i Noel) nie możecie pisać sobie mejli ani prywatnych wiadomości?

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez NaTwoim13
Nie, Panie Bankierze, nie zamkniemy tego wątku, poczekamy raczej na post od TE.

Dziękuję za zapytanie.

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Honey1979
O tak, to wszystko znowu mocno rozrosło się....
Tylko czasami martwię się o Tomasza.
Ale wracając do tematu:

Re: 2. Kredytobiorca nie jest właścicielem.

Napisany przez Jackdaniels
Kochani,

po pierwsze dziękuję tym, którzy tutaj dostarczają sensownych sugestii/porad. Krótko do pozostałych:
nie potrzebuję nikogo, kto będzie ciągle krytykować tę sprawę. Pytanie było czy to jest możliwe, a nie co sądzicie o pomysle!

Ponieważ ktoś zapytał:
Moja żona ma 23 lata, ja mam 25 lat. Moja matka ma jeszcze około 15 lat do emerytury.
Co do zgromadzonych 50 000 euro. Wszystko sami zaoszczędziliśmy. Jest jeszcze trochę więcej, ale nie chciałbym przeznaczyć wszystkiego na wkład własny do kredytu hipotecznego. Zarówno ja, jak i moja żona od kilku lat oszczędzamy na prywatną emeryturę.

Zacząłem prowadzić własną firmę, ponieważ chcę coś zmienić, a nie chcę zbogacić szefa i samemu zostać bez niczego.
Nie chodzi mi o to, że chcę mieszkać w domu mojej matki kosztem jej środków. Chodzi mi tylko o uzyskanie zgody na finansowanie, przecież opłacę to sam.

PS. nie jestem z Południa, kochanie (w ogóle nie rozumiem, co takie głupie komentarze robią tutaj)

Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z kryptowalutami […]

Uważasz więc, że podczas studiów dualnych zarobisz[…]

Do limitu ryczałtu nie płacisz żadnych podatków. J[…]

Dziękuję bardzo!

Odwiedź naszą stronę z aktualnościami ze świata