- śr maja 01, 2019 6:48 pm
Hallo, mam nadzieję, że jestem we właściwym dziale tego forum. Będę bardzo wdzięczny za ocenę zachowania maklerki, która pracuje dla renomowanego biura. Szukaliśmy drugiej nieruchomości w naszym rodzinnym mieście.
Znalazłem dość interesującą nieruchomość, stosunkowo niedrogą, z kilkoma ewidentnymi wadami, i to za pośrednictwem właśnie tej maklerki.
Ogledziny poszły mniej więcej dobrze, ale wydawało się, że nie jest zbyt dobrze zaznajomiona z nieruchomością i nie mogła lub nie chciała wiele powiedzieć, więc poprosiłem o dokumentację. Twierdzi, że nic nie rzuca jej się w oczy na mapie katastralnej, ale budynek jest znacznie przekształcony, i kiedy ją o to zapytałem, próbowała to zminimalizować. Przynajmniej sąsiedzi objęci problemem są bardzo mili (pochodzę z tego miejsca i nadal mam tam wiele powiązań).
Zauważyłem przy analizie mapy katastralnej, że nie wszystkie części budynku są zarejestrowane, więc poruszyłem ten temat, mimo to wyraziłem zgodę na pełną cenę (posiadam 70% wkładu własnego, więc nie ma problemu), pod warunkiem, że obecny właściciel jak najszybciej legalizuje i pomierzy zapomniane dodatki. Ponieważ jestem z tamtej okolicy, wiem, że nadmierny zabudowywanie niestety tam nie jest rzadkością i wielu reaguje na ten temat bardzo drażliwie. Dlaczego więc biec prosto w pułapkę, skoro wydaje się, że nie robi na mnie dobrego wrażenia.
Następnie poprosiłem o wypis z rejestru gruntowego, aby dowiedzieć się, z czym mam do czynienia. Odezwano się odmownie, żądając potwierdzenia finansowania przed rezerwacją, a mojego banku (z powołaniem się na ochronę danych) o samodzielne pozyskanie wypisu z rejestru gruntowego. Oczywiście wskazała na innych zainteresowanych i wywierała presję. Spotkaliśmy też inne, którzy praktycznie weszli w nas. Zwykłe zagrywki.
Zadałem jeszcze kilka innych standardowych pytań, takich jak wiek dachu, liczba zgłoszonych szkód ubezpieczeniowych, itp. W każdym razie nie mogła odpowiedzieć na moje pytania. Ponownie napisałem - cisza. Nie wiem, co mam myśleć o tym, że w zasadzie jestem odsyłany z pustymi rękami do banku. Mapę katastralną już sam zdobyłem.
Czy to jest rzeczowe czy standardowe w kręgach maklerskich? Co jeśli zwróciłbym się do właściciela, mówiąc: jestem chętny do zakupu, ale twoja maklerka nie jest naprawdę pomocna. Albo może powinienem to traktować jako znak i po prostu zapomnieć o obiekcie, są przecież też inne dostępne.
Dziękuję za opinie.