- śr sty 19, 2022 5:28 pm
Cześć wszystkim,
chciałbym usłyszeć was sądzicie na temat, o którym intensywnie dyskutowałem z przyjaciółką przedwczoraj. Mianowicie, czy przedślubna umowa ma sens i czy zła opinia na jej temat jest zupełnie niezasadna, czy może faktycznie przynosi korzyści tylko bardzo bogatym ludziom. Żeby umieścić to w kontekście, chciałbym trochę opowiedzieć, jak doszliśmy do tego tematu i jak różne stanowiska zostały wyartykułowane.
Otóż, moja przyjaciółka bardzo świadomie zarządza swoimi finansami, prowadzi plany oszczędnościowe, inwestuje i zabezpiecza przyszłość. Jej chłopak z kolei to typ „playboya”, bardzo miły i sympatyczny, ale gdy chodzi o pieniądze, to zupełne przeciwieństwo. On inwestuje swoje pieniądze raczej krótkoterminowo w drogie hobby, gry komputerowe itp. Ponieważ oboje zarabiają własne pieniądze i każdy robi to, co przynosi mu radość, nie ma z tym żadnego problemu. Jednak niedługo planują zawrzeć związek małżeński i tutaj zwróciłem im uwagę, że te różnice w podejściu do finansów mogą stanowić poważne finansowe zagrożenie dla nich w razie niepowodzenia małżeństwa, dlatego byłoby rozsądne wypracować wcześniej jakieś rozwiązanie. Moja przyjaciółka nie była jednak zachwycona tym pomysłem. Po pierwsze, naturalnie nie chce nawet myśleć o tym, że małżeństwo w pewnych okolicznościach nie potrwa tak długo, jak do śmierci ich rozłączy. Rozumiem to, ale uważam to również za naiwne, ponieważ faktem jest, że w wielu przypadkach niestety tak się dzieje. Ponadto kategorycznie twierdzi, że przedślubne umowy zawierane są tylko wtedy, gdy bardzo bogaci chcą zabezpieczyć swoje majątki i że oni tego wcale nie potrzebują. Jednak ja mam inne zdanie. Choć nie jestem prawnikiem, to zawsze tak to rozumiałem, że na końcu małżeństwa drugi partner otrzymuje połowę majątku, który został nabyty w trakcie małżeństwa. Jeśli więc jeden oszczędza sumiennie, a drugi marnuje wszystko z obu rąk, to na końcu powstaje ogromna nierówność, prawda?
Uważam również, że nie jest właściwe, że ten temat jest zawsze tak bardzo naładowany emocjami. W końcu w życiu ciągle podejmujemy kroki zapewniające na wypadek sytuacji, które mamy nadzieję, że nigdy nie nastąpią, bez żeby od razu było to ogromny problem... Zdecydowanie chciałbym poznać wasze opinie jako osób z zewnątrz, być może ktoś ma więcej informacji na temat tego, jak sensowna jest przedślubna umowa, albo czy nawet bez niej jesteśmy wystarczająco zabezpieczeni w takich przypadkach.
chciałbym usłyszeć was sądzicie na temat, o którym intensywnie dyskutowałem z przyjaciółką przedwczoraj. Mianowicie, czy przedślubna umowa ma sens i czy zła opinia na jej temat jest zupełnie niezasadna, czy może faktycznie przynosi korzyści tylko bardzo bogatym ludziom. Żeby umieścić to w kontekście, chciałbym trochę opowiedzieć, jak doszliśmy do tego tematu i jak różne stanowiska zostały wyartykułowane.
Otóż, moja przyjaciółka bardzo świadomie zarządza swoimi finansami, prowadzi plany oszczędnościowe, inwestuje i zabezpiecza przyszłość. Jej chłopak z kolei to typ „playboya”, bardzo miły i sympatyczny, ale gdy chodzi o pieniądze, to zupełne przeciwieństwo. On inwestuje swoje pieniądze raczej krótkoterminowo w drogie hobby, gry komputerowe itp. Ponieważ oboje zarabiają własne pieniądze i każdy robi to, co przynosi mu radość, nie ma z tym żadnego problemu. Jednak niedługo planują zawrzeć związek małżeński i tutaj zwróciłem im uwagę, że te różnice w podejściu do finansów mogą stanowić poważne finansowe zagrożenie dla nich w razie niepowodzenia małżeństwa, dlatego byłoby rozsądne wypracować wcześniej jakieś rozwiązanie. Moja przyjaciółka nie była jednak zachwycona tym pomysłem. Po pierwsze, naturalnie nie chce nawet myśleć o tym, że małżeństwo w pewnych okolicznościach nie potrwa tak długo, jak do śmierci ich rozłączy. Rozumiem to, ale uważam to również za naiwne, ponieważ faktem jest, że w wielu przypadkach niestety tak się dzieje. Ponadto kategorycznie twierdzi, że przedślubne umowy zawierane są tylko wtedy, gdy bardzo bogaci chcą zabezpieczyć swoje majątki i że oni tego wcale nie potrzebują. Jednak ja mam inne zdanie. Choć nie jestem prawnikiem, to zawsze tak to rozumiałem, że na końcu małżeństwa drugi partner otrzymuje połowę majątku, który został nabyty w trakcie małżeństwa. Jeśli więc jeden oszczędza sumiennie, a drugi marnuje wszystko z obu rąk, to na końcu powstaje ogromna nierówność, prawda?
Uważam również, że nie jest właściwe, że ten temat jest zawsze tak bardzo naładowany emocjami. W końcu w życiu ciągle podejmujemy kroki zapewniające na wypadek sytuacji, które mamy nadzieję, że nigdy nie nastąpią, bez żeby od razu było to ogromny problem... Zdecydowanie chciałbym poznać wasze opinie jako osób z zewnątrz, być może ktoś ma więcej informacji na temat tego, jak sensowna jest przedślubna umowa, albo czy nawet bez niej jesteśmy wystarczająco zabezpieczeni w takich przypadkach.