- czw wrz 22, 2022 6:00 am
Można by powiedzieć z przymrużeniem oka: Pracujesz jakbyś był na wakacjach.
A czasem może to nie jest czas pracy, tylko czas podróży?
Wiele firm ma interesujące przepisy dotyczące czasu podróży i czasu pracy - czy wszystkie te przepisy przetrwałyby w sądzie, to już inna sprawa - moje doświadczenia w korporacjach:
W jednej strefie taryfowej czas podróży w niedzielę (np. żeby rano wyspanym dotrzeć na szkolenie) był uważany za czas wolny (czas pracy zaczyna się w poniedziałek o 8:00 - w innej strefie taryfowej był to czas płatny - więc współpracownicy, którzy nie dostali wynagrodzenia, wyruszyli w poniedziałek o godzinie 8:00 i dotarli na pierwszy dzień szkolenia dopiero o 12:00 - inni z kolei mieli możliwość zameldowania się w hotelu już wieczorem poprzedniego dnia i lepiej wykorzystali szkolenie.
W dziale terenowym mieliśmy pewne ustalenia, że poranne/wieczorne 30 minut to czas prywatny, ponieważ współpracownicy z biura też musieli dojeżdżać do pracy ... a jeśli ktoś był dalej niż 80 km od domu i musiał wrócić na ten sam teren następnego dnia, powinien zarezerwować pokój w hotelu - jeśli koniecznie chciał wrócić do domu, czas i przejechane kilometry były uznawane za prywatne przyjemności. (Jeśli nie zarejestrowałeś prywatnych kilometrów dla służbowego samochodu, mógłbyś podróżować środkami transportu publicznego lub pozwolić partnerowi na odbiór/dostarczenie...)