Po erze Greenspana nadszedł czas na erę Bena S. Bernakego. Wydaje mi się, że poświęcę Benowi S. Bernakemu osobny wątek tutaj.
Na razie mniej istotne jest to, co Ben zrobi, a bardziej to, jak ocenia go rynek.
Jak wiadomo, Ben posiada przezwisko Ben Helikopterowy, które zawdzięcza swojemu przemówieniu z 21 listopada 2002 r. przed Narodowym Klubem Ekonomistów w Waszyngtonie.
Jak więc dalej? Oczekuję następującego scenariusza:
Kolejne podwyżki stóp procentowych o oczekiwane 25 punktów bazowych, jednocześnie z zapowiedzią zakończenia rundy podwyżek stóp. W końcu nie chcemy dusić gospodarki, a rosnące stopy procentowe mogą spowodować zapłon bańki mieszkaniowej.
Greenspan z pewnością będzie chciał zapewnić sobie tak dramatyczny finał. Rynek zareaguje euforycznie na zakończenie rundy podwyżek stóp. Możemy spodziewać się rajdu.
A potem przyjdzie Ben.
Wiadomo, że Ben nie krępuje się używaniem drukarki do pieniędzy. Na pewno to zaszkodzi dolarowi. Nie będę spekulować, w jakim zakresie Bank Japonii i Europejski Bank Centralny również zwiększą podaż jenów i
euro, aby uniknąć upadku dolara. Prawdopodobnie będą to robić wolniej niż FED, więc
dolar może osłabnąć wobec mocniejszych walut, ale nie runie.
Ale jedno wiem na pewno: gdy to nastąpi, surowce i metale szlachetne, które są wyceniane w coraz tańszym dolarze, znacznie wzrosną.
Prawdopodobnie cena złota nie przekroczy bariery 1000
USD do końca 2006 roku. Może jednak zmierzać ku psychologicznie istotnemu szczytowi z 1981 roku, na poziomie 820
USD.
Znane są nam już rosnące giełdy USA przy osłabiającym się dolarze. Dla nas Europejczyków jest to gra o sumie zerowej, ale dla Amerykanów dobra sytuacja, o ile nie pojawi się inflacja.
Osłabiający się
dolar przy jednoczesnym wzroście obaw o wojnę z Iranem i cenę ropy może dać złotu odpowiedni impuls.
Rosnąca cena złota przy jednoczesnym wzroście giełd może przynieść gigantyczny zastrzyk dla spółek górniczych (akcje złota)!
Jednak wcześniej konieczna będzie konsolidacja. Zarówno na giełdach, jak i w przypadku złota.
Marcus