Cześć od nowicjusza na forum!
Obejrzałem wczoraj reportaż VOX na temat Pawnshop Bode i od razu dzisiaj zacząłem szukać informacji na temat sale and lease back. W końcu trafiłem tutaj na to forum.
Chciałbym dodać post z perspektywy nabywcy nieruchomości z zorganizowanej licytacji. Pewnie wielu użytkowników, którzy stoją przed utratą swojej nieruchomości, będzie mnie postrzegać negatywnie. Ale proszę tych użytkowników o kontynuowanie czytania.
Około półtora roku temu nabyłem nieruchomość w zorganizowanej licytacji. Cała procedura także mnie wiele nerwów kosztowała. Poprzedni właściciel (POP) wyraźnie skorzystał z pomocy firmy/ów pana/pani Bode (nie znam dokładnych relacji firmowych).
Na wstępie: Jego
Dom i tak stracił.
Jednak w trakcie procedury zostały wyciągnięte wszystkie możliwe register. Standardowe taktyki opóźniania postępowania nie będę omawiał szczegółowo tutaj, nie chcę zachęcać innych do naśladowania. Jednak miałem wrażenie, że POP sam nie wpadłby na te pomysły. Oceniam to jednak tylko na podstawie przypuszczeń.
Sam pan Bode osobiście pojawił się na terminie licytacji i złożył ofertę (wyraźnie poniżej wartości rynkowej wg ekspertyzy). Licytacja zakończyła się kwotą około 25 000
euro wyższą. Ponadto w pierwszym terminie licytacji kilka miesięcy wcześniej odmówiono zgody na sprzedaż przy ofercie wierzyciela przynajmniej o 10 000
euro wyższej niż ta pana Bode. W drugim terminie nadal przewijała się przeszkoda w postaci 70% progu wartości, więc nie było prawdopodobnie szans na niższą ofertę niż ta z pierwszego terminu. Mimo to pan Bode zaoferował znacznie niższą kwotę. Dlaczego? Czy w obecnych okolicznościach w ogóle było realistyczne, aby obiecać możliwość sale and lease back? Sądzę raczej nie!
W rozmowie z POP zostało mi zarzucane, że uniemożliwiłem mu zachowanie domu. POP sam miał zgłosić ofertę. Zapewne chodziło o ofertę pana Bode. Tutaj pojawia się pytanie: Co myśli dłużnik? Że może nadmiernie obciążyć swoje mieszkanie i po wejściu w zorganizowaną licytację kupić je z powrotem za grosze? Potem szybko ogłosić osobiste bankructwo i po 6 latach pozbyć się długów? Jednocześnie ładnie mieszkać w swoim domu (lease back, jako najem). A po zakończeniu umowy odkupić
Dom i ponownie go sfinansować? Czy to jest w porządku? Oczywiście, także nie jest w porządku, że wiele banków w ogóle dopuszcza takie wysokie obciążenia. Ale jakoś to opisane scenario również nie wydaje mi się do końca uczciwe.
Ponadto po zapoznaniu się z poprzednimi postami naprawdę zastanawiam się, o co tak naprawdę chodzi. Jeśli ktoś nie jest w stanie spłacić swoich
kredytów i nie spodziewa się spadku majątku w krótkim czasie, po prostu nie może zatrzymać swojego domu. Powinien to zdążyć zrozumieć i sprzedać obiekt za cenę rynkową lub najlepszą możliwą. Jeśli czegoś nie mogę sfinansować, muszę się z tego zrezygnować. Rozumiem, że często stoi za tym życiowy dramat (choroby, śmierć itp.). Jednak nawet jeśli kogoś spotyka taka tragedia, powinien on próbować postępować racjonalnie. W ostateczności własność można wynająć, a samemu zamieszkać w mniejszym wynajmowanym mieszkaniu.
Wierzę, że dzięki temu niektórzy winni zorganizowanej licytacji mogliby jej uniknąć.
Jako nabywca swojej nieruchomości zwróciłem panu Bode kaucję w wysokości 50
euro. Pan Bode (czy też nie?) miał rzekomo złożyć tę kaucję u mojego POP w ramach rzekomej umowy dzierżawy działki. Po co panu Bode miejsce postojowe na prywatnej posesji przynajmniej 300 km od Siegburga? Czy chce on być uczestnikiem postępowania zorganizowanej licytacji i nabyć prawa do informacji? A może po prostu chce tam zaparkować? Nie minęła nawet tydzień od licytacji, a już otrzymałem pisemne żądanie zwrotu 50
euro kaucji!!! Ale na pewno nie chodzi o pieniądze. Jako nabywca oczywiście zwróciłem tę kwotę bez sprzeciwu. Jednak nie podniósłem pozwu przeciwko POPowi o zwrot opłaty za korzystanie z nabytego przeze mnie domu. Kwota przekraczająca 3000
euro zostaje na mnie. W ten sposób ta taktyka opóźniania postępowania przyniosła konkretne oszczędności POPowi. Jednak nie chcę nawet wiedzieć, ile to rzeczywiście kosztowało POPa!
Na koniec muszę wyrazić przypuszczenie, że wyraźnie desperackim osobom proponuje się ostatnią deskę ratunku. Oczywiście ta propozycja jest chętnie przyjmowana. Jednak warto zastanowić się, czy dalsze wydatki są tym, czego ci ludzie w swojej sytuacji potrzebują. W indywidualnych przypadkach pomoc może przynieść sukces. Ale do tego musi zgadzać się kilka okoliczności. Obawiam się również, że oceny nie zawsze są naprawdę realistyczne i obiektywne. Często pomoc może tylko przeciągnąć cierpienie albo je pogłębić.
Nie mogę powiedzieć, jakie koszty zostały obciążone POPowi przez firmę/ę Bode w Siegburgu w tym przypadku. Ale mogę z pewnością powiedzieć, że stracił on swój
Dom i obecnie ogłosił prywatne bankructwo (przeczytałem to na portalu insolvenbekanntmachungen!).
Jednak podejrzewam, że pan Bode już nie należy do wierzycieli w tym postępowaniu, ale już dostał swoje pieniądze.
Z mojego punktu widzenia wynik był widoczny z góry, a wysiłki były prawdopodobnie nieskuteczne od samego początku (ale nie za darmo!).
Moje przedstawienie to subiektywna perspektywa i opiera się na doświadczeniach własnych.
Nie chcę potępiać ani firmy/ów Bode ani innych dostawców sale and lease back. Ale odradzam bezkrytyczne popadanie w dodatkowe długi poprzez podejmowanie decyzji pod wpływem telefonicznie prezentowanej kompetencji i nadmiernie obiecujących ofert.
Tym bardziej irytuje mnie przedstawienie w programie Vox. O ile dobrze pamiętam, w jednym ujęciu pan Bode podczas wizyty u klienta dotkniętego zorganizowaną licytacją kładzie swoją dłoń na jego ramieniu i obiecuje pomoc. Uważam, że reportaż telewizyjny był reklamą bez krytycznego zapytania o przedstawioną praktykę. Ale to tylko moje zdanie. Niech każdy wyrobi sobie swoje zdanie.
Michi 123