- sob sty 21, 2006 10:11 am
Cześć Karat,
Nie zaliczam się do inwestorów, którzy zawsze twierdzą, że dokładnie wiedzą, jak sytuacja na giełdach będzie się rozwijać. Im dłużej jest się aktywnym na parkiecie, tym bardziej skromnym się staje. :lol:
Dzisiaj rano przeczytałem ten artykuł w FuW. Myślę, że zawiera wiele trafnych uwag.
Pozdrowienia Rich
Drogi Inwestorze
Często zarzuca się mediom, że mają skłonność do przesadzania, przedstawiania wiadomości w sensacyjny sposób i nierzetelnego traktowania faktów dla szybkiego nagłówka. Ta krytyka może być surowa, ale czasami jest uzasadniona. Powtarzające się błędy w relacjonowaniu informacji przez niektóre media sprawiają, że te uprzedzenia utrzymują się.
Wyraźnie często dochodzi do błędów w relacjonowaniu informacji na temat giełd. Brakuje krytyki wobec prasy finansowej, która w interesujących i mniej ekscytujących czasach informuje zrównoważenie o rynkach finansowych. Jednak gdyby poświęcili uwagę giełdom tylko wtedy, gdy według nich dzieje się coś nadzwyczajnego (czyli niepożądanego), sytuacja staje się delikatna: sensacyjne doniesienia mogą wywołać nierozważne (błędne) działania mało poinformowanych inwestorów.
Upadek ku przepaści
Najlepszym przykładem na to, jak nie należy tego robić, były początkiem tygodnia relacje na temat zdecydowanie nadprzeciętnych spadków na giełdzie w Japonii (por. str. 31). Wybór słów był czasami drastyczny. Mówiono o "zawaleniu się" i "spadku" kursów, o "czarnym dniu" na giełdach, "spadku" indeksu Nikkei i "panikowych sprzedażach" w amerykańskich technologicznych tytułach. Gdyby w wtorek główne wydanie "Tagesschau" szwajcarskiej telewizji oraz program "Zehn vor zehn" zajęły się szczegółowo i na żywo relacjonowały z "krachu na giełdzie w Tokio", pewnie wielu ludzi zaniepokoiło. To, że sytuacja już się dzień później ustabilizowała, nie było warte dla twórców telewizyjnych uwagi - dobre wieści nie są sensacją.
Warto byłoby, aby dobór słów okazjonalnych komentatorów giełdowych był bardziej staranny. "Spadek", "upadek" i "zawalenie" są odpowiednie, gdy akcje lub indeks tracą 10% swojej wartości w ciągu godzin. "Leksykalny" był we wtorek tytuł w szwajcarskim teletekście: "Nikkei spada z powodu skandalu z Livedoor ku przepaści".
Normalne zachowanie giełd
Czy takie spadki, jakie widzieliśmy na początku tygodnia w Tokio i w niektórych amerykańskich spółkach technologicznych (por. str. 15), są nadzwyczajne, czy inwestorzy akcji muszą mieć do czynienia z takimi wahaniami kursów? Czy krótkoterminowe straty 7% (Nikkei) lub 10% (Intel) powinny wzbudzać niepokój, czy wręcz być zapowiedzią nadchodzącej dużej korekty giełdowej? Nie, nie ma powodów do niepokoju, a tym bardziej nie ma potrzeby teraz zmieniać alokacji aktywów, składu majątku.
Giełdy zachowują się w tych dniach jak z podręcznika, zupełnie normalnie. Po bardzo dobrym 2005 roku i obiecującym początku nowego roku, były spodziewane straty w niektórych spółkach i branżach w każdej chwili. Większość inwestorów była tego świadoma, ale chcieli być jak najdłużej obecni na rynku, jednocześnie nie chcąc przegapić momentu wyjścia.
Powodem do zrealizowania zysków giełdowych w ostatnich dniach były zbyt duże zyski lub obroty, które nie spełniły (zbyt) wysokich oczekiwań, zachowawcze prognozy zarządzania na przyszłość, rosnące ceny ropy, nowe groźby terroryzmu - lista może być dłuższa. Giełdy zareagowały na wzrost cen energii, na wyniki finansowe firm. Jednak realizacja zysków i sprzedaże z obawą zostały na giełdach łatwo wchłonięte. Na niższym poziomie kursów (i ponownie realistycznej wycenie) znaleźli się od razu nabywcy. Dotąd ceny akcji nie spadły "ku przepaści", nawet tam, gdzie oczekiwania zysku zostały znacząco obniżone.
Wszystko to wskazuje - i świadomie się powtarzam - na nadal zdrową kondycję rynków akcji. Straty, nawet większe, są częścią codzienności inwestowania w akcje. Kto nie umie się pogodzić z tym, że akcje tracą przez noc trzy, cztery, pięć procent swojej wartości, inwestuje w niewłaściwy instrument. Fundusze rynku pieniężnego lub obligacje skarbowe nie powodują bezsenności.
W numerze z 17 grudnia 2005 roku napisałem, że 2006 rok będzie całkowicie normalnym rokiem na giełdzie, który ostatecznie nas ponownie miło zaskoczy. To wcale nie oznacza, że 2006 będziemy wolni od strat. Być może będziemy mieli do czynienia z korektami, które potrwają dłużej niż zazwyczaj i wywołają wśród inwestorów lęk i przerażenie. Wielu już zapomniało: Nawet w super 2005 roku inwestorzy wielokrotnie byli wystawiani na próbę. Kto wtedy sprzedał akcje lub radykalnie obniżył ich udział, potem miał gorzej.
2006 będzie wymagać od nas jeszcze większej siły nerwów. W fazach wzrostu zrealizować selektywnie zyski, a spadki cen wykorzystać do ponownego wejścia, będzie właściwym postępowaniem dla elastycznych inwestorów.