- ndz lut 28, 2010 9:45 pm
Hej,
zasadniczo Twoja krytyka jest uzasadniona. Niemniej jednak być może warto wiedzieć, dokąd płynie opłata za zarządzanie (VV). Istotna część, 30 do 50%, trafia do dystrybucji w postaci prowizji za posiadane aktywa lub ""kickback"". Jest to istotny składnik wynagrodzenia dla banków i pośredników, ponieważ praktycznie nikt już nie płaci opłaty za emisję. I ostatecznie generowanie prowizji dla ""matki banków"" jest jedynym celem istnienia towarzystw funduszy takich jak Union czy Deka.
Z tego, co pozostaje, muszą zostać opłacone często bardzo duże struktury, które zostały zbudowane na przestrzeni lat. W końcu każda firma, która cokolwiek znaczy, potrzebuje kolejnego analityka, który analizuje również spółki z DAX, o których ludzie na rynku i tak wszystko już wiedzą...
Oczywiście jako inwestorzy możemy być na to obojętni. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że menedżer funduszu w przypadku standardowych spółek takich jak te z DAX, EuroStoxx, Dow, FTSE itp. faktycznie nie ma szans na osiągnięcie wyniku lepszego od rynku. Te rynki są uważane za efektywne, co oznacza, że wszyscy już wszystko o nich wiedzą i nikt nie może uzyskać przewagi informacyjnej poprzez szczególnie dobre badania. W tych segmentach rzeczywiście ma sens inwestować bezpośrednio w indeksy. Jednak z mojego punktu widzenia certyfikat nie jest odpowiednim narzędziem. Dlaczego? Ponieważ narażam się na ryzyko emitenta (patrz Lehman!), dodatkowe do ryzyka rynku, za które nie otrzymuję dodatkowej stopy zwrotu. To bardzo niekorzystne proporcje! Ponadto na pewno jest powód, dla którego banki chętniej sprzedają certyfikaty niż fundusze...
Jeśli istnieje taka możliwość, polecam korzystać z funduszy indeksowych (często w formie ETFów). Koszty są niskie, a ja korzystam z korzyści, jakie może przynieść zarządzanie specjalnym majątkiem, które mogą być ""niewycenione"".
Powodzenia
Paule