Silna gospodarka w USA co najmniej stawia duże pytanie: Dane dotyczące CPI z wczoraj wyniosły 0,6% w kwietniu. Przeliczone na rok oznacza to 7,2%. Rosnące ceny surowców i energii stopniowo zaczynają się przekładać. Amerykański konsument musi więc płacić więcej. Nie tylko za towary (w szczególności żywność i energię), ale również za wyższe oprocentowanie
kredytów hipotecznych i odsetki od długów. To odbiera siłę nabywczą konsumentowi i wpłynie to na konsumpcję, a co za tym idzie na obroty i zyski firm. Heli-Ben musi teraz poruszać się po cienkiej linii, co jest bardzo delikatne: jeśli podniesie dalej stopy procentowe, obciąży konsumentów i firmy jeszcze bardziej niż obecnie. Jeśli obniży stopy procentowe lub utrzyma je na stałym poziomie,
dolar straci wartość i zaufanie. Ponadto należy zauważyć, że całe świeżo wydrukowane pieniądze poprzez banki są pompowane do obiegu kredytowego i zaliczane do wzrostu gospodarczego. Jednakże wątpliwe jest, czy drukowanie pieniędzy można uznać za wzrost gospodarczy. W USA praktycznie nie produkuje się już nic. Byłoby interesujące wyłączyć branżę finansową z PKB i zobaczyć, co realnie pozostaje z tego wzrostu. Przez realny mam na myśli wzrost produkcji, tworzenie wartości w klasycznym znaczeniu.