- śr gru 28, 2011 9:07 am
Chciałbym podzielić się pewnym doświadczeniem publicznie, ponieważ wiem, że może to komuś pomóc.
W skrócie, po opuszczeniu mojej ostatniej stałej pracy w 2010 roku, nie miałem ubezpieczenia zdrowotnego przez około 14 miesięcy.
Od końca 2011 roku ponownie pracuję na pół etatu, zarabiając nieco ponad 400 €, netto około 360 €.
Moja ostatnia ubezpieczalnia, w której byłem, już nie istnieje, weszła w skład dużego, znanego ubezpieczyciela publicznego.
Ten ubezpieczyciel poinformował mnie na początku mojego nowego zatrudnienia, że jestem zobowiązany do opłacenia składek za okres braku ubezpieczenia (co było mi znane). Sposób spłaty należało teraz ustalić.
Po wielu rozmowach telefonicznych z ubezpieczycielem i licznych nieudanych próbach uregulowania płatności w miarę moich możliwości, udałem się na poradę prawną do Urzędu Stanu Cywilnego. Radca prawny zalecił mi złożenie wniosku o odroczenie. Zrobiłem to, bez powodzenia. Ubezpieczyciel poinformował mnie, że takie działania nie są przewidziane przez ustawodawcę i nie mają odstępstw. (Odroczenie, umorzenie i rozciągnięcie płatności są przewidziane jako możliwość w § 76 Abs. 2 SGB IV).
Ubezpieczyciel wysłał mi decyzję, ustalili kwotę bazową, mimo że wcześniej poinformowałem ich pisemnie, że w okresie nieubezpieczenia nie miałem żadnych dochodów (opiekowałem się ojcem, nie byłem bezrobotny, nie byłem zarejestrowany jako osoba poszukująca pracy, nie miałem pracy na czarno, itp.), ustalili kwotę, której mogę tylko pomarzyć. Wymagali ode mnie zwrotu około 10 000 €. Była jeszcze rozmowa telefoniczna, kolejny formularz, nowa decyzja, w której żądano ponad 2000 €, do spłaty w ratach po 190 € miesięcznie. Przy miesięcznym zarobku 360 €.
A teraz to, o czym chciałbym naprawdę wspomnieć:
Poszedłem do prawnika. Mogę tylko każdemu doradzić, kto jest w podobnej sytuacji: idźcie na konsultację z prawnikiem, to nie kosztuje majątek. Szukajcie prawnika specjalizującego się w prawie socjalnym, dajcie się poradzić i niech napisze list, ponieważ po tym, jak musiałem czekać co najmniej tydzień na każdą odpowiedź z ubezpieczalni na każde moje pismo (zawsze negatywną), pismo od prawnika (w którym praktycznie nic nowego nie było, w porównaniu do tego, co samemu podałem ubezpieczalni - moje niskie zarobki, to że nie korzystałem z usług lekarskich w okresie nieubezpieczenia, itp.) spowodowało natychmiastowe złożenie nowego oświadczenia o odroczeniu w wysokości 50 €/miesiąc. No więc, można. Chcę tylko powiedzieć, że nie dajcie się zrazić bezlitosności ubezpieczyciela publicznego i nie bójcie się udać do prawnika, to, co tam zapłacicie, nie stoi w żadnej proporcji do tego, co ubezpieczyciel publiczny ewentualnie może od Was pobrać. Oni są w stanie przejść z takimi sprawami, jeśli się nie sprzeciwicie, a samemu jest to naprawdę trudne. Ale takie pismo od prawnika wydaje się robić wrażenie.
Pozdrawiam serdecznie
W skrócie, po opuszczeniu mojej ostatniej stałej pracy w 2010 roku, nie miałem ubezpieczenia zdrowotnego przez około 14 miesięcy.
Od końca 2011 roku ponownie pracuję na pół etatu, zarabiając nieco ponad 400 €, netto około 360 €.
Moja ostatnia ubezpieczalnia, w której byłem, już nie istnieje, weszła w skład dużego, znanego ubezpieczyciela publicznego.
Ten ubezpieczyciel poinformował mnie na początku mojego nowego zatrudnienia, że jestem zobowiązany do opłacenia składek za okres braku ubezpieczenia (co było mi znane). Sposób spłaty należało teraz ustalić.
Po wielu rozmowach telefonicznych z ubezpieczycielem i licznych nieudanych próbach uregulowania płatności w miarę moich możliwości, udałem się na poradę prawną do Urzędu Stanu Cywilnego. Radca prawny zalecił mi złożenie wniosku o odroczenie. Zrobiłem to, bez powodzenia. Ubezpieczyciel poinformował mnie, że takie działania nie są przewidziane przez ustawodawcę i nie mają odstępstw. (Odroczenie, umorzenie i rozciągnięcie płatności są przewidziane jako możliwość w § 76 Abs. 2 SGB IV).
Ubezpieczyciel wysłał mi decyzję, ustalili kwotę bazową, mimo że wcześniej poinformowałem ich pisemnie, że w okresie nieubezpieczenia nie miałem żadnych dochodów (opiekowałem się ojcem, nie byłem bezrobotny, nie byłem zarejestrowany jako osoba poszukująca pracy, nie miałem pracy na czarno, itp.), ustalili kwotę, której mogę tylko pomarzyć. Wymagali ode mnie zwrotu około 10 000 €. Była jeszcze rozmowa telefoniczna, kolejny formularz, nowa decyzja, w której żądano ponad 2000 €, do spłaty w ratach po 190 € miesięcznie. Przy miesięcznym zarobku 360 €.
A teraz to, o czym chciałbym naprawdę wspomnieć:
Poszedłem do prawnika. Mogę tylko każdemu doradzić, kto jest w podobnej sytuacji: idźcie na konsultację z prawnikiem, to nie kosztuje majątek. Szukajcie prawnika specjalizującego się w prawie socjalnym, dajcie się poradzić i niech napisze list, ponieważ po tym, jak musiałem czekać co najmniej tydzień na każdą odpowiedź z ubezpieczalni na każde moje pismo (zawsze negatywną), pismo od prawnika (w którym praktycznie nic nowego nie było, w porównaniu do tego, co samemu podałem ubezpieczalni - moje niskie zarobki, to że nie korzystałem z usług lekarskich w okresie nieubezpieczenia, itp.) spowodowało natychmiastowe złożenie nowego oświadczenia o odroczeniu w wysokości 50 €/miesiąc. No więc, można. Chcę tylko powiedzieć, że nie dajcie się zrazić bezlitosności ubezpieczyciela publicznego i nie bójcie się udać do prawnika, to, co tam zapłacicie, nie stoi w żadnej proporcji do tego, co ubezpieczyciel publiczny ewentualnie może od Was pobrać. Oni są w stanie przejść z takimi sprawami, jeśli się nie sprzeciwicie, a samemu jest to naprawdę trudne. Ale takie pismo od prawnika wydaje się robić wrażenie.
Pozdrawiam serdecznie