- wt maja 01, 2012 1:26 pm
Cześć wszystkim, jako poszkodowany chciałbym opisać następujący smutny przypadek:
W wyniku wypadku drogowego moje zaparkowane auto zostało uszkodzone późnym wieczorem, gdy mnie nie było, przez inne auto, które wyjeżdżało z parkingu. Dwóch świadków zauważyło to i powiadomiło policję. Prokuratura przekazała sprawę miastu, które teraz ma zdecydować, czy rzekomemu sprawcy zostanie nałożona grzywna. Miasto poinformowało mnie, że nie mam prawa dostępu do akt, ponieważ przysługuje to jedynie prawnikowi. Jest to istotne dla mnie w kontekście dochodzenia roszczeń cywilnych, ponieważ w mojej ocenie ubezpieczyciel sprawcy wypadku zachowuje się bardzo dziwnie:
Ubezpieczyciel rzekomego sprawcy zażądał, pomimo ustaleń, żeby nie podejmować żadnych działań do czasu wyjaśnień prokuratury w celu uniknięcia zbędnych kosztów, aby biegłemu zlecić zbadanie pojazdu rzekomego sprawcy. Dlaczego podjęto takie działanie, które generuje koszty, nie jest mi znane. Ekspert, który nota bene pracuje dla wspomnianego ubezpieczyciela, co dodatkowo wzbudza pewne wątpliwości co do jego obiektywizmu, twierdzi, że rzekomy sprawca nie mógł spowodować szkody swoim pojazdem, ponieważ nie znaleziono na nim żadnych śladów. Ponadto ekspert ten wyklucza, że na pojeździe wymieniono jakiekolwiek części. Ubezpieczyciel nalega na prawo do zlecenia biegłemu zbadanie okoliczności wypadku, co moim zdaniem nie ma sensu. Na podstawie mojego doświadczenia (uszkodzenie innego z moich pojazdów) oraz wysokości i konstrukcji zaangażowanych pojazdów wiem, że biegły nie może wykluczyć z 100% pewności, że rzekomy sprawca nie był odpowiedzialny za szkodę, nawet jeśli na pojeździe sprawcy nie ma żadnych śladów. Jeśli jednak odpowiedzialność nie może zostać wykluczona, to także zeznania świadków - do tej pory najpotężniejsze dowody - nie mogą być obalone. Mam także wątpliwości co do neutralności biegłego, którego wybór niestety leży w gestii ubezpieczyciela. Ponadto zaoferowałem ubezpieczycielowi pokrycie kosztów szkody w wysokości 600 EUR w celu uniknięcia dalszych kosztów (prawnika, biegłego, procesu). Ubezpieczyciel nie zgodził się na tę propozycję, co moim zdaniem jest bardzo dziwne z punktu widzenia biznesowego i stanu dowodów. Koszty naprawy wynoszą około 1 700 EUR, ponadto ubezpieczyciel musiałby ponieść koszty biegłego, prawnika i procesu. Ubezpieczyciel wydaje się nie szukać rozwiązania biznesowego, ale raczej próbuje przeczekać sytuację, licząc na to, że fakty zostaną podważone za pomocą wątpliwych przeciwnych faktów, opartych na wątpliwej neutralności biegłego.
Można zobaczyć, jak te bezpośrednie ubezpieczyciele unikają swoich obowiązków; grają na czas, polegając na swojej finansowej wytrwałości, ponieważ jeśli powyższy neutralny biegły, który może być stronniczy, ponieważ jada chleb u tego, kto go zatrudnia, powie, że pojazd rzekomego sprawcy nie jest przyczyną szkody, to zależy to ode mnie i mojej gotowości do poniesienia ryzyka finansowego, by zapłacić za prawnika i biegłego dla ekspertyzy przeciwników.
W ten sposób oferuję wspomnianemu ubezpieczycielowi porozumienie, które stanowi również szansę na zachowanie swojego wizerunku. Na razie nie mam zamiaru ujawniać nazwy ubezpieczyciela.
W wyniku wypadku drogowego moje zaparkowane auto zostało uszkodzone późnym wieczorem, gdy mnie nie było, przez inne auto, które wyjeżdżało z parkingu. Dwóch świadków zauważyło to i powiadomiło policję. Prokuratura przekazała sprawę miastu, które teraz ma zdecydować, czy rzekomemu sprawcy zostanie nałożona grzywna. Miasto poinformowało mnie, że nie mam prawa dostępu do akt, ponieważ przysługuje to jedynie prawnikowi. Jest to istotne dla mnie w kontekście dochodzenia roszczeń cywilnych, ponieważ w mojej ocenie ubezpieczyciel sprawcy wypadku zachowuje się bardzo dziwnie:
Ubezpieczyciel rzekomego sprawcy zażądał, pomimo ustaleń, żeby nie podejmować żadnych działań do czasu wyjaśnień prokuratury w celu uniknięcia zbędnych kosztów, aby biegłemu zlecić zbadanie pojazdu rzekomego sprawcy. Dlaczego podjęto takie działanie, które generuje koszty, nie jest mi znane. Ekspert, który nota bene pracuje dla wspomnianego ubezpieczyciela, co dodatkowo wzbudza pewne wątpliwości co do jego obiektywizmu, twierdzi, że rzekomy sprawca nie mógł spowodować szkody swoim pojazdem, ponieważ nie znaleziono na nim żadnych śladów. Ponadto ekspert ten wyklucza, że na pojeździe wymieniono jakiekolwiek części. Ubezpieczyciel nalega na prawo do zlecenia biegłemu zbadanie okoliczności wypadku, co moim zdaniem nie ma sensu. Na podstawie mojego doświadczenia (uszkodzenie innego z moich pojazdów) oraz wysokości i konstrukcji zaangażowanych pojazdów wiem, że biegły nie może wykluczyć z 100% pewności, że rzekomy sprawca nie był odpowiedzialny za szkodę, nawet jeśli na pojeździe sprawcy nie ma żadnych śladów. Jeśli jednak odpowiedzialność nie może zostać wykluczona, to także zeznania świadków - do tej pory najpotężniejsze dowody - nie mogą być obalone. Mam także wątpliwości co do neutralności biegłego, którego wybór niestety leży w gestii ubezpieczyciela. Ponadto zaoferowałem ubezpieczycielowi pokrycie kosztów szkody w wysokości 600 EUR w celu uniknięcia dalszych kosztów (prawnika, biegłego, procesu). Ubezpieczyciel nie zgodził się na tę propozycję, co moim zdaniem jest bardzo dziwne z punktu widzenia biznesowego i stanu dowodów. Koszty naprawy wynoszą około 1 700 EUR, ponadto ubezpieczyciel musiałby ponieść koszty biegłego, prawnika i procesu. Ubezpieczyciel wydaje się nie szukać rozwiązania biznesowego, ale raczej próbuje przeczekać sytuację, licząc na to, że fakty zostaną podważone za pomocą wątpliwych przeciwnych faktów, opartych na wątpliwej neutralności biegłego.
Można zobaczyć, jak te bezpośrednie ubezpieczyciele unikają swoich obowiązków; grają na czas, polegając na swojej finansowej wytrwałości, ponieważ jeśli powyższy neutralny biegły, który może być stronniczy, ponieważ jada chleb u tego, kto go zatrudnia, powie, że pojazd rzekomego sprawcy nie jest przyczyną szkody, to zależy to ode mnie i mojej gotowości do poniesienia ryzyka finansowego, by zapłacić za prawnika i biegłego dla ekspertyzy przeciwników.
W ten sposób oferuję wspomnianemu ubezpieczycielowi porozumienie, które stanowi również szansę na zachowanie swojego wizerunku. Na razie nie mam zamiaru ujawniać nazwy ubezpieczyciela.