- ndz mar 23, 2008 10:15 am
Następne bańki
Autor: Thomas Straubhaar
Na giełdach panuje wielkie zdenerwowanie. Na całym świecie indeksy giełdowe idą w dół. Od początku kryzysu subprime w zeszłym latach aż do połowy marca na całym świecie zniszczono majątek o wartości około 9 bilionów dolarów. Tylko pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości w USA mogło spowodować straty księgowe rzędu około biliona dolarów. Mimo to nadal nie ma pewności, czy najgorsze już za nami. Obecnie handel międzybankowy wciąż się psuje. Bankom brakuje zaufania do udzielania sobie wzajemnie pożyczek. Ponadto w ciągu ostatnich tygodni nawet fundusze hedgingowe, które długo były oszczędzone przez kryzys, wpadły w spiralę spadku wartości, rezerw i strat z tytułu niewypłacalności.
W związku z tym kryzys kredytowy i finansowy nadal grozi rozszerzeniem się na konsumpcję prywatną, działalność inwestycyjną oraz na zatrudnienie i wzrost gospodarczy. W USA nadal panuje strach przed recesją. W tej krytycznej sytuacji banki centralne reagują strategią z góry: Wprowadzają dodatkowe pieniądze do systemu.
Fed tworzy jeszcze więcej płynności
Na początku amerykański bank centralny (Fed) w styczniu obniżył stopy procentowe z 4,25 do 3%, a we wtorek teraz aż do 2,25%. W minionym tygodniu Fed, Europejski Bank Centralny (ECB), Bank Anglii, Bank Kanady oraz Szwajcarski Bank Narodowy podjęły skoordynowaną akcję, dostarczając ponad 200 miliardów dolarów płynności. Ma to służyć ponownemu ożywieniu wysuszonych rynków refinansowania i usunięciu zaklinowanego kredytu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że medycyna pieniężna działa. Kursy akcji zareagowały wzrostem na zastrzyki płynności. Jednak przy bliższym przyjrzeniu się otwarciu źródeł pieniędzy udało się zastosować jedynie terapię objawową. Nie ma mowy o usuwaniu przyczyn. Wręcz przeciwnie.
Problemem gospodarki USA nie jest brak płynności. Problemem jest nadmiar płynności i brak zaufania – wynik wcześniejszych grzechów polityki regulacyjnej, które promowały życie na kredyt i spekulację przy użyciu tanich pieniędzy.
Dzisiejsze zaburzenia są wynikiem reakcji łańcuchowej. Wybuch bańki był reakcjonowane pompowaniem nowych bańek. Dlatego obecny kryzys nieruchomości w USA jest konsekwencją zniszczonych złudzeń Nowej Ekonomii, która miała wyłączyć ze skutku stare prawa ekonomii. Wówczas jak i dzisiaj na kryzys reagowano otwarciem dostępu do pieniędzy.
Ekspansywna polityka pieniężna amerykańskiego banku centralnego oraz program stymulacyjnej fiskalnie finansowanej rządu amerykańskiego nie jest niczym innym, jak jedynie odwróceniem odpowiedzialności. Uwalnia ona kredytodawców i kredytobiorców od ryzyka, którego dobrowolnie oraz z nadziejami na wysokie zyski się podejmowali. Finansowy odwrót państwa to zaproszenie spekulantów do budowy nowych bań. Mogą oni wyciągać wnioski z pęknięcia poprzednich bań, od Nowej Ekonomii po kryzys subprime, że w razie dużych kryzysów finansowych państwo nadal będzie ratowało prywatnych sprawców.
Co więcej: przy mniejszych spadkach kursów i niewielkich kosztach dla gospodarki ogólnokrajowej nie można być pewnym, czy rządy i banki centralne będą przyjmować odpowiedzialność. Dopiero gdy spekulanci osiągną status zbyt wielkiej, by upaść, pozostaje rządom niewiele innego, jak ratować to, co jeszcze można uratować dla dobra całej gospodarki. Z tego asymetrycznego zachowania wynikają dla graczy na rynkach finansowych jeszcze bardziej kuszące bodźce do podejmowania zbyt dużych ryzyk.
Skutki ekspansywnej polityki pieniężnej i fiskalnej w celu wsparcia rynków finansowych są wyższe wydatki państwa lub większa inflacja. Oboje dotyka osób trzecich - podatników lub całe społeczeństwo. Albo marnotrawi się podatki na zastrzyki finansowe, albo w wyniku nadmiernej podaży pieniądza wzrasta koszt utrzymania. W rezultacie renty i oszczędności tracą na wartości. Pomoc państwowa płacą zawsze wszyscy, zwłaszcza „zwykli ludzie”, którzy wcześniej nie mogli korzystać z zysków na giełdzie. To niesprawiedliwe. Takie podejście, którym zyski są prywatyzowane, a straty społecznikowane, nie może być wzorcem dla Europy.
Pozostawienie korekt w górę i w dół samym sobie kieruje niezbędna niewidzialną ręką marki kapitalistycznego systemu gospodarczego. Kto czerpie zyski na giełdzie, musi również ponieść straty. Zysk i strata muszą być w gospodarce rynkowej nierozłączne, tak samo jak odpowiedzialność i odpowiedzialność. Wszystko inne prowadzi do braku świadomości ryzyka, braku odpowiedzialności i w rezultacie do spekulacji oraz do kolejnego kryzysu.
Jednak zarządzanie finansowym kryzysem w USA poprzez ekspansywną politykę pieniężną i fiskalną dokonuje się w ten właśnie sposób - na szczęście jeszcze nie w Europie i w Szwajcarii. Ekspansywna polityka pieniężna Fed i program stymulacyjny finansowany długiem rządu USA zapewniają podstawy dla kolejnej bańki. Jak każda inna bańka spekulacyjna, również ta pęknie. Pytanie tylko kiedy.
Zgubna dynamika
Pierwsza nowa bańka wynika bezpośrednio z cięcia stóp procentowych w USA. Z różnicą w stopach procentowych dla dolara i euro wynoszącą obecnie 1,75%, inwestorzy zaczynają przebudowywać swoje portfele. Sprzedają dolary i kupują euro lub franki i inne waluty o lepszym zysku. Wynikiem tego jest gwałtowny spadek wartości dolara. To z kolei wywołuje samorzutną reakcję łańcuchową. Coraz więcej uczestników rynku walutowego zaczyna wątpić w dominację USA w gospodarce światowej i dolar jako walutę prowadzącą i rezerwową. W związku z tym również oni zaczynają sprzedawać swoje inwestycje w dolarach. Ostatecznie kurs spada poniżej wszelkich intrumentów, które uzasadniają realne czynniki gospodarcze.
Ta sama samorzutna reakcja znalazła swoje odzwierciedlenie w ostatnich tygodniach w przypadku metali szlachetnych, nośników energii i surowców. Cena złota w dolarach za uncję wzrosła o jedną czwartą w ciągu trzech miesięcy i potroiła w ciągu pięciu lat. Cena ropy naftowej przekroczyła 100 dolarów, cena pszenicy podwoiła się w ciągu dziesięciu miesięcy. Wiele innych wskaźników dla innych metali szlachetnych i surowców wskazuje na nowo powstałe bańki spekulacyjne. W tych hektarnych dniach na giełdzie wystarczy delikatna zmiana nastroju, aby wywołać gwałtowne korekty kursów w dół.
Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja na rynkach finansowych i dotychczasowe proponowane rozwiązania przypominają Hydrę. Ledwie jedna bańka pęka, a gdzie indziej powstają inne, nowe przegrzewania i drastyczne wzrosty cen odchodzące daleko poza realne wydarzenia. Dlatego mądry inwestor nie powinien podążać za tłumem, ale za rozumem.
Prof. dr. Thomas Straubhaar jest dyrektorem Hamburgskiego Instytutu Gospodarki Światowej (HWWI).