- czw kwie 13, 2006 10:05 am
Otwieram tutaj nowy wątek na ten temat, ponieważ bańka na rynku nieruchomości w USA będzie nas prawdopodobnie jeszcze przez najbliższe miesiące niepokoić.
Jako wstęp, przedstawiam kopię mojej średnioterminowej prognozy z czerwca 2005 roku: https://www.boersenportal.ch/forum/viewtopic.php?t=31
------
Gospodarka USA i tym samym ceny akcji zależą w 70% od konsumpcji prywatnej. Dlatego warto zastanowić się, czy konsument będzie chciał wydawać w przyszłości więcej czy mniej pieniędzy. Jednak nie chodzi tutaj tylko o to, czy chce, ale raczej czy może! Czy zdoła.
Czy chce, zależy głównie od zaufania konsumenta, które między innymi zależy od inflacji i rynku pracy. Obywatel, który obawia się o swoją pracę i pesymistycznie patrzy w przyszłość, będzie mniej skłonny inwestować w nowy samochód czy wyposażenie mieszkania. Natomiast jeśli chodzi o możliwości, to tu ważną rolę odgrywają podatki, odsetki i długi, ponieważ określają one dostępny dochód:
Rosnące odsetki i wyższe ceny (np. koszty energii i żywności) sprawiają, że oszczędzanie staje się niemożliwe lub możliwe tylko w mniejszym stopniu.
Rosnące odsetki oznaczają również rosnące odsetki od kredytów hipotecznych, rosnące odsetki od kart kredytowych i tym samym dodatkowe obciążenie dla gospodarstwa domowego.
W najgorszym przypadku - jeśli odsetki rosną zbyt szybko - niektóre gospodarstwa domowe z bardzo dużymi zadłużeniami mogą zostać zmuszone do sprzedaży swojego domu, ponieważ nie będą w stanie sobie pozwolić na spłacanie odsetek. To samo dotyczy utraty pracy.
Osoby posiadające akcje w przypadku kryzysu prawdopodobnie najpierw je sprzedadzą, zanim opuszczą swoje domy. Rosnące odsetki mogą więc spowodować presję sprzedaży na rynku akcji.
Pozostając na razie przy amerykańskim konsumentem: co przez ostatnie lata - pomimo niewielkiej recesji w 2001 roku - utrzymało jego gotowość do konsumpcji?
W ciągu ostatnich 15 lat amerykański klasowy obywatel wydawał średnio o 6-8% więcej niż miał do dyspozycji (po odliczeniu podatków). W rezultacie jego długi wzrosły do 150% rocznego dochodu, a współczynnik oszczędności znacząco spadł.
Było to możliwe dzięki spadającym odsetkom i odpowiednio rosnącym cenom nieruchomości:
Dom, który kiedyś wart był 300 tys. dolarów, finansowany kwotą 250 tys. dolarów jako kredyt hipoteczny oprocentowany na 10%, kosztował 25 tys. dolarów odsetek rocznie.
Teraz wartość domu w ciągu ostatnich 5 lat wzrosła prawdopodobnie do 400 tys. dolarów, a odsetki hipoteczne spadły do 6%.
Budujący Dom teraz refinansuje swoją hipotekę. Oznacza to, że wymienił swoją 10% hipotekę w wysokości 250 tys. dolarów na nową hipotekę w wysokości 350 tys. dolarów oprocentowaną na poziomie 6% rocznie. Dzięki temu mógł wypłacić sobie 100 tys. dolarów gotówki z domu, a nowa hipoteka kosztuje go już tylko 18 tys. dolarów rocznie. Oszczędza więc 7 tys. dolarów rocznie tylko na odsetkach.
Średnio 40% tej gotówki zostało przekonsumowane, 30% zostało przeznaczone na spłacenie wyższych długów, takich jak rachunki kart kredytowych i Leasingi, a 30% zostało zainwestowane na giełdzie.
Dlatego nie dziwi, że konsumpcja w ostatnich latach w USA utrzymała się na poziomie boomu, a popyt na papiery wartościowe nadal rósł.
Jednak - i nie wolno nam o tym zapominać - nasz przykładowy Amerykanin zwiększył swoje długi hipoteczne o 100 tys. dolarów.
Teraz pojawia się pytanie, co się stanie, gdy odsetki wzrosną, a ceny nieruchomości spadną odpowiednio?
Najpierw odsetki lub odsetki hipoteczne osiągną poziom minimum. Nie ma już raczej nikogo, kto zakładałby dalszy spadek stóp procentowych. Jest to niemożliwe, ponieważ Rezerwa Federalna systematycznie podnosi stopy procentowe.
Przyjmijmy teraz - realistycznie - że odsetki hipoteczne wzrosną do 7%. Nasz Amerykanin z długami w wysokości 350 tys. dolarów teraz będzie musiał płacić 24500 dolarów odsetek rocznie. To jeszcze nie tragedia, ponieważ przed boomem płacił 25000 dolarów, ale przynajmniej ma to dwie konsekwencje:
1. Wartość jego nieruchomości nie wzrasta już. Nie jest już w stanie dalej korzystać z refinansowania nieruchomości.
2. Obciążenie jego gospodarstwa rośnie z powodu dodatkowych odsetek.
Można teraz argumentować, że sytuacja 2 wystąpi tylko w przypadku, gdy zaciągnął kredyt hipoteczny zmienny oprocentowanie.
To jest prawda. Jednak w ciągu ostatnich lat amerykańskie banki (które też nie są głupie) udzielały praktycznie już tylko kredytów hipotecznych oprocentowanych stałą stopą. I to tylko o maksymalnie o 1,25% wyższe oprocentowanie, tylko na 1. hipotekę i tylko na maksymalnie 5 lat.
1. Drugi przypadek, czyli stagnacja cen nieruchomości, nastąpi z pewnością, ponieważ teraz pierwsi kupujący mogą sobie pozwolić tylko na coraz tańsze domy.
2. Sytuacja stanie się naprawdę brutalna, jeśli ceny nieruchomości spadną, czyli nasz Amerykanin, mając długi hipoteczne w wysokości 350 tys. dolarów, mieszka teraz w domu wartym 300 tys. dolarów i bank wymaga spłaty co najmniej 50 tys. dolarów. W większości stanów USA obywatel ma prawo po prostu opuścić swój Dom. To bank decyduje o sprzedaży domu i pokryciu swojej hipoteki z uzyskanego dochodu. Liczba złych długów więc wzrośnie, a sektor bankowy może być pod presją. A o finansowanych przez państwo instytucjach finansujących nieruchomości - freddie Mac i Fanny Mae - nie wspominając.