Dla mnie ta wypowiedź miała m.in. taki sens:
Akcje rosły od 1982 roku. Można spodziewać się dłuższej korekty. uważam za mało znaczące.
Spójrz na akcje przez pryzmat stopy zwrotu, wskaźnika KGV: W ciągu 100 lat istnienia indeksu DOW średnie KGV wynosiło 14,5, co odpowiadało stopie zwrotu 7%.
Były okresy przewartościowania, gdy KGV wynosiło około 20. W latach 1929 i 2000 KGV wynosiło nawet 29-30, co w obu przypadkach doprowadziło do gwałtownej korekty.
Następnie były okresy, gdy KGV wynosiło 6 lub 8. W 1931 roku nawet 5.6. Akcje były odpowiednio bardzo tanie. Stopa zwrotu wynosiła wtedy 16-18%.
Obecnie KGV na zachodnich giełdach wynosi około 20. Stosunkowo drogie akcje, mierzone historycznym średnim.
Można to zasadnie uzasadnić faktem, że nadal utrzymujemy się na bardzo niskim poziomie stóp procentowych.
Jednakże, ponieważ stopy procentowe rosną, stopy zwrotu z akcji również muszą wzrosnąć, aby pozostać interesujące. Może to się zdarzyć albo poprzez wzrost zysków firm albo przez obniżenie cen akcji.
W obecnej sytuacji nadmiernego zadłużenia uważam, że bardziej prawdopodobne jest drugie.
Historia uczy nas, że korekta nie tylko poprawia wartość sprawiedliwą, ale także spada poniżej KGV 6-8.
Dotychczasowa korekta z poziomu KGV 29 do 20 to z pewnością krok we właściwym kierunku, ale nie osiągnięto jeszcze dna.
To nie oznacza, że indeks Dow Jones nie może wzrosnąć do 30000. Jednak w takim przypadku mierzone dolarami, które nie będą miały takiej wartości jak dzisiejsze 30000
dolarów.
Więc albo giełdy korygują się o 50% przy stabilnym dolarze, albo
dolar zostanie odpowiednio osłabiony. Albo coś pomiędzy. W każdym przypadku prowadzi to do utraty siły nabywczej inwestycji.
Tak to właśnie jest. Być może w USA jest zwiastun korekty, ale istnieje reszta świata. Zgadziliśmy się już, że Japonia przechodzi przez inną fazę. Być może tak samo jest w Europie, Chinach, Indiach, Australii...
To daje nam do myślenia: Europa jest zbyt bardzo uzależniona od USA. Jeśli tamtejsze giełdy kaszlą, u nas łapiemy grypę.
Japonia, Chiny i Indie mają problem, że ich gospodarka zależy od eksportu na Zachód. Jeśli konsumpcja w USA spadnie, Azjaci również będą mieli problemy. Choć nie tak poważne jak my na Zachodzie.
Chiny i Indie muszą pobudzić konsumpcję wewnętrzną, aby być mniej zależnymi od eksportu. Jeśli im się uda, będą to kolejne kraje boomujące.
Mój ojciec kupił kiedyś fizyczne srebro. Po długotrwałym okresie spadków, w końcu je pozbył się. Zatem w przypadku srebra jest trochę podobnie jak z akcjami.
Dla niego nadszedł niewłaściwy moment. Twierdzę również, że surowce nie zawsze są najlepszą inwestycją. Chodzi o to, że surowce i akcje zachowują się odwrotnie. I to w około 20-letnich cyklach. Jeśli akcje rosną, surowce mają zły czas, i na odwrót.
Od 1982 do 2000 roku panował ogromny boom na rynku akcji, podczas gdy w latach 1981-2001 złoto spadło z 860 do 276
dolarów, czyli straciło około 75% swojej wartości.
Wcześniej, od 1973 roku, złoto zyskało 1600%, a akcje straciły 57% od 1967 roku.
Uważam, że w ciągu najbliższych 20 lat akcje znowu będą spadać, a surowce zyskiwać. Od 2001 roku zarówno surowce, jak i akcje rosły. Ale to tylko dzięki zwiększeniu podaży pieniądza.
Nie martwię się również o upadek franka szwajcarskiego jako
waluty papierowej. Mówisz, że
dolar stracił 95% swojej wartości względem złota w ciągu 35 lat. A co z CHF? Pewnie nie o wiele lepiej.
Pamiętam, że w 1973 roku
dolar kosztował 4,50 franka. Kiedy
dolar został odłączony od złota, a
frank nadal był związany z metalem,
dolar stracił około połowy swojej wartości.
Obecnie wszystkie główne
waluty są odłączone od złota. Stanowią więc czyste
waluty papierowe. Głównym celem banków centralnych jest utrzymanie jak najstabilniejszego stosunku swojej
waluty do dolara -
waluty wiodącej. Jeśli Stany Zjednoczone inflacjonują swojego dolara o 15% rocznie, SNB, ECB i BoJ będą musiały wymusić zbliżoną reakcję, aby zachować stosunek na relatywnie stabilnym poziomie.
Wynika to z pozoru z stabilności, ale w gruncie rzeczy wszystkie
waluty jednocześnie tracą na wartości nabywczej. Poczujemy to dopiero na stacji benzynowej i wtedy zaczniemy narzekać na złych Arabów, którzy podnoszą cenę ropy.
Wnioskuję: Marcus nie chce akcji. OK. Preferuje raczej surowce. Jednak fizyczne, ze względu na problem z papierowymi pieniędzmi. Całość w Dubaju, gdzie jako zabezpieczenie znajduje się spora ilość złota.
Chodzi o to, że w przeciągu następnych 10 lat w Dubaju można zarobić więcej na złocie niż tutaj w Szwajcarii. Jednak złoto będzie bezpiecznie przechowywane w skrytce szwajcarskiego banku w Szwajcarii.
Wkrótce (między jesienią 2006 a końcem 2007 roku) będziemy świadkami reformy walutowej, która zrujnuje zapasy gotówki i obligacji. Ameryka zostanie wtedy zrestrukturyzowana finansowo, co obniży bogactwo jej wierzycieli.
Spowoduje to duże napięcia społeczne na świecie, ponieważ dotknie to także środki emerytalne i rentowe utracone ze względu na utratę wartości dolara. Wielu pracowitych ludzi - czy to w Chinach, czy w Szwajcarii - zobaczy, jak ich oszczędności idą na marne.
W tym momencie zaufanie do jakiejkolwiek formy papierowego pieniądza zostanie utracone.
Z tego chaosu powstanie nowa waluta. Według scenariusza Alana Greenspana będzie to nowa waluta światowa, składająca się z resztek dolara,
euro, jena, CAD, AU$, SKR i CHF. Aby wzmocnić zaufanie do tej
waluty, będzie ona wsparta koszykiem surowców. Złoto, srebro, ropa naftowa, pszenica itp.
Greenspan przewiduje załamanie obecnego systemu finansowego w roku 2007. Inni, jak Lyndon La Rouche, już od września 2006 roku.
Nie ma to tak duże znaczenie.
Trudno oszacować, ile obecnych
dolarów światowych otrzymamy za dzisiejsze franki. Na pewno jednak będą realne straty. Decydujące będzie to, ile złota Szwajcaria będzie wtedy posiadać. Pomimo sprzedaży 50% złota przez SNB, Szwajcaria nadal wypada stosunkowo dobrze w porównaniu międzynarodowym.
Nie warto dyskutować o tym, ile złoto będzie wtedy kosztować, bo nowa waluta nie jest jeszcze znana. Nie wiadomo także, jaki udział złota będzie miało w tym koszyku surowców. Ale dla porównania:
Gdybyśmy sprzed 60 lat podzielili liczbę
dolarów przez złoto posiadane przez USA, wyliczylibyśmy cenę 35,50
dolarów za uncję.
Gdybyśmy to samo zrobili w 2003 roku, otrzymalibyśmy cenę 160000
dolarów za uncję. Jeśli więc chcielibyśmy ponownie zabezpieczyć
dolar USA w 100% złotem, cena uncji złota musiałaby wynosić 160000
dolarów.
Dziś można więc wygodnie kupić 2 kg złota za około 50000
franków i wymienić je za kilka lat na willę z basenem.