- pn cze 01, 2015 5:48 am
Masz tu do czynienia z bardzo prawdziwym stwierdzeniem. Ludzie w tych rejonach mają bardzo własne pojęcie o przyzwoitości, które nie zawsze pokrywa się z pojęciem sędziów Federalnego Trybunału Sprawiedliwości. Mogę sobie wyobrazić, że banki na obszarach wiejskich generalnie mają niewielkie problemy z "Jokerem WR" i jeśli już, to raczej z nowoprzybyłymi mieszkańcami. Albo jest się w VB albo w SPK. Wszyscy znają się od dzieciństwa, są w tych samych stowarzyszeniach i w tych samych knajpach. Pomagają sobie i trzymają się razem od pokoleń. Tutaj nie zwraca się na siebie wzajemnie z adwokatem i sądem, przynajmniej nie bez największej konieczności.
Mam trochę wglądu, ponieważ moja żona pochodzi z osady przy granicy niderlandzkiej. Mój teść, sympatyczny człowiek uczestniczący w wielu zrzeszeniach, który praktycznie z kilometrów znał praktycznie każdego, miał bardzo śmiały styl jazdy - delikatnie mówiąc - i mimo to nigdy nie miał problemów z policją, ponieważ poza kilkoma miłymi słownymi upomnieniami po prostu nie było na niego. Policjant, który postępowałby zgodnie z ustawą o wykroczeniach w swoim czasie wolnym już nie miałby z kim spędzić czasu. Dla wystawiania mandatów byli zawsze jeszcze Holendrzy... Pewnie z drugiej strony granicy robili to samo z Niemcami. LOL
To może być prawda, ale w takim razie muszę się zastanowić, dlaczego dopiero po! orzeczeniu BGH ma to iść również w stronę banków, a nie wcześniej?
Ponadto polecam książkę "Zinsklau" autorstwa Olafa Kumpferta.
W niej dokładnie opisano tę sytuację z SPK na miejscu i sposób, w jaki klasyfikuje ona takich klientów na A-B-C...
Dzisiaj, jak już zupełnie działał Dieter Voigt w bankowości, instytucje finansowe patrzą na rentowność konta, co stawia je wobec ryzyka migracji klienta lub bankructwa. Stąd wywodzi się podział na tzw. klientów A-B-C.
Za odpowiedzialnego zawsze był kierownik placówki, który dokonywał klasyfikacji i przyporządkowywał poszczególnych klientów do odpowiednich bundów, wyjaśnia były bankier.
Klasyfikacja w jego banku była następująca:
- Klient A: klient realizujący duże obroty na koncie o wysokiej rentowności, jednakże z poważnym związkiem z konkurencyjnym bankiem, do którego ewentualnie mógłby przejść.
- Klient B: klient solidny o średniej rentowności, z którym instytucja finansowa utrzymuje najważniejszy związek bankowy, więc istnieje pewna bliskość lub nawet zależność z powodu dużych kredytów.
- Klient C: klient stanowiący ryzyko, z dużymi zobowiązaniami i niskimi dochodami na koncie, czyli klient, na którym można w razie potrzeby zrezygnować.
W związku z dystrybucją finansową wyniknął z tego kształtowanie warunków, opowiada dalej Voigt: Klienci A otrzymywali lepsze warunki dla lokat i kredytów, aby w pełni przyciągnąć ich do własnego banku. Celem było zatrzymać tych klientów, dlatego byli gotowi pójść do granicy kosztów własnych. Znany przykładem klienta A był były prezydent federalny Christian Wulff. Dla tak ważnego klienta Bank BW był gotów przyznać specjalny kredyt oprocentowany na poziomach 0,9 i 2,1 procenta. Stiftung Warentest podejrzewała, że oszczędzano nawet premie za ryzyko.
Dla klientów B warunki były gorsze, także gorsze niż u konkurencji, wyjaśnia Voigt. Ale tylko na tyle gorsze, że wysiłek na rzecz zmiany banku nie był opłacalny. Natomiast dla klientów C dokonano prawdziwej pacyfikacji, ponieważ musieli pozostać i nie mogli się bronić
Bankierzy kierowali się tą klasyfikacją pochodzącą z dystrybucji również przy manipulacji bieżącymi kredytami, relacjonuje Voigt.
Kontynuacja...
Jeśli dochody z oprocentowania nie były zadowalające, administratorzy mieli możliwość manipulowania różnymi parametrami oprocentowania, aby na koniec roku otrzymać odpowiedni bonus. Również tutaj istniała wyraźna strategia:
- Nowi klienci: Po pierwsze, u nowych klientów, których skuszono bardzo korzystnym oprocentowaniem, stawki procentowe były po prostu dostosowywane do normalnego poziomu - bez ich wiedzy, jeśli nie należeli do ważnych klientów.
- Klienci uzależnieni: Do drugiej grupy należeli klienci, którzy finansowo byli przy ścianie, którzy mieli np. znaczne kredyty w banku, hipoteki zapisane na rzecz banku i dysponowali ograniczonymi dochodami. Ci klienci byli zdani na łaskę banku, ponieważ ze względów finansowych nie mogli się bronić przed bankiem. Wobec nich sięgano tak daleko, jak pozwalały warunki majątkowe
- Beztroska klientela: Klienci, którzy nigdy się nie skarżyli, czyli nigdy nie sprawdzali swojego konta. Byli również solidnym źródłem zysków
Jedynym ograniczeniem przy swobodnych zmianach warunków była konieczność, aby klient pozostał finansowo przy życiu i nie zauważył niczego.
I mogę powiedzieć tutaj o nas (rodzina LG)... to właśnie to się sprawdza... Wszyscy ładnie idą do Sparkasse, oddają swoje pieniądze i myślą, że dostaną właściwe doradztwo i że chcą dla nich tylko jak najlepiej... nie przychodzi im nawet do głowy poprosić o ofertę z innego banku... w dzisiejszych czasach przez internet na odległość jednego kliknięcia...
Ojciec mojej LG w końcu zauważył, że zostali źle doradzeni podczas swojego BPS Riester... możliwości, jakie oferuje Riester BPS, są dla nich po prostu niemożliwe... pozostaje tylko emerytura...
Nawet pytany o Joker odwoławczy, mają kilka umów, które można zaskarżyć oraz zabezpieczenie zawarte, nie, nie chcą mieć kłopotów ze Sparkasse... Boże broń...
Masz tu do czynienia z bardzo prawdziwym stwierdzeniem. Ludzie w tych rejonach mają bardzo własne pojęcie o przyzwoitości, które nie zawsze pokrywa się z pojęciem sędziów Federalnego Trybunału Sprawiedliwości. Mogę sobie wyobrazić, że banki na obszarach wiejskich generalnie mają niewielkie problemy z "Jokerem WR" i jeśli już, to raczej z nowoprzybyłymi mieszkańcami. Albo jest się w VB albo w SPK. Wszyscy znają się od dzieciństwa, są w tych samych stowarzyszeniach i w tych samych knajpach. Pomagają sobie i trzymają się razem od pokoleń. Tutaj nie zwraca się na siebie wzajemnie z adwokatem i sądem, przynajmniej nie bez największej konieczności.
Mam trochę wglądu, ponieważ moja żona pochodzi z osady przy granicy niderlandzkiej. Mój teść, sympatyczny człowiek uczestniczący w wielu zrzeszeniach, który praktycznie z kilometrów znał praktycznie każdego, miał bardzo śmiały styl jazdy - delikatnie mówiąc - i mimo to nigdy nie miał problemów z policją, ponieważ poza kilkoma miłymi słownymi upomnieniami po prostu nie było na niego. Policjant, który postępowałby zgodnie z ustawą o wykroczeniach w swoim czasie wolnym już nie miałby z kim spędzić czasu. Dla wystawiania mandatów byli zawsze jeszcze Holendrzy... Pewnie z drugiej strony granicy robili to samo z Niemcami. LOL
To może być prawda, ale w takim razie muszę się zastanowić, dlaczego dopiero po! orzeczeniu BGH ma to iść również w stronę banków, a nie wcześniej?
Ponadto polecam książkę "Zinsklau" autorstwa Olafa Kumpferta.
W niej dokładnie opisano tę sytuację z SPK na miejscu i sposób, w jaki klasyfikuje ona takich klientów na A-B-C...
Dzisiaj, jak już zupełnie działał Dieter Voigt w bankowości, instytucje finansowe patrzą na rentowność konta, co stawia je wobec ryzyka migracji klienta lub bankructwa. Stąd wywodzi się podział na tzw. klientów A-B-C.
Za odpowiedzialnego zawsze był kierownik placówki, który dokonywał klasyfikacji i przyporządkowywał poszczególnych klientów do odpowiednich bundów, wyjaśnia były bankier.
Klasyfikacja w jego banku była następująca:
- Klient A: klient realizujący duże obroty na koncie o wysokiej rentowności, jednakże z poważnym związkiem z konkurencyjnym bankiem, do którego ewentualnie mógłby przejść.
- Klient B: klient solidny o średniej rentowności, z którym instytucja finansowa utrzymuje najważniejszy związek bankowy, więc istnieje pewna bliskość lub nawet zależność z powodu dużych kredytów.
- Klient C: klient stanowiący ryzyko, z dużymi zobowiązaniami i niskimi dochodami na koncie, czyli klient, na którym można w razie potrzeby zrezygnować.
W związku z dystrybucją finansową wyniknął z tego kształtowanie warunków, opowiada dalej Voigt: Klienci A otrzymywali lepsze warunki dla lokat i kredytów, aby w pełni przyciągnąć ich do własnego banku. Celem było zatrzymać tych klientów, dlatego byli gotowi pójść do granicy kosztów własnych. Znany przykładem klienta A był były prezydent federalny Christian Wulff. Dla tak ważnego klienta Bank BW był gotów przyznać specjalny kredyt oprocentowany na poziomach 0,9 i 2,1 procenta. Stiftung Warentest podejrzewała, że oszczędzano nawet premie za ryzyko.
Dla klientów B warunki były gorsze, także gorsze niż u konkurencji, wyjaśnia Voigt. Ale tylko na tyle gorsze, że wysiłek na rzecz zmiany banku nie był opłacalny. Natomiast dla klientów C dokonano prawdziwej pacyfikacji, ponieważ musieli pozostać i nie mogli się bronić
Bankierzy kierowali się tą klasyfikacją pochodzącą z dystrybucji również przy manipulacji bieżącymi kredytami, relacjonuje Voigt.
Kontynuacja...
Jeśli dochody z oprocentowania nie były zadowalające, administratorzy mieli możliwość manipulowania różnymi parametrami oprocentowania, aby na koniec roku otrzymać odpowiedni bonus. Również tutaj istniała wyraźna strategia:
- Nowi klienci: Po pierwsze, u nowych klientów, których skuszono bardzo korzystnym oprocentowaniem, stawki procentowe były po prostu dostosowywane do normalnego poziomu - bez ich wiedzy, jeśli nie należeli do ważnych klientów.
- Klienci uzależnieni: Do drugiej grupy należeli klienci, którzy finansowo byli przy ścianie, którzy mieli np. znaczne kredyty w banku, hipoteki zapisane na rzecz banku i dysponowali ograniczonymi dochodami. Ci klienci byli zdani na łaskę banku, ponieważ ze względów finansowych nie mogli się bronić przed bankiem. Wobec nich sięgano tak daleko, jak pozwalały warunki majątkowe
- Beztroska klientela: Klienci, którzy nigdy się nie skarżyli, czyli nigdy nie sprawdzali swojego konta. Byli również solidnym źródłem zysków
Jedynym ograniczeniem przy swobodnych zmianach warunków była konieczność, aby klient pozostał finansowo przy życiu i nie zauważył niczego.
I mogę powiedzieć tutaj o nas (rodzina LG)... to właśnie to się sprawdza... Wszyscy ładnie idą do Sparkasse, oddają swoje pieniądze i myślą, że dostaną właściwe doradztwo i że chcą dla nich tylko jak najlepiej... nie przychodzi im nawet do głowy poprosić o ofertę z innego banku... w dzisiejszych czasach przez internet na odległość jednego kliknięcia...
Ojciec mojej LG w końcu zauważył, że zostali źle doradzeni podczas swojego BPS Riester... możliwości, jakie oferuje Riester BPS, są dla nich po prostu niemożliwe... pozostaje tylko emerytura...
Nawet pytany o Joker odwoławczy, mają kilka umów, które można zaskarżyć oraz zabezpieczenie zawarte, nie, nie chcą mieć kłopotów ze Sparkasse... Boże broń...