Jeśli nieruchomość matki służy jako zastaw zastępczy dla podatku od darowizn i kosztów pobocznych nabycia (12 000
euro, ewentualnie także do spłaty
kredytu??, co w ogóle nie musiałoby mieć miejsca) i relacje rodzinne na to pozwalają, a dla matki wydaje się to oczywiste (jak dla mnie), czy matka straci
Dom? Jak to możliwe??
Jeśli, jeśli, jeśli. Chodzi tutaj o indywidualne rozważenie na podstawie dostępnych nam faktów. Chcesz przekonać konsumenta, który udowodnienie nie umie zarządzać pieniędzmi, jest poważnie zadłużony i teraz, jak z przypadku, nagle dostaje nieruchomość, żeby zaryzykował majątkiem swojej rodziny. Nic innego nie oznacza zastaw lub poręczenie. To trzeba otwarcie wskazać. Tutaj nie chodzi o ciebie, twojego syna czy jakiegoś Jockemöllera, tylko o konsumenta, który może i nie ma pieniędzy, ale kupuje samochód za 30 000
euro.
W razie potrzeby nieruchomość służy jako zabezpieczenie, czyli wybudowany
Dom mógłby zostać sprzedany, aby matka nie poniosła straty?? Zakładacie, że matka mogłaby stracić swój
Dom w ten sposób?
Tak. W razie potrzeby matka traci
Dom i/lub nieruchomość. Tak proste to.
Ciągle niektórym nie chodzi o merytoryczną wymianę zdań, zaraz zostaję zaatakowany ja, który jedynie pyta i chce poznać autora pytania, i znowu zostaję zalewany oskarżeniami o chciwość (to obraza i już mi wystarczy!) Znowu brak pokoju, brak spokoju, nie ma 24 godzin, bo zadaję coś merytorycznego i rozsądnie? Natychmiast zostaję zasypany oskarżeniami o chciwość? Gdzieżbym ja był chciwy? Nie przeczytaliście mojego powyższego postu, nie wyraziłem już tam opinii, że budowa jest sensowna????
Chcesz poznać autora pytania, chcesz podjąć z nim współpracę biznesową i zrobić to za wszelką cenę. Doskonale wiesz, tak samo jak my inni, że trudno jest komuś odradzić marzenie/chęć, zwłaszcza o posiadaniu własnej nieruchomości, bez względu na to, jak absurdalny ten zamiar zdaje się być dla zdrowego rozsądku i to ty zachęcasz go dalej, a ewentualnie szkodzisz znacznie rodzinie. To jest absolutnie pozbawione kultury. Nie ma to nic wspólnego z tym, o czym zwykle mówisz (chcę pomagać, indywidualne podejście, bla bla), absolutnie nic.
Synu mojego syna, mam dość, złamałeś nasze porozumienie.
Nigdy nie mieliśmy porozumienia.
Nie chcę już tego teatru, byłam spokojna po dobrym wpisie nexttry. Nie wolno mi już nic zapytać? Normalne sprawy, które zapewniłabym swojemu synowi, nie wchodzą w grę, bo od razu muszę się stawić twoim oskarżeniom? Nie chcę tego więcej, ten post to znowu za dużo, prowokowany przez ciebie.
To, czego chcesz, absolutnie mnie nie obchodzi. Jeśli widzisz siebie urażonego przedstawianym lustrem, powinieneś pilnie nad sobą pracować.
A jeśli administrator chce mi teraz dać kilka dodatkowych punktów ostrzeżeń... proszę bardzo. Czy w ogóle ma sens pisanie na forum, które finansowy pośrednik wykorzystuje wyłącznie dla zysku i samopodniecenia, aby pomagać innym pytającym? To jest pytanie.