Capital Investment 4

Forum finansowe CI4 - Wszystko ze świata finansów i nieruchomości

Kredyty hipoteczne na budowę domu lub zakup mieszkania (nieruchomość zamieszkana przez właściciela).

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Och, batman_bu, różnimy się fundamentalnie w podejściu do rzeczy, co jednak jest w porządku. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie chodziło tutaj o interes handlowy. Chciałbym cię poinformować, że pracuję w tej branży od 25 lat i nigdy jeszcze nie spotkałem się z koniecznością przeprowadzenia licytacji z powodu takich powodów. Być może dlatego, że proponuję rozwiązania, podchodzę do spraw pozytywnie, promuję optymizm i wiarę w dobre rezultaty. Ty możesz i powinieneś nadal malować czarną stronę pierwszego planu i zasiać strach, ale to nie moja metoda. Ja patrzę na rzeczy, które ewentualnie inne osoby nazywają problemami - w moim życiu nie ma problemów, są tylko rozwiązania. Zawsze patrzę na to, co jest możliwe i konieczne, by z problemu stworzyć rozwiązanie. Nikt w tym wątku nie stracił kontroli nad tym, co może się zdarzyć, nikt nie próbował zaprzeczyć ostatecznym konsekwencjom. Jeśli jednak przeczytam wątek wyjściowy, pytanie brzmiało nie o to, co może wyniknąć z sytuacji, ale raczej o wskazówki i właśnie te starałem się udzielić, po tym jak na początku trochę spekulowałem, co w sumie nie jest dziwne, ponieważ nie znam zaangażowanych stron. Jeśli teraz piszesz, Oczywiście, możesz malować swoją różową krainę marzeń, znamy to z innych tematów, ale wychodząc od faktów, najpierw trzeba jasno określić, gdzie się jest. I stamtąd szukać rozwiązań. Oczywiste jest, że rozmowa z bankiem jest logiczna, ale nagradzać kogoś za takim wskazaniem obfitością komplementów jest dość... narcystyczne. Następnie widzę twoje podejście do całej sprawy, najpierw uważasz, że OP jest głupi, nie wie, gdzie stoi, potem jeszcze go (przenośnie) kopiesz, a potem okazuje się, że jest narcystyczny, sugerując rozmowę z bankiem i prawnikiem. Uważam to za nieładne i niesprawiedliwe, i nie oddaje to przebiegu dyskusji ani moich intencji, zwłaszcza że zwykle chętnie pomagam i to aktywnie deklaruję. Moim podejściem tutaj - zwłaszcza w tym wątku, gdzie nie chodzi o interesy komercyjne (chciałem jeszcze raz to podkreślić) - jest szerzenie optymizmu co do znalezienia rozwiązania, również na podstawie doświadczenia. Twoje - przynajmniej w pewnych fragmentach - wydają się być bardziej skierowane ku... nawoływaniu o pomoc do Boga i zasiać lekki strach przed konsekwencjami, które faktycznie mogą być możliwe, ale są wynikiem długiego, długiego łańcucha zaniedbań i niedociągnięć. Mnie nie czuje się lepiej, gdy innym idzie źle, niechętnie też komentuję czyjeś głupoty, choć myślę, że ty też tak myślisz. Tak więc bardziej smuci mnie twój sposób podejścia, mniej to, że różnimy się w stylu podejścia, co jest w porządku, a myślę, że OP doskonale to ujął, za co ja również tylko podziękowałem, myśląc, że teraz dobrze, OP jest zadowolony i wie, co robić.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
Masz po prostu nie rozumieć, prawda? Nie chodzi o malowanie czarnego obrazu i szerzenie strachu.





Potem patrzę na twoje podejście do całej sytuacji, najpierw TE jest głupi, nie wie, gdzie stoi, następnie lecisz (dosłownie) na niego i jeszcze uważasz go za narcystycznego, że proponuje rozmowę z bankiem i prawnikiem. Niezbyt ładnie i niesprawiedliwie odbierasz ton rozmowy, szczególnie moje intencje, zwłaszcza że lubię pomagać i wyraźnie to deklaruję.

Twoje standardowe oskarżenia. Nikt nie twierdzi, że TE jest głupi.
Nie jest to narcystyczne, gdy proponujesz coś, co z pewnością jest sensowne. Narcystyczne jest chwalenie się tym, co jest oczywiste i trzymanie się tego, jakbyś właśnie przedstawił NAJGENIALNIEJSZE ROZWIĄZANIE WSZECH CZASÓW (nadużycie z mojej strony dla zrozumienia). Jeśli rzeczywiście zakładasz, że TE NIE chciał rozmawiać z bankiem - to oczywiście uważasz go za głupiego. Jeśli tego nie zakładasz, to twoje oczywiste potwierdzenie faktu nie wnosi żadnej wartości. Po co więc ta cała samochwała?





Moje podejście, szczególnie w tym wątku, gdzie nie idzie o biznes (chcę to jeszcze raz podkreślić), polega na rozsiewaniu nadziei na rozwiązania, także opartego na doświadczeniu, a twoje - przynajmniej w części - wydaje się być... krzyk o pomoc do Boga i rozsiewanie lekkiego strachu z powodu konsekwencji, które są możliwe, ale na końcu długiego, długiego łańcucha nieudolności i zaniedbań. Mi nigdy nie jest lepiej, gdy innym jest źle, również niechętnie pokazuję pogardę wobec głupoty innych, jednak myślę, że myślisz tak samo.

Opanuj się.
Na pewno nie szerzę tu paniki. Wskazuję na fakty. To ma niewiele wspólnego ze szerzeniem strachu. Po prostu realistycznie trzeba brać pod uwagę te kwestie. Celem powinno być osiągnięcie lepszego rezultatu z tego - jeśli mogę tak powiedzieć - najgorszego scenariusza. Wtedy można powiedzieć: Uważaj, to są fakty. Z mojego doświadczenia nie zdarzyło się to dotąd. Pamiętaj, że tak może się stać. Powinieneś ...

Twoje podejście nie smuci mnie, częściowo uważam je za przerażające.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
Franki84 pisze: Mam nadzieję, że mogę umieścić link do strony, która moim zdaniem jest interesująca: https://www.anwalt.de/rechtstipps/fr...ng_021523.html https://www.familienrecht-muenchen.d...eitern_der_Ehe Tam dokładnie opisany jest właśnie ten przypadek. Wspólne kredyty bankowe, Dom będący wyłączną własnością męża, rozwód. Oczywiście tam jest napisane, że w takim przypadku również trzeba mieć rozwagę. Po 6 latach rozwagi powinno to jednak być już za nami. Jestem ciekawy, co na to powie adwokat.
Może się udać. Pozostaje pytanie, czy istnieją jakieś terminy odnośnie zwolnienia. Być może poprzez postanowienie sądu została stworzona sytuacja faktyczna, która bardzo was usprawiedliwia. Na pewno interesujące.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Batman_bu To idzie dalej, zawsze negatywnie, co mnie smuci, uważasz to za przerażające, nie łapię o co chodzi, chociaż staram się pomagać i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Nie lubię tego, koniec, twoje szkło jest w połowie puste, moje w połowie pełne. Akceptuję to jednak, żyję zupełnie inaczej, to zupełnie w porządku! Poza tym, nie ma nic złego w mówieniu tego, co się potrafi, w wyrażaniu swojego zdania i w tym, że jest się zadowolonym z możliwości pomocy. Nazywam to pewnością siebie i jasną linią, ty ustanawiasz pokaz. To teraz też dobre, żyj i pozwól żyć, to działa całkiem nieźle, a w centrum zawsze stoją TE, konsument i poszukujący pomocy, a każdy daje, ile jest w stanie dać. Batman_bu, wszystko w porządku, naprawdę.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
Blablabla. gaduła o para. Gdzie do diabła był mój ostatni komentarz negatywny? Czy znasz się na terminach? Czy trzeba coś zarejestrować na czas, żeby dostać się do danej sprawy? Tak przy okazji, możesz pomyśleć o sprawie swojego moralnie nieskazitelnego żartu odwoławczego.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Nakaron
Uważam, że temat tutaj jest bardzo fascynujący i chciałbym prosić o mniej tekstu na temat tego, co i jak należy zrozumieć. Jest dość męczące czytać wszystko na krzyż, gdy ma się mało czasu. Byłem w podobnej sytuacji 2 lata temu. Krótko po zakupie domu nadeszła rozwód i pojawiły się tylko 2 rozwiązania. Albo sprzedać, co byłoby dużą stratą finansową, albo mogłem samodzielnie utrzymać Dom i wszystko byłoby zapisane na mnie. Innymi słowy, moja była żona zostałaby usunięta z księgi wieczystej oraz z umów kredytowych jako kredytobiorca. Nigdy nie żądałbym, aby moja była partnerka ponosiła dalszą odpowiedzialność za kredyt, ponieważ przyniosłoby to dla niej tylko niekorzyści. To się jednak udaje tylko, jeśli sam jest się finansowo na tyle stabilnym, że bank zgodzi się na uwolnienie kobiety jako kredytobiorcy. W przeciwnym wypadku jedynym rozwiązaniem byłaby sprzedaż. W końcu takie konsekwencje są jasnym znakiem, że w rzeczywistości nie można sobie pozwolić na posiadanie domu i wtedy mężczyzna powinien być wystarczająco uczciwy wobec samego siebie i sprzedać Dom. Zwłaszcza że jego wartość jest obecnie wyższa niż pozostały kredyt. Jestem bardzo ciekawy, jak dalej potoczą się wydarzenia tutaj. Pozdrawiam Nakaron

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Cześć Nakaron, masz rację, wydaje się, że czasem nie da się tego uniknąć. Być może jednak jesteś dobrym przykładem potwierdzającym, jak sensowne może być myślenie nie o problemach, ale o rozwiązaniach. Byłoby miło, gdybyś opowiedział, w jaki sposób radziliśmy sobie z niespodziewaną zmianą Twojej sytuacji osobistej i z sukcesem rozwiązałeś ten problem. Między klientem/konsumentem a doradcą doszło do merytorycznej, konstruktywnej i skoncentrowanej na rozwiązaniach wymiany zdań, omówiono możliwe alternatywy i ostatecznie znaleziono dobre rozwiązanie. Nie chodzi mi o to, jak wspaniały byłem ja czy jak wspaniała była ta sytuacja, ale o to, jak wygląda praktyka. Może to także sprawić, że moje wypowiedzi będą traktowane poważnie, ponieważ są one również praktykowane. Wtedy, gdy Twoja sytuacja uległa zmianie, malować diabła na ścianie na pewno nie byłby właściwym podejściem. Gdybym najpierw przytoczył negatywne konsekwencje, nie zrozumiałbym Twojej intencji. Było to raczej sensowne pokazanie pozytywnych możliwości, aby w rezultacie znaleźć rozwiązanie. Mimo że na pierwszy rzut oka wszystko mogło wyglądać chaotycznie, przerażająco i zagmatwanie, to zdecydowanie rozsądne było pozytywne podejście do nieszczęśliwej sytuacji i znalezienie spokojnej, skoncentrowanej na rozwiązaniach drogi do przejścia.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
noelmaxim pisze: Na pierwszy rzut oka wszystko mogło wydawać się niejasne, częściowo przerażające i chaotyczne, jednak z pewnością było warto pozytywnie zmierzyć się z nieszczęśliwą sytuacją, zachować zimną krew, być skoncentrowanym na poszukiwaniu rozwiązań i podążać tą drogą.
Jungchen, nadal tego nie łapiesz. Nadal nie chodzi o to, by coś krytykować lub patrzeć negatywnie, ale przedstawić status quo i od niego poszukać rozwiązań. Twoje nieostrożne słowa nadal są nieostrożne. Ale dobrze, przecież nie udzielasz porad prawnych... każdy musi sam zdecydować. Na szczęście TE wybrał poradę prawną i na pewno znajdzie rozsądne rozwiązanie.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Podstawowym problemem moim zdaniem jest właśnie bank, który nie chce rozmawiać z Panią. Pani musi czekać dwa tygodnie na spotkanie, bank nie chce wydać umowy pożyczki, zapytania telefoniczne ani e-maile nie są odpowiadane. Jednocześnie sugerowano, że podpisanie umowy jest już niedługo konieczne... kiedykolwiek to już niedługo ma nastąpić. Obawiam się, że na spotkaniu usłyszymy coś w stylu dziś jeszcze lub do jutra... zobaczymy. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle nie było kontaktu z bankiem od podpisania umowy. Dlatego nie rozumiem, co się kryje za kulisami, aby traktować swoją klientkę w ten sposób. Faktem jest, że Pani chce znaleźć konstruktywne rozwiązanie. Ale jedyna uwaga doradcy bankowego podczas rozmowy telefonicznej brzmiała: To także jest Pani kredyt, więc również ponosi Pani za niego odpowiedzialność. Padła jeszcze wzmianka w stylu Nie miesza się w spór z panem X. Jaki spór? Dlatego podejrzewam, że druga strona już wyraziła swoje opinie. Zastanawiam się teraz nad czymś innym: jako że Pani nie wie, co mąż jej podał do podpisu, poprosiła bank również o ujawnienie ewentualnych innych relacji biznesowych. Nawet listem poleconym. Jak wspomniałam: nic nie jest widoczne w Biurze Informacji Gospodarczej (Schufa), a kredyt obecnie także nie jest zaznaczony. Mam wrażenie, że również ten temat jest unikany... można jednak żądać informacji na podstawie § 34 Ustawy o Ochronie Danych Osobowych (BDSG), prawda? Ponieważ istnieje jeszcze jeden potwór o nazwie umowa oszczędnościowa na cele mieszkaniowe... Finansowanie budowlane dotyczyło tylko modernizacji/renowacji. Nieruchomość była wcześniej wolna od zadłużenia (dziedzictwo). Tym bardziej przykre, że były mąż nie jest w stanie sfinansować tego samodzielnie. W ciągu ostatnich 10 lat spłacono minimalne raty... stąd tak wysoki pozostały dług. Jeśli w ogóle, spłacano zaledwie 1%. Faktycznie tak jest: były mąż nigdy nie otrzymałby kredytu.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Młody człowieku, dalej tego nie łapiesz. Nadal nie chodzi o to, żeby coś krytykować lub patrzeć negatywnie, ale o przedstawienie aktualnego stanu rzeczy i znalezienie rozwiązań na tej podstawie. Twoje lekkomyślne wypowiedzi nadal są lekkomyślne. Ale dobrze, nie udzielasz porad prawnych... każdy musi sam zdecydować. Na szczęście TE wybrał poradę prawna i na pewno otrzyma sensowne rozwiązanie. Ach batman_bu, lekkomyślny? Przeczytaj jeszcze raz dokładnie wszystkie moje wpisy, a potem zmienisz to zdanie. To nie ma nic wspólnego z poradami prawnymi itp., to ma związek z perspektywami, jak się coś prezentuje i wyjaśnia. Jeszcze raz, nikt nie neguje konsekwencji i dobrze, że zostały one przedstawione, ale przed tym muszą zajść pewne rzeczy, które temu zapobiegają. Podczas gdy w pierwszej kolejności wspominasz ten scenariusz horroru, który w ogóle nie jest aktualny, aby następnie zaprezentować potencjalne rozwiązania, ja prezentuję na początku rozwiązania, które temu zapobiegają, co oczywiście może stanowić ostatni etap procesu oraz może być omawiane. Gdzie dalej jest twój problem, skoro adresowałem to nawet do Nakarona, który miał doświadczenie w życiu? Tak naprawdę nie różnimy się w tej kwestii, jedynie w podejściu, ale to przecież w porządku! Nie rozumiem, czego tutaj nie łapię, zwłaszcza że jasno udzieliłem pomocy związanej z prawnikiem i rozmową z bankiem, pomocy, której nawet nie musiałem udzielać, bo TE z pewnością znał sytuację, podobnie jak i konsekwencje, które od razu poruszyłeś!

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Franki84 pisze: Głównym problemem moim zdaniem jest właśnie bank, który nie rozmawia z kobietą. Na spotkanie kobieta musi czekać dwa tygodnie, umowa kredytowa nie chce zostać wydana przez bank, pytania telefoniczne lub e-mailowe pozostają bez odpowiedzi. Jednocześnie jest jasne, że podpis jest teraz już niedługo konieczny... kiedykolwiek to niedługo ma nastąpić. Obawiam się, że podczas spotkania zostanie powiedziane coś w stylu dzisiaj jeszcze lub do jutra... ale zobaczymy. Nie rozumiem całej sytuacji, ponieważ od podpisania umowy nie było żadnego kontaktu z bankiem. Dlatego nie rozumiem, co dzieje się w tle, że tak traktuje się swoją klientkę. Faktem jest, że kobieta chce konstruktywnego rozwiązania. Ale jedyny komentarz doradcy bankowego po telefonie brzmiał: To przecież też twój kredyt, więc musisz za niego ponieść odpowiedzialność. Padła jeszcze uwaga w stylu Nie miesza się w spór z panem X. Jaki spór? Dlatego podejrzewam, że druga strona już porządnie przemówiła Zastanawiam się teraz nad czymś innym: ponieważ kobieta nie wie już, co mąż jej złożył do podpisania, kobieta poprosiła również bank o ujawnienie ewentualnych innych relacji biznesowych. Nawet za pośrednictwem listu poleconego. Jak już wspomniałam: w Biurze Informacji Kredytowej nie ma nic, również kredyt aktualnie się tam nie pojawia. Mam wrażenie, że także na to pytanie unika się odpowiedzi... przecież można zażądać informacji zgodnie z § 34 ustawy o ochronie danych osobowych, prawda? Ponieważ istnieje jeszcze takie zjawisko jak umowa oszczędnościowa... Przy finansowaniu zakupu nieruchomości chodziło tylko o modernizację/remont. Obiekt był wcześniej wolny od długów (dziedzictwo). Tym bardziej jest przygnębiające, że były mąż nie jest w stanie sam tego sfinansować. W ciągu ostatnich 10 lat spłacono jednak maksymalnie minimum... stąd wysoka pozostała kwota do spłacenia kredytu. Jeśli w ogóle, spłacano go 1%. A faktycznie rzecz biorąc: były mąż nigdy nie dostałby kredytu.
Były mąż znajdzie rozwiązanie przy tej kwocie, na pewno. Albo znajdzie współkredytobiorcę, albo sprzeda Dom. Bank będzie do tego dążył, jestem pewna. To, czego nie rozumiem w tej sytuacji, to fakt, że on również spłaca kredyt i Dom będzie jego domem, jego dziedzictwem. Jak więc zamierza zemścić się na kobiecie, jeśli ponosi większe straty, wprowadzając ją do gry?? W jakiś sposób nie rozumiem tego wszystkiego, biorąc pod uwagę pierwotne warunki, były mąż tak naprawdę nie ma okazji na jakiekolwiek figle, przynajmniej nie takie, gdzie on sam nie poniósłby strat, jak już wspomniałam, zwłaszcza że i tak spłaca raty.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Nakaron
U nas było to wtedy dość dobrze zorganizowane. Temat finansowania był jeszcze dość świeży i nie było tam wiele do uregulowania. Na stole były 2 opcje: sprzedać lub zatrzymać. W związku z tym przesłałem bankowi najnowsze informacje dotyczące mojej sytuacji finansowej oraz przychodów i wydatków podczas i po rozwodzie. Obydwie banki to sprawdziły i wyraziły zgodę, więc sprawa została załatwiona. Moja była żona została zwolniona z odpowiedzialności dłużniczej, a ja stałem się jedynym właścicielem nieruchomości i kredytobiorcą. Tak właśnie powinno przebiegać rozwód. Zawsze zależy to od tego, jak rozsądnie obie strony potrafią ze sobą postępować. Jako mężczyzna wstydziłbym się, gdybym pozwolił mojej byłej żonie pozostać w finansowaniu. Jeśli sam nie umiem tego ogarnąć, to nie powinienem mieć prawa do posiadania tego domu.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
@Nakaron: Jestem dokładnie tego samego zdania. Nie do końca rozumiem to wszystko, biorąc pod uwagę, że ex-mężczyźnie w zasadzie nie wolno żadnych sztuczek, przynajmniej takich, które nie nadwerężają również jego interesów, jak już powiedziałem, zwłaszcza że i tak spłaca raty. Tutaj sytuacja jest inna. Wygląda na to, że ex-mąż nie ma zdolności kredytowej. Nowa partnerka prawdopodobnie również nie. I chyba nie ma już nikogo, kto mógłby/miałby ochotę płacić za ex. Nie wiemy, czy raty zawsze były opłacane. Nam przynajmniej nic innego nie jest znane. Nie znamy również wysokości rat i terminów spłat. Faktem jest, że istniały inne kredyty z zrzeczeniem się przez żonę wewnętrznej odpowiedzialności, których ex-mąż nie spłacił, co pociągnęło za sobą odpowiednie konsekwencje (Biuro Informacji Kredytowej, komornik) dla żony. Żona dopiero co się z tego otrząsnęła i nie ma ochoty kontynuować tego postępowania.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Franki84 pisze: @Nakaron: Zgadzam się całkowicie. Tutaj sytuacja jest po prostu inna. Były mąż najwyraźniej nie jest w stanie uzyskać kredytu. Nowa partnerka prawdopodobnie też nie. I prawdopodobnie nikt inny nie chce/potrafi teraz płacić za byłą żonę. Nie wiemy, czy raty zawsze były spłacane. Nam nie jest nic innego znane. Nie znamy też wysokości rat i terminów spłat. Faktem jest, że były inne kredyty wraz z uwolnieniem żony w ramach porozumienia wewnętrznego, które nie zostały spłacone przez byłego męża, co miało poważne konsekwencje (dla żony - wpisy do BIK, komornik). Żona dopiero co z tego wyszła i nie ma ochoty kontynuować tego cyklu.
Jeśli istnieją zaległości w spłacie rat, jego żona by o tym wiedziała! No cóż, nie osiągnie nic próbując tego, ponieważ jeśli jego żona nie będzie płacić, co najwyraźniej wcześniej również nie robiła, straciłby Dom. Jest mechanizm, który sprawi, że będzie musiał się tym zająć, inny współkredytobiorca albo sprzedać nieruchomość. Poprzez upór nie osiągnie nic, ponieważ nawet jeśli jego żona byłaby w stanie ekonomicznie spłacać raty, ale nie zrobiłaby tego także z uporu - co technicznie jest możliwe - straciłby swój Dom lub nie otrzymałby pełnej wartości nieruchomości, jakby sprzedał. W jakiś sposób nie widzę powodu ani sensu, aby były mąż nie zaproponował własnego rozwiązania. Rozmowa z bankiem i adwokatem doprowadzi was do celu.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
Ach batman_bu, lekkomyślnie? Przeczytaj dokładnie wszystkie moje posty, a następnie zrewiduj to stwierdzenie. Nie. Podczas gdy jako pierwsze wspominasz o scenariuszu horroru, który w ogóle nie występuje, aby następnie ewentualnie prezentować rozwiązania, ja prezentuję jako pierwsze rozwiązania, które mogą zapobiec temu, co naturalnie może występować na końcu łańcucha i o czym również trzeba wspomnieć. Młodzieniaszku, zareagowałem na twoje (!!!!) stwierdzenie, a nie odpowiedziałem na TE. Po prostu dlatego, że swoim stwierdzeniem lekceważysz po prostu podstawy prawne. I to jest lekkomyślne. To pozostaje lekkomyślne. I zawsze będzie lekkomyślne. Gdzie nadal jest twój problem, tym bardziej, że zwróciłem się do Nakaron, który ma z tym doświadczenie na żywo? Mnie zupełnie nie obchodzi, kto nawiązuje z tobą relacje biznesowe. Osobiście nie przywiązuję wartości do twoich doświadczeń w realnym życiu i po tym wszystkim, co tutaj czytam, lepiej tak też zostanie.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
Nakaron pisze: U nas było to wówczas dość dobrze zorganizowane. Temat finansowania był jeszcze świeży i nie było tam zbyt wiele do uporządkowania. W grę wchodziły dwie opcje. Sprzedać albo trzymać. Dlatego przekazałem bankowi aktualne informacje oraz jak wyglądała moja sytuacja z przychodami i wydatkami podczas i po rozwodzie. Obydwie banki to sprawdziły i wyraziły zgodę, więc sprawa była załatwiona. Moja była żona została zwolniona z odpowiedzialności długowej, a ja stałem się jedynym właścicielem i kredytobiorcą. Tak właśnie powinno to wyglądać w przypadku rozwodu. Zawsze jednak zależy to od tego, jak rozsądnie obie strony nadal się traktują. Jako mężczyzna wstydziłbym się, gdyby moja była żona była nadal uwikłana w finansowanie. Jeśli sam nie potrafię tego ogarnąć, to nie powinienem mieć prawa do tego domu.
To jest uporządkowana ścieżka, którą wyraźnie szybko wspólnie podjęliście. Niestety tutaj nie miało to miejsca, stąd moje pytanie o terminy oraz moje przypuszczenie, że wspomniany wyrok sądowy mógłby mimo wszystko to już uzasadniać. Nawet jeśli ekspert znowu wyczuwa czarny scenariusz: Istnieje możliwość, że istnieją terminy, które nie zostały dotrzymane. Trzeba to wyjaśnić, ale przecież po to jest adwokat.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Batman_bu, moja uwaga do Ciebie nie dotyczyła ekspertyzy, ale raczej była związana z ludzkim podejściem do tego, w jaki sposób się coś postrzega lub podejmuje. Co do samej sprawy, mamy takie samo zdanie. Nie muszę tu czegoś podejrzewać, ponieważ w tamtym czasie miałem przyjemność towarzyszyć tej sprawie i byłem zaangażowany. Czy mógłbyś pokrótce wyjaśnić, na co konkretnie się odnosisz mówiąc o terminach?

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
Oczywiście, jeśli odpowiesz na moje pytania dotyczące klauzul dotyczących Wohnriester w innym temacie.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Batman_BU pisze: jasne, jeśli odpowiesz na moje pytania dotyczące klauzul dotyczących mieszkania Riester, w innym temacie.
O co chodziło?

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez HannoMack
noelmaxim pisze: O co chodziło jeszcze raz?
Czytanie rozwija.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
HannoMack, czy naprawdę sądzisz, że będę czytać wszystkie inne wątki jeszcze raz, żeby znaleźć, o jakie pytanie chodziło batman_bu? Myślę, że nie wszystko się ułoży

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Mała aktualizacja: Po zarejestrowaniu przesyłki w banku z prośbą o dostarczenie wszystkich dokumentów finansowych, został otrzymany telefon. Osoba dzwoniąca staje się bardziej rozmowna. Być może bank zdaje sobie sprawę, że pani korzysta właśnie z pomocy prawnej - nawet jeśli nie jest to wprost napisane w liście. Wygląda na to, że do tej pory nie spłacono żadnego długu, a opłacano jedynie odsetki oraz systematycznie wpłacano na konto oszczędnościowe (które jest również na obu byłych małżonków). Konieczne będzie kontynuowanie wpłat na konto oszczędnościowe przez kilka kolejnych lat, ponieważ ostateczna suma nie została jeszcze uzbierana. Z tego ducha pojawi się więc konkretna forma. Dlatego nie ma jeszcze planu spłaty. To oznacza prawdopodobnie, że mówimy tu o pożyczce z góry związaną z rachunkiem oszczędnościowym... może. Ponieważ: na piśmie nie otrzymaliśmy jeszcze niczego. Bankowi wydaje się też, że nie są w stanie dotrzymać 14-dniowego terminu na dostarczenie dokumentów... niewiarygodne. Nawet podczas naszej wizyty w banku w przyszłym tygodniu nie otrzymamy niczego innego niż nowe dokumenty, które pani ma podpisać (nie mając pojęcia o starych...) ale nie będzie. Mimo wszystko, informacje te będą przydatne podczas naszej rozmowy z adwokatem w tym tygodniu. Każda informacja się liczy.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Wizyta u prawnika była świetna, potwierdziła wiele rzeczy, o których już tutaj pisano dotyczących środków egzekucyjnych i [url]kredytu[/url] dla gospodyń domowych.

Wizyta w banku też była pouczająca. Były partner jest w kropce. Z mojego punktu widzenia finansowanie jest na dnie - pytanie nie brzmi, czy pęknie, ale kiedy. Przewiduję, że najdalej za 2 lata to się skończy. Głównym problemem jest [url]zdolność kredytowa[/url] byłego partnera - i to sam sobie zaszkodził.

Kobieta nie musi już bać się komornika... bank nie zajmuje wynagrodzeń ani nie wysyła komornika - spodziewane przychody nie pokrywają tych kosztów. Mają przecież hipotekę i [url]Dom[/url] w zanadrzu. To uspokaja.

Będziemy teraz kontynuować konsultacje z prawnikiem.

Ponieważ cała sprawa może być przedmiotem postępowania, na razie nie chcę ujawniać dalszych szczegółów. Chętnie się nimi podzielę, gdy cała sprawa będzie za nami.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Nakaron
Cieszę się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Miałem nadzieję, że tak się stanie. Nie mogę się doczekać, co ostatecznie powiesz. Życzę Wam dalszych sukcesów.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Wczoraj wreszcie odezwał się bank. Znaleźli dokumenty dotyczące pożyczki. W końcu po ponad 3 tygodniach, ale cóż. Kosztuje to teraz 30 [url]euro[/url], a następnie wszystko zostanie nam wysłane.

Następnie wracamy do prawnika.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Nakaron
Dalej powodzenia. Będzie emocjonująco.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Wszystko jest dość przygnębiające...

Co się stało?

Bank zgłosił w Schufa [url]kredyt[/url] dla Pani powyżej 100 000 [url]euro[/url]. Odbyły się rozmowy z byłym mężem, których treść nam nie jest znana. Następnie odbyła się rozmowa z Panią.

Były mąż nadal nie jest zdolny kredytowo, podobnie jak otoczenie byłego męża.

Pani nie musi (i nie będzie) niczego podpisywać, ale [url]kredyt[/url] będzie utrzymywany przez bank do spłaty jako zmienna [url]pożyczka[/url]. I to przez co najmniej kolejne 17 lat. Bank jednoznacznie wyjaśnił Pani, że nie chce egzekwować hipoteki (=domu), aby były mąż nie stracił swojego domu.


Oznacza to dla Pani kolejne 17 lat niepewności. Jeśli były mąż nie zapłaci, a bank zwróci się do Pani, Pani może złożyć wniosek o upadłość osobistą, aby zakończyć ten koszmar. Dopóki jednak były mąż płaci, [url]kredyt[/url] pozostaje w mocy.

Nawet jeśli ma długi, Pani nie może teraz ogłosić upadłości - ponieważ - dopóki były mąż płaci - sam nie jest niewypłacalny.

Ponieważ były mąż nie ma pieniędzy, wartość domu systematycznie spada. Nikt nie wie, czy za 10 lat będzie jeszcze coś warty.

Tak szybko można podpisać umowę na 30 lat i zrujnować sobie życie przez [url]kredyt[/url], którego sama nigdy nie skorzystała.

Adwokat nie widzi szans na wyjście z tej sytuacji. To, że nie miała żadnych dochodów wtedy, gdy podpisała umowę, nie ma teraz znaczenia. Ponieważ teraz ma stałe dochody. Musiałaby więc rzucić pracę, aby móc wnosić sprawę sądową.

Ludzie: nigdy nie podpisujcie [url]kredytu[/url] za kogoś innego. Z tego nie da się już wyjść. Gdyby Pani zadłużyła się nawet na ponad 300 000 [url]euro[/url] - nie byłoby problemu dzięki prywatnej upadłości. Ale w tym przypadku nie jest to możliwe.

Można by pomyśleć teraz: dopóki były mąż płaci, wszystko jest w porządku. Nie - nie jest. Ten wysoki [url]kredyt[/url] bez zabezpieczenia powoduje nadmierną zadłużenie u Pani... ma duże problemy z wzięciem [url]kredytu[/url] na siebie. Nie mówiąc już o posiadaniu własności. Nawet jeśli uda jej się dostać [url]kredyt[/url] - zazwyczaj będzie to pod znacznie wyższym oprocentowaniem.
Dodatkowo perspektywa konieczności składania wniosków o upadłość osobistą w ciągu następnych 20 lat jest mieczem Damoklesa, który skutecznie utrudnia sen.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Nakaron
O nie, to wszystko brzmi naprawdę bardzo przygnębiająco. Można się mylić w ludziach, których kiedyś może się kochało, a oni wykorzystują sytuację. Mogę tylko mówić o szczęściu, że u mnie sprawa potoczyła się inaczej.

Słyszy się wiele podobnych scenariuszy, gdzie na przykład kobieta decyduje się nigdy więcej nie pracować, aby utrzymać się z alimentów od swojego byłego męża. Po prostu smutne takie postępowanie. Oczywiście dotyczy to obu stron, zarówno mężczyzny, jak i kobiety.

Dziękuję za opinię.

Pozdrowienia
Nakaron

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Hilfe

Wszystko dość zniechęcające...

Co się stało?

Bank wpisał w Schufa [url]kredyt[/url] dla Pani powyżej 100.000 [url]euro[/url]. Odbyły się rozmowy z byłym mężem, których treść nam nie jest znana. Następnie odbyła się rozmowa z Panią.

Były mąż nadal nie jest godny kredytowej, podobnie jak otoczenie byłego męża.

Pani nie musi (i nie będzie) niczego podpisywać, ale [url]kredyt[/url] zostanie utrzymany przez bank do spłaty jako zmienna [url]pożyczka[/url]. I to co najmniej na kolejne 17 lat. Bank jednoznacznie wyraził Pani, że nie chce realizować zastawu (=[url]Dom[/url]), aby były mąż nie stracił swojego domu.


Oznacza to dla Pani kolejne 17 lat niepewności. Jeśli były mąż nie zapłaci raz, a bank zwróci się do Pani, Pani może złożyć wniosek o upadłość osobistą, aby zakończyć ten koszmar. Dopóki jednak były mąż płaci, [url]kredyt[/url] pozostaje w mocy.

Pani nawet w przypadku nadmiernego zadłużenia nie może teraz złożyć wniosku o upadłość - ponieważ dopóki były mąż płaci, nie jest ona płatnikiem niewypłacalności.

Ponieważ eks małżonek nie ma pieniędzy, [url]Dom[/url] stopniowo ulega deprecjacji. Nikt nie wie, czy za 10 lat będzie cokolwiek wart.

Tak szybko można zepsuć sobie życie na 30 lat jednym podpisem pod kredytem, z którego nigdy się nie skorzystało.

Adwokat nie widzi szans na wyjście z tej sytuacji. Fakt, że wtedy, przy podpisywaniu, nie miała dochodu, nie ma już dzisiaj znaczenia. Ponieważ obecnie ma ona regularny dochód. Musiałaby więc rzucić pracę, aby móc walczyć w sądzie.

Ludzie: nigdy nie podpisujcie [url]kredytu[/url] za kogoś innego. Nie będziecie mogli się z tego wyplątać. Gdyby Pani sama zadłużyła się powyżej 300.000 [url]euro[/url] - nie byłoby problemu dzięki upadłości osobistej. Jednak w tym przypadku nie jest to realna droga.

Można by pomyśleć: dopóki były mąż płaci, wszystko jest w porządku. Nie, nie jest. Ten wysoki [url]kredyt[/url] bez zabezpieczeń sprawia, że Pani wpada w nadmierną zadłużenie... ma duże problemy z wzięciem [url]kredytu[/url] na siebie. A nawet jeśli dostanie [url]kredyt[/url] - to zazwyczaj tylko z dużo wyższymi odsetkami.
Ponadto perspektywa konieczności złożenia wniosku o upadłość osobistą w ciągu kolejnych 20 lat to miecz Damoklesa, który skutecznie uniemożliwia spokojny sen.

to powinien przeczytać pan Buhmann. Osoba, która zawsze nie widzi problemu, gdy tato, mama itp. chcą dawać poręczenie.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Drogi Nakaronie,

Nie do końca rozumiem Twojej wypowiedzi, ponieważ co dokładnie by Ex-mąż miał z niej mieć? Tak jak ja to rozumiem, on płaci raty, a także nikt nie próbuje niczego od byłej żony uzyskać, ani jej za coś obciążyć. Kto tutaj komu co zrobił i co mielibyśmy zrobić? Sprzedać [url]Dom[/url], mimo że jesteśmy w stanie go spłacać, co Ex-mąż wydaje się robić?

Z mojego punktu widzenia wiele rzeczy tutaj nie pasuje:

To oznacza dla kobiety kolejne 17 lat drżenia. Jeśli Ex-mąż raz nie zapłaci i bank zwróci się do kobiety, może ona ogłosić upadłość osobistą, aby temu zapobiec. Dopóki jednak Ex-mąż płaci, [url]kredyt[/url] zostaje uregulowany.

Po pierwsze, sytuacja, w której Ex-mąż nie płaci, nigdy nie nastąpi! Po drugie, jeśli bank już działa lojalnie i partnersko, pozwalając dłużnikowi z niskimi lub zerowymi dochodami zachować swój [url]Dom[/url], dlaczego zatem ten bank miałby natychmiast obciążyć współkredytobiorcę i doprowadzić go do ruiny? Dlaczego? Istnieje wartość gwarancyjna, która ma być zrealizowana, zanim współkredytobiorca poniósłby szkodę.

Ona nawet nie może ogłosić upadłości pomimo zadłużenia, ponieważ - dopóki Ex płaci - nie jest ona sama niewypłacalna.

Dlaczego miałaby ogłaszać upadłość osobistą, skoro nie jest niewypłacalna, ani gdzie miałaby się teraz znajdować, skoro [url]kredyt[/url] jest regularnie spłacany?

Można sobie szybko popsuć życie podpisując na 30 lat [url]kredyt[/url], z którego nigdy się nie korzystało. Sądzę, że bardziej psuje tutaj postawa wobec całej sytuacji, przynajmniej bardziej niż podpisana kiedyś umowa, gdy było to akceptowalne i nie była do tego zmuszana. Co takiego jest zepsute?

Adwokat nie widzi szans na ustąpienie od tej sprawy. To, że nie miała ona dochodu podczas podpisywania umowy, teraz nie ma znaczenia. Ponieważ obecnie ma ona regularne dochody. Musiałaby więc rzucić swoją pracę, aby mieć podstawy do pozwania.

Przepraszam, ale to nonsens. Jeżeli w ogóle ma znaczenie [url]kredyt[/url] dla niepracującej żony, to jeśli nie ma żadnego podstawy prawnej, to prawdopodobnie nie istnieje, być może dlatego, że zasadniczo nie był to wtedy [url]kredyt[/url] dla niepracującej żony. To, że obecnie ma dochody, nie ma decydującego znaczenia, nawet gdyby ich nie miała, nie byłaby zwolniona z odpowiedzialności za długi, ponieważ jej dochód nie jest zasadniczo brany pod uwagę, ani nie pozostaje wątpliwość, skąd bank w ogóle ma jej obecne dochody.

Otrzyma ona rację, ponieważ w przeszłości nie powinna otrzymać zezwolenia na [url]kredyt[/url], a nie dlatego, że obecnie nic nie zarabia i/lub nie może spłacać [url]kredytu[/url]. Punktem wyjścia jest początek, a nie obecne okoliczności.

Można by przypuszczać: dopóki Ex-mąż płaci, wszystko jest w porządku. Nie - tak nie jest. Ten wysoki [url]kredyt[/url] bez zabezpieczeń prowadzi do zadłużenia... sprawia, że kobieta ma duże problemy z zaciągnięciem [url]kredytu[/url] dla siebie. A nawet jeśli zdobędzie [url]kredyt[/url], to zwykle z dużo wyższymi oprocentowaniem.

Tu jest ziarno prawdy, [url]kredyt[/url] może obciążyć jej domowe wydatki, ale niekoniecznie musi.

Ponadto perspektywa konieczności ogłoszenia upadłości osobistej w ciągu kolejnych 20 lat jest mieczem Damoklesa, który naprawdę nie pozwala spać spokojnie.

Nie widzę takiej sytuacji ze względu na współkredytobiorstwo, gdyż na rzecz banku stoi [url]Dom[/url], a bank wie, kto z niego korzysta, komu powierzył swoje zaufanie i kto jest jego partnerem do kontaktu. Należy klarownie wyjaśnić partnerce te powiązania, aby lęk ten nie miażdżył jej życia.

Chciałbym wyraźnie podkreślić, że sytuacja jest trudna, a zawsze należy dobrze zastanowić się nad podpisaniem umowy, ale tutaj nie chodzi tylko o [url]kredyt[/url], lecz również o [url]Dom[/url]/wartość (nawet jeśli nie ma w nim udziału, ale zobowiązanie kredytowe i tym samym współkredytobiorstwo są związane z deklaracją celu!!!), z mojego punktu widzenia bank musi dbać o zachowanie wartości i dać się przekonać do rozmowy, a także istnieje początkowy punkt, który w przeszłości różnił się od tego, który się dziś prezentuje, bądź jak można to odczytać.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13

to powinien przeczytać pan Buhmann. Ten, który zawsze nie widzi problemu, gdy ojciec, matka itp. chcą ponosić wspólną odpowiedzialność

Przeczytałem to i także napisałem wiele na ten temat

Ale czy powinno się i trzeba tego robić, o tym nigdy nie było mowy u mnie!!

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Nakaron

Drogi Nakaronie,

nie do końca rozumiem Twego wywodu, bo w jaki sposób można skorzystać na byłym mężu? Tak jak ja to rozumiem, to on płaci raty, nikt nie chce niczego od byłej żony, ani nie wystawia jej rachunków.

Kto tu komu zrobił krzywdę i co byśmy zrobili? Sprzedać [url]Dom[/url], mimo że możemy go opłacić, co były mąż wyraźnie robi?

Uwaga, nie jestem autorem wątku. Jeśli dla banku jest jasne, że dopóki były mąż płaci, wszystko jest w porządku, a gdy przestanie płacić, [url]Dom[/url] zostanie zlicytowany i nigdy, przenigdy nie obciąży to byłej żony, to nie mam z tym problemu. Z kolei pojawia się pytanie, dlaczego była żona nie jest zwolniona z [url]kredytu[/url], skoro i tak nie ma przynieść żadnej korzyści. Przepraszam, ale to byłby najczystszy sposób i wprowadziłby jasne relacje. Ponieważ tak nie jest, można tutaj już mówić o wykorzystywaniu sytuacji.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
?? To są prawa, obowiązujące przepisy i umowy, nie widzę tu żadnego nadużycia, a OP lub dotknięta strona mają adwokata!

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Małżeństwo było młode przez 2 lata, gdy [url]doradca bankowy[/url] i były mąż namówili razem kobietę do podpisania [url]kredytu[/url] jako formalności. Bez zagwarantowania jakiejkolwiek zabezpieczenia kobiecie. A długi wynikały ze zobowiązań byłego męża sprzed małżeństwa, które miały zostać skonsolidowane, aby były mąż nie stracił wówczas swojego domu.

Kobieta właśnie urodziła dziecko i była na urlopie rodzicielskim bez żadnych dochodów, i z obawy przed pobytem na ulicy, zgodziła się na podpisanie. Ponieważ wszystko było zupełnie normalne i nie ryzykowne. (Oczywiście te deklaracje były wyłącznie ustne).

Dwa lata później była mąż wyrzucił kobietę, a jego nowa dziewczyna się wprowadziła. [url]kredyt[/url] miał nadal obowiązywać przez kolejne 8 lat - tak było napisane w umowie. Jednak kobiecie NIE było jasne, że po upływie 10-letniego terminu [url]kredyt[/url] może być kontynuowany bez ograniczeń (jeśli [url]pożyczka[/url] nie zostanie spłacona). Nie wiedziała również, że były mąż zepsuł swoją własną historię kredytową przez niepłacenie nawet drobnych kwot. Ponadto była żona nie miała pojęcia, że nie ma zrealizowanej umowy dotyczącej spłaty [url]kredytu[/url], a były mąż nie ma już zbytniego zapału do pracy.

Ale tak - wszystko zgodnie z prawem. I mimo to do złamania nóg.

Po pierwsze, nawet jednokrotne niezapłacenie nie skutkuje niczym! Po drugie, jeśli bank już działa lojalnie i partnersko, pozwalając dłużnikowi z niskimi lub brakiem dochodów zachować swój [url]Dom[/url], dlaczego więc ten bank natychmiast obciąża współpożyczkobiorcę i popycha go na skraj ruin? Dlaczego? Istnieje wartość przeciwna i należy przypuszczać, że zostanie ona zrealizowana, zanim współpożyczkobiorca poniesie szkodę.

Nie jest jasne, jak długo ta wartość będzie istniała. Niedawno przypadkiem dostałem zdjęcia, na których widać, że w kuchni zaszalano ścianę, będącą prowizoryczną naprawą rury. Brak pieniędzy na właściwe naprawy. [url]Dom[/url] popada w ruinę.

Jeśli bank zlicytuje [url]Dom[/url] za 20 lat, nie jest pewne, czy wartość domu będzie w stanie spłacić [url]kredyt[/url]. Dziś tak by było.

Przepraszam, ale to nonsens. Jeśli w ogóle [url]kredyt[/url] dla gospodyń domowych odgrywa rolę, a jeśli nie ma podstaw prawnych, to jest to pewnie dlatego, ponieważ [url]kredyt[/url] nie był wtedy związany z gospodarstwem domowym. To, że dziś ma dochód, nie odgrywa kluczowej roli, nawet gdyby go nie miała, nie uwolniłoby to jej od długu, ponieważ jej dochód, skoro nie musi podpisywać niczego nowego, nie jest trwale brany pod uwagę, a należy także zapytać, skąd bank ma wiedzę o jej dzisiejszych dochodach.

Niestety adwokat mówi coś innego. Ale nawet adwokat może się mylić. Problem polega na tym, że koszty procesu powyżej 100 000 [url]euro[/url] są naprawdę wysokie. Możesz szybko dojść do pięciocyfrowej kwoty. To trzeba mieć dostępne.

To prawda, [url]kredyt[/url] może obciążać jej miesięczne wydatki, ale nie musi koniecznie.

W 2016 roku kobieta potrzebowała pieniędzy. Ze względu na wpis w rejestrze dłużników z powodu byłego męża, większość banków nie chciała udzielić [url]kredytu[/url]. Znaleziono jednak bank, który udzielił [url]kredytu[/url] nie w wysokości rynkowej 4% (wiem to przypadkowo, ponieważ wtedy także zaciągnąłem niewielki [url]kredyt[/url]), ale 14%. Oprocentowanie zależne od zdolności kredytowej. Dodatkowe obciążenie odsetkami (10% ponad ogólny poziom) wyniosło niemal 5000 [url]euro[/url] tylko w ciągu 24 miesięcy. Czyli 5000 [url]euro[/url] DODATKOWYCH ODSETEK do regularnych odsetek i spłaty kapitału.

W 2018 roku udało się na szczęście przekształcić ten [url]kredyt[/url] na 3%, ponieważ dziwnym trafem [url]kredyt[/url] nie był już widoczny w rejestrze dłużników.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Znowu ta głupia i irytująca sprawa, tylko ludzie, którzy są małżeństwem od 2 lat i mają dziecko, nie powinni mieć doświadczenia z takiego głupiego rozwoju sytuacji.

Warto również zastanowić się, dlaczego decydujemy się na wspólne zaciągnięcie [url]kredytu[/url] bez zabezpieczenia. Tutaj możemy zacząć, ponieważ w mojej rekomendacji nigdy nie zezwalalibyśmy na coś takiego, a oczywiście zawsze zalecałbym unikanie takich sytuacji.

Istnieją rozwiązania, a już dawno temu zabezpieczyłem się przed ryzykiem kosztów procesowych poprzez polisę ochrony prawnej.

To, co jednak najbardziej mnie dziwi i irytuje, to fakt, że mówili państwo o kredycie z terminem spłaty w całości, a nawet o zmiennej stopie procentowej, czyli albo o zmienionym kredycie albo o kredycie terminowym. Tutaj zastanawiam się, jak można uzasadnić, że w obu konstrukcjach współzaciągujący nadal ma zobowiązanie, bez ponownego podpisu? [url]kredyt[/url] terminowy wygasa po zakończeniu okresu zabezpieczenia odsetek, a [url]kredyt[/url] zmienny został prawdopodobnie narysowany na nowo, jeśli nie było to początkowo. Dodatkowo, w starych umowach znajduje się niemal wszystkie usterki formalne czy błędne pouczenia o prawie do odstąpienia od umowy, zastanawia mnie więc, dlaczego adwokat nie proponuje żadnego rozwiązania, choćby zalecenia wykupienia polisy ochrony prawnej i oczekiwania przez pewien czas, aby w razie potrzeby skorzystać z pomocy ubezpieczenia.

Irytujące wszystko, ale w jakiś sposób także dziwne!!

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
[url]ubezpieczenie[/url] ochrony prawnej zostało ponownie zawarte miesiąc przed pierwszym żądaniem byłego męża w celu ustanowienia nowej składki odsetkowej, nie mając pojęcia, co nas czeka. Ale oczywiście istnieje okres oczekiwania. Trzeba to sprawdzić, czy i od kiedy wchodzi w życie.

Według umowy [url]kredyt[/url] był „kredytem ostatecznym” na 10 lat. Te 10 lat już minęło. Bank poinformował, że od teraz naliczana jest zmienna stopa procentowa w wysokości „2,xx” procenta, do momentu spłaty [url]kredytu[/url].

Adwokat mówi, że bank ma „wybór”, czy nałożyć spłatę [url]kredytu[/url], czy „łaskawie” zastosować zmienną stopę procentową na otwartą kwotę do ewentualnej spłaty. Właściwie jest to korzystne dla dłużników, ponieważ nie muszą od razu licytować. Właściwie.

Spłata [url]kredytu[/url] odbywa się poprzez umowę oszczędnościową wątpliwego działu, do której wpłacono prawie 1/6 kwoty [url]kredytu[/url] (w ciągu ostatnich 10 lat). Jeśli spłata nie zostanie zwiększona, zajmie to jeszcze 50 lat, zanim umowa oszczędnościowa zostanie zapełniona w 100%.

Planowano, że gdy oszczędności staną się równowartością 50%, wówczas [url]kredyt[/url] wstępny zostanie spłacony za pomocą umowy oszczędnościowej (saldo + [url]kredyt[/url] oszczędnościowy). Na dzień dzisiejszy były mąż nie otrzymuje jednak [url]kredytu[/url] oszczędnościowego. Podział umowy oszczędnościowej również nie wchodzi w rachubę, ponieważ były mąż jest niewiarygodny w kwestiach kredytowych.

Brak mi wyobraźni, dlaczego bank nadal reprezentuje interesy byłego męża - ale tak jest, jak jest.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84

Warto również zastanowić się, dlaczego decyduje się wejść na partnerską umowę pożyczkową bez zabezpieczenia. Możemy zacząć od tego, że ja nie zaleciłbym takiego rozwiązania, a oczywiście zawsze zwracam uwagę, aby unikać takich sytuacji.

Absolutnie. Wtedy nieruchomość miała wartość około 150.000 [url]euro[/url]. Żona musiałaby wpisać się jako współwłaścicielka do księgi wieczystej w przypadku [url]kredytu[/url] przekraczającego 100.000 [url]euro[/url]. Wtedy sprawa byłaby jasna. Rozwód -> nowe finansowanie przez byłego męża albo licytacja podziałowa -> czyste rozstanie.

Nie chcę teraz krytykować modelu finansowego. Ale bez zabezpieczeń nie ma podpisu, niezależnie czy jest to kredytobiorca czy poręczyciel.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Wszystko bardzo, bardzo dziwne i nieuczciwe, niepraktykowane na rynku. W przypadku [url]kredytu[/url] ratalnego umowa kończy się z końcem okresu ustalania stopy procentowej, z którego twoja żona może zgodnie z § 489 BGB wypowiedzieć umowę po 10 latach, dlaczego tego nie robi, dlaczego nie jest w stanie spłacić długu i dlaczego nadal pozostaje współkredytobiorcą nowej umowy??

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez finanzierung
Znowu, jedną głupią i irytującą kwestią powinno być dla ludzi, którzy są małżeństwem od 2 lat i mają dziecko, odradzać wspólne zaciąganie [url]kredytu[/url]. Ale przynajmniej jeśli ma to się odbyć bez zabezpieczenia dla partnera... Chciałbym nawet głupio pomyśleć o tym, że zamiast płacić żonie, mogę teraz wziąć kolejny [url]kredyt[/url] ratalny w banku, poczekać jeszcze kilka miesięcy (na przyjemny weekend) i potem przestać spłacać, by ogłosić upadłość...

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84


Wszystko bardzo, bardzo dziwne i tak w ogóle nieuczne ani praktykowane na rynku. W przypadku [url]kredytu[/url] z terminem spłaty kapitału na końcu, umowa kończy się po zakończeniu okresu wiążącego stopę procentową, zgodnie z którym po upływie 10 lat od zgodnie z §490 BGB twoja żona mogłaby rozwiązać umowę, dlaczego tego nie robi, skoro nie może spłacić długu, i dlaczego pozostaje współkredytobiorcą nowej umowy??



Według banku i prawnika nie jest to nowa umowa. Stara trwa dalej. Tylko termin płatności odsetek się skończył (co w sumie nie jest niczym złym... termin płatności odsetek wynosił 4,98%. Nowy zmienny procent wynosi nieco mniej, około 3%).


Jeśli anuluje ona [url]kredyt[/url], musi spłacić zaległą kwotę. Bez spłaty [url]kredytu[/url] nie ma anulowania.


Informacje na ten temat można znaleźć tutaj: https://www.brennecke-rechtsanwaelte...nsnehmer_79120


Inaczej mówiąc: Ta opcja nie jest dostępna. Pani nie może anulować [url]kredytu[/url], nie wpłacając 100 000 [url]euro[/url].

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Warunki §490 niestety nie są również spełnione.

Paragraf 1: Nie możemy udowodnić, czy zachodzi istotne pogorszenie się zabezpieczenia udzielonego w ramach [url]kredytu[/url]. Brak dostępu do domu.

Paragraf 2: Takie zainteresowanie istnieje zwłaszcza, gdy kredytobiorca ma potrzebę innej wartości danego zabezpieczenia kredytowego. Pani nie ma dostępu do domu i tym samym nie ma praw do wykorzystania zabezpieczenia.

Obecne przepisy chronią tylko byłego męża i bank.

Edycja: Instrukcja o odstąpieniu jest błędna. Ale niestety przedawniona, więc nie ma już możliwości roszczenia. Gorzko gorzko. Pani nie podążyła za tym tropem, ponieważ zakładała, że [url]kredyt[/url] wygasa po 10 latach.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Hanomag

Jeśli w ogóle istnieje [url]kredyt[/url] dla gospodyń domowych, to odgrywa rolę, jeśli jurysdykcja nie daje w tym przypadku żadnych podstaw, to prawdopodobnie dlatego, być może również dlatego, że wówczas być może nie był to [url]kredyt[/url] dla gospodyń domowych. To, że ma dziś dochód, nie odgrywa decydującej roli, nawet gdyby go nie miała, nie zostałaby ona zwolniona ze zobowiązań, ponieważ jej dochód - ponieważ nie musi podpisywać nic nowego - w rzeczywistości nie podlega ocenie, i pozostaje też pytanie, skąd bank w ogóle ma jej dzisiejsze dochody.

W około tej samej porze wydano sądowe orzeczenie, że poręczenie jest niegodziwe, jeśli poręczyciel nic nie zarabia. W rezultacie (na szczęście moja żona również to doświadczyła) poręczyciela uczyniono współkredytobiorcą, ponieważ był on również współwłaścicielem. Ponieważ w tym konkretnym przypadku to nie ma zastosowania, moim zdaniem taka współkredytobiorczość jest co najmniej tak samo niegodziwa jak poręczenie. Być może jeszcze nie wydano orzeczenia w takim przypadku, ale dobry prawnik na pewno może się wypowiedzieć na ten temat.


Ona ma rację, ponieważ [url]kredyt[/url] wtedy nie powinien był zostać zatwierdzony, a nie dlatego, że dziś nic nie zarabia i/lub nie jest w stanie spłacać [url]kredytu[/url]. Podejście należy przyjąć od początku, a nie w oparciu o obecne okoliczności.

Ale musi jednak zgodzić się na przedłużenie warunków. Co jeśli tego nie zrobi?

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13

W tym czasie wydano wyrok, że poręczenie jest niegodziwe, jeśli poręczyciel nic nie zarabia. W rezultacie (na szczęście moja żona również miała okazję doświadczyć) poręczyciela uczyniono współkredytobiorcą, ponieważ był także współwłaścicielem. Ponieważ w tym konkretnym przypadku to nie ma zastosowania, moim zdaniem taka współkredytobiorczość jest przynajmniej tak samo niegodziwa jak poręczenie. Możliwe, że nie wydano jeszcze wyroku w takiej sprawie, ale dobry prawnik na pewno będzie mógł się w tej sprawie wypowiedzieć.

Ale ona musi zgodzić się na przedłużenie warunków. Co jeśli tego nie zrobi?

To właśnie to, na co zwracam uwagę, tutaj coś nie gra, oczywiście [url]kredyty[/url] dla gospodyń domowych zostały już ostatecznie rozstrzygnięte przez sąd najwyższy.

Poręczenia w tej formie już nie istnieją, to fakt, są traktowane jak współkredytobiorczość.

Gdy wygasa [url]kredyt[/url] jednorazowy, nowa współkredytobiorczość nie jest automatycznie ważna.

W tej kwestii nie jest dobrze doradzany przez prawnika, coś po prostu nie gra.

Poprawiłem paragraf, gdyż przez pomyłkę napisałem 490 zamiast 489.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Hanomag

Gwarancje w tej formie już nie istnieją, faktem jest, że traktowane są podobnie jak współpożyczkodawstwo.

Raczej są zastępowane przez to.






Cytat autorstwa noelmaxim

Gdy zakończy się termin [url]kredytu[/url] z kapitałem jednorazowym, nowa umowa współpożyczkodawstwa nie staje się automatycznie ważna.


Jest to właściwe logiczne, ale w tym przypadku kończy się jedynie okres zabezpieczenia.

Pytanie do eksperta finansowego: Co jeśli współpożyczkodawczyni nie podpisze umowy prolongacyjnej?

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
W przypadku [url]kredytu[/url] ostatecznego [url]kredyt[/url] staje się wymagalny po zakończeniu okresu obowiązywania odsetek, nie ma tu żadnego automatycznego przedłużenia, tak jak w kredycie ratalnym z bezpośrednią spłatą.

Kwota pożyczki, która jest równa pierwotnej kwocie, musi zostać spłacona, jeśli tego nie zrobić, będzie trzeba lub zostanie zawarta nowa umowa kredytowa, na co również trzeba złożyć podpisy! Oczywiście podpis nie jest obowiązkowy, a jeśli dług nie zostanie spłacony w określonym czasie, dochodzi do prawa do zbycia zabezpieczenia!

Po zakończeniu [url]kredytu[/url] ostatecznego nie dzieje się nic automatycznie!!

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
To także sądziłem, ale bank i prawnik mnie inaczej pouczyli.

Sprawdzę, czy mogę tutaj opublikować umowę pożyczki zanonimizowaną, jeśli jest to interesujące.

Faktem jest: NIC nie zostało podpisane, a w dniu wymagalności bank po prostu poinformował, że od teraz obowiązuje zmienna stopa procentowa.

Nie wykluczam, że jest to niezgodne z prawem. Ale prawnik stwierdził, że nic nie można zrobić (oprócz spłaty).

Błędne założenie polegało na tym, że bank musi wyegzekwować hipotekę. Jak się okazuje, nie musi i ma pełną swobodę w ruinowaniu kredytobiorcy w inny sposób.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
To, co nas szczególnie dziwi: podczas pierwszego spotkania z bankiem powiedziano: jeśli kobieta nie podpisze, były mąż będzie zmuszony sprzedać [url]Dom[/url].

Następnie odbywały się spotkania między byłym mężem a bankiem.

A następnie zostały podjęte surowe środki wobec kobiety: nowy wpis w Rejestrze Dłużników do 2023 roku, brak sprzedaży domu i oświadczenie, że [url]kredyt[/url] będzie utrzymywany do spłaty.

Bank powiedział podczas pierwszej rozmowy, że nie stosuje zajęć wynagrodzenia - ale po tym, jak żadne inne obietnice z pierwszej rozmowy NIE zostały spełnione, coraz trudniej w to uwierzyć.

Jeśli były mąż będzie kontynuował tak jak dotychczas, potrwa to jeszcze 40 lat. Przez cały ten czas zaliczka biegnie w całkowitej kwocie [url]kredytu[/url], podczas gdy umowa oszczędnościowa stopniowo gromadzi fundusze. To jest finansowe szaleństwo, ponieważ na umowie oszczędnościowej przypada tylko 1% odsetek, ale obecnie pobierane są prawie 3% odsetki od zaliczki.

Pierwotny plan, polegający na skorzystaniu z [url]kredytu[/url] budowlanego po oszczędzeniu 50%, spełznie na niczym, ponieważ byłby to nowy [url]kredyt[/url], którego były mąż nie dostanie, a kobieta nie podpisze go.

Albo byłemu mężowi to obojętne - według zasady: za 30 lat będę martwy, wtedy to dla mnie bez różnicy, co z nieruchomością, albo zastawia jeszcze coś innego. Dlaczego bank bierze w tym udział, nie wiem... ale jak już wspomniałam: wydaje się, że się znają.

Zastanawiam się właśnie, czy sprawa nie mogłaby zostać przedstawiona do badania jakiejś instytucji. Być może zostanie to obiektywnie sprawdzone, czy nie ma tam umowy, która działa na korzyść byłego męża.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Och, jeśli ktoś się zastanawia, dlaczego raz piszę, że mam 17 lat, a innym razem, że mam 40 lat.

ORYGINALNIE konstrukcja finansowania zakładała okres 27 lat (minęło już 10, więc muszę poprawić moje oświadczenie z pierwszego posta: umowa została podpisana w 2008 roku).

ALE

Zakłada się, że będzie wpłacana znacznie wyższa spłata (rata budowlana) niż minimalna wpłata do umowy kredytowej w ramach umowy budowlanej. Jednak nigdy się to nie wydarzyło: w ciągu ostatnich 10 lat zawsze wpłacano tylko minimum. I nie ma oczekiwań, że to się zmieni. Przynajmniej wtedy, gdy stara ogrzewanie ulegnie awarii lub nastąpi kolejna awaria rur, skromne pieniądze będą potrzebne gdzie indziej.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez 2tneub

Przy kredycie ze spłatą jednorazową po wygaśnięciu okresu wiązania oprocentowania [url]kredyt[/url] staje się wymagalny, nie ma tu możliwości przedłużenia, jak w przypadku [url]kredytu[/url] ratalnego z bezpośrednią spłatą.

Być może wynika to z faktu, że [url]kredyt[/url] ze spłatą jednorazową jest powiązany z oszczędnościami budowlanymi, co oznacza, że kończy się tylko okres wiązania oprocentowania, a nie sam [url]kredyt[/url].
Moim zdaniem wcześniej wspomniałeś w innym kontekście, że istnieją zapisy w umowach kredytowych, które uniemożliwiają złożenie [url]kredytu[/url] na niewystarczającym jeszcze do przydzielenia oszczędności budowlanych.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Może to wynikać z faktu, że [url]kredyt[/url] odroczenia terminu spłaty jest powiązany z oszczędnościami budowlanymi i kończy się jedynie okres wiązania oprocentowania, a nie sam [url]kredyt[/url]. Moim zdaniem wcześniej wspomniałeś w innym kontekście, że istnieje klauzula w kredytach, która uniemożliwia wyznaczenie terminu spłaty [url]kredytu[/url] w przypadku niespełnienia warunków przez oszczędności budowlane. W rzeczywistości w umowie kredytowej znajduje się zapis, że kwota zostanie spłacona z oszczędności budowlanych i nie gwarantuje się przydzielenia oszczędności budowlanych do terminu zapadalności. Nie ma jednak informacji o konsekwencjach, gdy oszczędności budowlane nie są gotowe do przydzielenia. (I mimochodem. Stała rata oszczędnościowa w umowie kredytowej nie pasuje do okresu 10 lat. Z zadaną ratą zajmie ponad 25 lat, aby oszczędności budowlane mogły być przydzielone do terminu zapadalności. Wtedy po 10 latach nie mogą zostać przydzielone i spłacić wcześniejszy [url]kredyt[/url].)

Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z kryptowalutami […]

Uważasz więc, że podczas studiów dualnych zarobisz[…]

Do limitu ryczałtu nie płacisz żadnych podatków. J[…]

Dziękuję bardzo!

Odwiedź naszą stronę z aktualnościami ze świata