Capital Investment 4

Forum finansowe CI4 - Wszystko ze świata finansów i nieruchomości

Kredyty hipoteczne na budowę domu lub zakup mieszkania (nieruchomość zamieszkana przez właściciela).

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Cześć wszystkim, być może ktoś ma dla mnie wskazówki. Załóżmy, że w 2009 roku obydwoje małżonków podpisuje kredyt hipoteczny (obydwoje kredytobiorcy, bez poręczeń). Dom należy wyłącznie do mężczyzny. W 2013 roku dochodzi do rozwodu. W wyroku rozwodowym napisano, że kobieta zostaje zwolniona z kredytu w relacji wewnętrznej. Teraz zbliża się koniec 10-letniego okresu wiązania oprocentowania. Pozostały dług wynosi niecałe 100 000 euro. Teraz były mąż żąda ponownego podpisania umowy na nowy okres wiązania oprocentowania na kolejne lata. Powód: były mąż nie jest zdolny kredytowo i nie otrzyma prawdopodobnie kolejnego finansowania. Kobieta nie chce podpisywać, ponieważ nie chce ponosić odpowiedzialności za obcy kredyt przez kolejne 20 lat. Ponadto kobieta jest sama mocno zadłużona i nie ma żadnych zabezpieczeń. Bank twierdzi, że kobieta nie ma innego wyjścia, jak podpisać i modlić się, że były mąż będzie płacił. Co teraz? Nie podpisywać = dzisiaj upadłość prywatna? A może: podpisać, a następnie upadłość prywatna w przyszłym roku, ponieważ były mąż może wtedy być chory i niezdolny do płacenia? Kobieta nie może spłacić rat za finansowanie. Dylemat...

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez BenniG
Więc ja, jako kobieta nie podpisałabym. Co ta kobieta by z tego miała?

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Argumentacja jest taka: jeśli kobieta nie podpisze nowego związania oprocentowania (i nowego planu spłaty), cała suma stanie się wymagalna. Dlatego w interesie kobiety leży przejęcie refinansowania. Tak twierdzi także mężczyzna z banku. Ponieważ były mąż twierdzi, że nie ma pieniędzy, zagroził byłej żonie: zajęciem wynagrodzenia, zajęciem konta, komornikiem, zeznaniem majątkowym... To także podstawowy problem: były mąż jest bezrobotny i poza domem faktycznie ma niewiele. Raty obecnie mogą być opłacane jedynie z obcych źródeł... jeśli w ciągu najbliższych miesięcy te wpływy znikną, grozi niewypłacalność. A szanse na to są dość wysokie.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez 2tneub
Franki84 pisze: Argumentacja brzmi: jeśli kobieta nie podpisze umowy dotyczącej nowego okresu zabezpieczenia (i nowego planu spłaty), cała suma stanie się wymagalna. Dlatego w interesie kobiety jest przejęcie finansowania nawiązującego do poprzedniego. Tak twierdzi także mąż z banku. Ponieważ były mąż twierdzi, że nie ma pieniędzy, zagroził byłej żonie: egzekucja wynagrodzenia, zajęcie kont, komornik, sprawozdanie z majątku... To także główny problem: były mąż jest bezrobotny i oprócz domu faktycznie ma niewiele. Raty obecnie mogą być opłacane tylko z obcych źródeł... jeśli te w najbliższych miesiącach znikną, grozi niewypłacalność. A szanse na to są dość wysokie.
Czy bank nie posiada domu jako zabezpieczenia? Czy to nie zostanie sprzedane jako pierwsze?

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Birgit
Dlaczego kobieta w ogóle stała się kredytobiorcą, skoro Dom należy do mężczyzny?

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Fly
Były mąż ma sprzedać Dom i spłacić nim kredyt.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Po co kobieta w ogóle stała się kredytobiorczynią, skoro Dom należy do mężczyzny? Ponieważ kobieta była młoda i głupia. Mężczyzna nie dostałby kredytu. Kobieta tak. Jednak zapomniała się zabezpieczyć nawet odrobinką pewności. Były mąż ma sprzedać Dom i spłacić kredyt. Nie zrobi tego dobrowolnie. Bank ma przecież Dom jako zabezpieczenie. Czy nie zostanie ono sprzedane jako pierwsze? Pytanie interesujące. Czy bank faktycznie zajmuje się komornikiem, zajęciami wynagrodzenia i konta, gdy może po prostu zrealizować Dom? Mam jeszcze inne podejrzenie: Ponieważ pozostała suma jest znacznie poniżej wartości domu, mogę sobie wyobrazić, że wtedy może istnieć refinansowanie bez udziału kobiety. Ale nawet jeśli nie, to byłoby jej obojętne.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez 2tneub
Raczej podejrzewam, że bank zgodzi się kontynuować kredyt na dotychczasowych warunkach, pod warunkiem że nadal będziesz regulować raty.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez spassinnebacken
Nie podpisuj i poczekaj. Bank ma Dom jako zabezpieczenie. Jest on znacznie łatwiejszy do zrealizowania niż zajęcie wynagrodzenia lub komornik, co generuje więcej kosztów niż korzyści.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
tneub pisze: Bardziej podejrzewam, że bank postanowił kontynuować kredyt na starych warunkach dla Twojej wygody, o ile nadal spłacasz raty.
Skąd wziąć pieniądze? Nie ma dostępnej gotówki. Debet powinien być wyczerpany po 3 miesiącach. Nie można również brać kolejnych pożyczek, aby spłacić raty zaciągniętego kredytu. Brak oszczędności.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez florianmeier
Tak, zupełnie obiektywnie myśląc: Ponieważ wartość domu jest większa niż wysokość kredytu, tak naprawdę nic nie może się stać, co by mnie interesowało, prawda? Umowa kredytowa niedługo wygaśnie, więc w zasadzie nie będzie się już tym przejmować. Absolutnie nie podpisuj. To jej nic nie da. Pozostałe finansowe sprawy Pani są inną kwestią.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
florianmeier pisze: Umowa kredytowa niedługo wygaśnie, więc w zasadzie jest już z tego wyjęta.
Zarówno były mąż, jak i bank mają inne zdanie. Ponieważ tylko wiązanie odsetek kończy się, a były mąż nie ma żadnego finansowania, nadal pozostaje w pełnej odpowiedzialności.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez 2tneub
Franki84 pisze: Skąd wziąć kasę? Pieniądze nie są dostępne. Debet powinien być wyczerpany po 3 miesiącach. Branie kolejnych pożyczek, aby spłacać raty za obcą pożyczkę, również nie wchodzi w grę. Oszczędności nie istnieją.
Wydaje mi się, że dałem się zwieść nazwie i cały czas myślałem, że tu pisze były mąż. Wygląda na to, że myliłem się. Wyżej wspomniano, że mężczyzna dotychczas spłacał pożyczkę z obcych źródeł. Czy to przypadkiem pieniądze od nowej żony byłego męża?

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
tneub pisze: Myślę, że dałem się zwieść nazwie i przez cały czas myślałem, że to byłby piszący tutaj były mąż. Najwyraźniej myliłem się. Wyżej było wspomniane, że mąż do tej pory obsługiwał kredyt z obcych źródeł. Czy to możliwe, że pieniądze pochodzą od nowej żony byłego męża?
Nie, nie zrobiłbym takiej rzeczy Źródła pieniędzy są różne. Ale żadne z nich nie jest odporna na kryzys.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Jaką wartość ma ten Dom?

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Trudno powiedzieć. Ostrożnie oszacowałbym to na 300 tysięcy... być może nawet więcej.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez spassinnebacken
florianmeier pisze: Całkiem szczerze myśląc: (...) Kredytowa umowa niedługo wygaśnie, więc w moim odczuciu jest wtedy z tej sytuacji całkowicie wyłączona. W żadnym wypadku nie podpisuj. Nie ma z tego dla niej żadnej korzyści.
Nie, według mnie nie jest wtedy wyłączona z tej sytuacji, ponieważ jest ona odpowiedzialna za kwotę pożyczki. Zwolnienie wewnątrzzakładowe nie zmienia nic wobec banku, ponieważ wygląda na to, że bank nie zwolnił kobiety z odpowiedzialności ani nie uwolnił jej od pożyczki. W pozostałym zakresie zgadzam się z Tobą. Nie podpisuj. W żadnym wypadku.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Jeśli bank wypowie kredyt, to będzie to problematyczne, nawet jeśli nie wiąże się to bezpośrednio z jakąś stratą finansową. Jednak wypowiedzenie kredytu w Biurze Informacji Gospodarczej (Schufa) również nie jest niczym pozytywnym! Inną sprawą, nad którą się zastanawiam, jest dlaczego przy wartości nieruchomości wynoszącej 300 000 euro i kwocie kredytu 100 000 euro, która de facto nie jest i nie będzie przez ciebie spłacana, nie powiesz podpisuję, jeśli zostanę współwłaścicielem? Po prostu rzucam pomysłem. Z drugiej strony, wszystko wygląda tak, jakby już wszystko było stracone, nawet w przypadku kobiety, czy ma to jeszcze znaczenie, że jeśli wartość, którą otrzymuję, jest wyższa niż dług??? Po prostu tak się zastanawiam.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Pomysł, aby zaangażować się w podpisanie nieruchomości, również przyszedł mi do głowy. Ale żeby pokerać, trzeba znać swoje karty. Do tej pory były mężczyzna myśli, że ma pełną kontrolę nad byłą żoną, ponieważ musi ona obawiać się, że kredyt będzie dla niej finansową katastrofą, jeśli nie zrobi tego, co mu mówi. Co do sytuacji finansowej kobiety: Faktycznie, ten związek małżeński i wydarzenia po nim były jednym z powodów finansowego kryzysu kobiety. Jednak kobieta bardzo dobrze sobie poradziła i wiele spraw udało się rozwiązać, zwłaszcza w ostatnich latach. Obecnie wszystko wróciło do normy, ale nie wystarczyło jeszcze na zbudowanie oszczędności, a nadal są długi. Ale na przykład historia kredytowa (która też ucierpiała przez byłego męża) jest znowu w porządku. Dlatego byłoby to teraz poważnym ciosem, gdyby były mąż ponownie zdołał sprawić kobieta problemy finansowe. W przeciwieństwie do byłego, kobieta zawsze pracowała i nigdy nie potrzebowała ani grosza od nikogo. Może być z tego dumna. To, że kiedyś była tak naiwna... to już inna sprawa.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
By the way: kredyt NIE znajduje się w Schufa. To była największa niespodzianka... Kobieta myślała, że został już spłacony. Jest jednak świadoma, że mimo to będzie negatywny wpis.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Jeśli kobieta nie jest już właścicielem domu, albo nigdy nim nie była, i ewentualnie nie ma żadnych dochodów, bank nie będzie miała prawa domagać się od niej spłaty pożyczki hipotecznej, zwłaszcza że są już rozwiedzeni. Nie żyjemy przecież na Dzikim Zachodzie, a kobieta (twoja nowa partnerka) może spokojnie poinformować bank o tej sytuacji! Nic się nie stanie, bank musi po prostu poznać tę sytuację, a wtedy sprawa będzie zamknięta! Dziś żaden bank nie przeprowadzi takiej transakcji!!!

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
Mieszkamy przecież nie na Dzikim Zachodzie. Faktem jest: Umowa kredytowa nadal obowiązuje. Obydwoje podpisali, niezależnie od tego, kto figuruje w księdze wieczystej, oboje są zobowiązani do spłaty pożyczki. Jeśli jeden nie płaci, drugi musi się zaangażować. Bank może wybrać, komu przyniesie sprawę spłaty. Banka nie interesuje relacja między nimi, kobieta może porozmawiać na ten temat z mężem i w razie potrzeby złożyć pozew. Jeśli żaden z nich nie chce lub nie może płacić, w końcu idzie to w stronę egzekucji/licytacji. A wtedy bank będzie chciał odzyskać pieniądze tam, gdzie najłatwiej je uzyska. Moim zdaniem, całkowicie słusznie. Mieszkamy tutaj przecież nie na Dzikim Zachodzie.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Batman_bu Czy zrozumiałeś moją intencję, mój wniosek, mój pomysł, czy właściwie je zinterpretowałeś? Czy naprawdę wierzysz, że bank jest tak prosty, jak go opisujesz? Więc dla ciebie to oznacza koniec, kobieta musi podpisać i nie ma innej możliwości? Czy naprawdę wierzysz w coś takiego? Że istnieje tylko jedno rozwiązanie? Dziki, dziki Zachód zaczyna się zaraz za...... Nie, nie, nie, to działa trochę inaczej, uwierz mi. Masz jeszcze pole do popisu w swoich rozważaniach.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Batman_BU pisze: Jeśli nikt nie chce albo nie może zapłacić, w końcu dochodzi do egzekucji/licytacji. A wtedy bank będzie szukać pieniędzy tam, gdzie najłatwiej je zdobędzie. Moim zdaniem całkowicie słusznie. Przecież nie żyjemy tutaj na Dzikim Zachodzie.
Mam jeszcze pomysł związany z przedwczesną sprzedażą Albo przemyślenie, że mężczyzna może oszukiwać kobietę i wtedy nie dojdzie ani do sprzedaży, ani licytacji, jeśli kobieta nie podpisze. Kto wie, kto wie, co ten mężczyzna knuje, kto wie, kto wie, jakie stare rachunki jeszcze pozostają do uregulowania Myślę, że sugestia porozmawiania z bankiem ze strony kobiety na początek wcale nie była taka zła, przynajmniej tak mi się wydaje.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Rozmowa telefoniczna z bankiem nie przyniosła żadnych rezultatów - Bank odmówił udzielenia informacji. Nalegają na osobiste spotkanie... które teraz, z uwagi na obecną sytuację z terminami w banku, odbędzie się za dwa tygodnie. Przypuszczam, że bank nie zna wielu faktów i być może sam stwierdzi, że nie ma szans na odzyskanie pieniędzy od Pani. Wpis do Schufy z powodu nieszczęśliwie zakończonego finansowania byłby irytujący, ale jeszcze najmniejszym złem. Dodatkowe zaciągnięcie kredytów nie jest planowane przez następne 4 lata. Dziękuję wcześniej za wiele wskazówek.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Pierwsza część posta jest właściwym i jedynym sposobem, który przyniesie dobre rezultaty.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez BenniG
Tak samo uważam, lepiej koniec z przerażeniem niż przerażenia bez końca. Więc nie podpisuj. Jeśli mężczyzna nie spłaca długu, kobieta ryzykuje co najwyżej zajęcie wynagrodzenia, dopóki zabezpieczenie (Dom) nie zostanie zrealizowane i wpis do Schufa. Jeśli mężczyzna nie spłaca, ryzykuje utratę swojego domu. Jeśli kobieta podpisze, przez najbliższe lata nadal będzie marionetką swojego męża.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Kiedy kobieta podpisze, nadal będzie lalką swojego męża w kolejnych latach. To jest sedno sprawy. Kilka lat temu doprowadził już do upadku inny kredyt, za którym stała żona. Skutkiem było zajęcie egzekucyjne i wpis negatywny w bazie dłużników. To miało także poważne konsekwencje dla kobiety, ale eksmężczyźnie był to całkowicie obojętne. To teraz zostało już zażegnane, a następny atak już nadchodzi. Kobieta musi uwolnić się od tej zależności. Dokładnie to zamierzamy również powiedzieć bankowi i zainicjować odpowiednie działania.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
noelmaxim pisze: Batman_bu Czy zrozumiałeś moją intencję, moją propozycję, mój pomysł, czy właściwie je zinterpretowałeś? Czy naprawdę uważasz, że to jest tak proste, jak to opisujesz, i że bank tak to załatwi? Więc dla ciebie to oznacza koniec, kobieta musi podpisać i nie ma innej opcji? Czy naprawdę w to wierzysz? Że istnieje tylko jedno rozwiązanie? Dziki, dziki Zachód, zaczyna się tuż za...... Nie, nie, nie, to działa trochę inaczej, uwierz mi, masz jeszcze pole do popisu w swoich rozważaniach
Umowy muszą być przestrzegane. To, co się dzieje w negocjacjach później, jest na razie nieistotne. Jak widzisz, bank nie robi tego tak łatwo, jak myślisz. Dlaczego miałby z tego zrezygnować? Najprostszym sposobem zaspokojenia roszczenia jest z pewnością (egzekwowanie) płynnych środków i wypłat z wynagrodzenia. Wyjaśnij, jak twoim zdaniem kobieta ma z tego wybrnąć. Jestem ciekawy.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
No tak, w zasadzie nie musi podpisywać niczego. Ja też w żaden sposób nie twierdziłem, że musi, chociaż sugerujesz tutaj coś innego. Jednakże ponosi konsekwencje podpisania umowy. W mojej ocenie obejmuje to spłatę pożyczki.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Alex [CryptoMod]
Fakty: Pozostały dług 100 000 EUR, wartość domu 300 000 EUR..... Dlaczego bank miałby zajmować wynagrodzenie, jeśli przy sprzedaży z dużym prawdopodobieństwem odzyskałby wszystkie koszty? Ponadto Franki (to chyba kobieta) pisze, że jest również głęboko zadłużona. Co więc powinno się stać? Jeśli teraz wszystko się zawali z powodu braku podpisu, w najgorszym przypadku będzie musiała ogłosić upadłość konsumencką i przez maksymalnie 7 lat płacić zbywalną część swoich dochodów do syndyka. Na pewno nie jest to celowe, ale też nie koniec świata. Wtedy wszystkie długi zostaną spłacone. Inna opcja to kolejne 10 lat życia w strachu, spłacanie własnych długów i w ciągu 4,5 lub 6 lat znów stawanie przed dużym długiem, gdyby były problemy z byłym partnerem. Czy to możliwe, że byłemu partnerowi nie chce się przyznać, że nie jest w stanie utrzymać domu i boi się tego, co ludzie powiedzą, gdy będzie musiał się wyprowadzić? Jeśli teraz sprzedacie ten Dom, oboje wyjdziecie bez długów. (Wiadomo, teraz to od niego zależy)….

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
@batman_bu Po pierwsze, nie powiedziałem, że musi podpisać, również nie sugerowałem, że tak myślisz, ani że będzie to łatwe. Faktem pozostaje: Umowa kredytowa nadal obowiązuje. Oboje podpisaliście, niezależnie od tego, kto jest wpisany do księgi wieczystej, oboje są również zobowiązani do spłacania pożyczki. Jeśli jeden nie płaci, to drugi musi to zrobić. Bank może wybrać, kogo wezwać do spłacenia długu w przypadku opóźnień. Bank na pewno nie interesuje się relacjami między partnerami, to kwestia do załatwienia między nimi, a w razie potrzeby sądowa. Jeśli nikt nie chce albo nie może płacić, ostatecznie sprawa trafi do egzekucji / licytacji. W takiej sytuacji bank odegra swoją rolę i postara się odzyskać pieniądze tam, gdzie to będzie najłatwiejsze. Moim zdaniem, zasłużenie. Może dojść do tego trudnego finału, ale niekoniecznie, ponieważ istnieją z pewnością inne rozwiązania po drodze, a my nie znamy rzeczywistej sytuacji ani ludzi. Zawsze staram się nie malować czarnych scenariuszy i unikam snucia najgorszych możliwych przewidywań. Ostatecznie kobieta podjęła właściwy krok, ten, który ja również proponowałem. Idź do banku, porozmawiaj, zobacz, jak zareaguje mężczyzna albo bank.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Herrmueller pisze: Fakty: Pozostały dług 100 000 EUR, wartość domu 300 000 EUR..... Dlaczego bank miałby zajmować się zajęciem wynagrodzenia/pensji, skoro przy sprzedaży najprawdopodobniej odzyskałby wszystkie koszty? Ponadto Franki (prawdopodobnie kobieta) pisze, że sama ma duże długi. Co więc może się stać? Jeśli teraz wszystko się posypie z powodu niepodpisania, w najgorszym przypadku będzie musiała ogłosić upadłość konsumencką i przez maksymalnie 7 lat płacić część swojego dochodu do kuratora. Oczywiście nie jest to cel, ale też nie koniec świata. W ten sposób wszystkie długi zostaną uregulowane. Alternatywą byłoby kolejne 10 lat życia w strachu, spłacanie swoich długów i za 4,5 lub 6 lat znów stanie przed dużym długim, jeśli były partner sprawi problemy. Czy możliwe, że były partner nie chce przyznać, że nie jest w stanie utrzymać domu i boi się, co ludzie powiedzą, gdy będzie musiał go opuścić? Jeśli teraz sprzedacie Dom, oboje wyjdziecie bez długów. (Wiem, teraz zależy to od niego)....
Może tak być, ale zastanawiam się, co ma z tego mężczyzna? Zakłada, że jeśli nie może zapłacić, to kobieta to zrobi? To dla niego nie stanowi żadnej gwarancji, zwłaszcza jeśli zna sytuację kobiety. Być może jednak otrzymuje on kredyt tylko wówczas, gdy kobieta podpisze umowę, co miałoby miejsce tylko wtedy, gdy jest ona ekonomicznie na to gotowa, a jeśli tak jest, może też rozważyć przejęcie 50% wartości. Nie musi, ale mógłby.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Ale musi ponieść konsekwencje podpisania umowy. Spłata pożyczki jest moim zdaniem jedną z nich. Tak jest. W relacji Bank Kobieta, ona musi spłacić pożyczkę. W relacji Kobieta Były mąż, to on musi spłacić pożyczkę (orzeczenie sądowe). Jeśli bank więc będzie egzekwował u kobiety, to będzie egzekwować u byłego męża. Tak czy inaczej, jego Dom zostanie utracony. Czy jest opłacalne dla banku zajęcie wynagrodzenia w przypadku tej kwoty, skutkujące uzyskaniem euro, niech to pozostanie otwarte... jest możliwe, że bank to zrobi, ale byłoby to głupie, ponieważ ma bezpośredni dostęp do domu. Ponadto rata jest wyższa od części wynagrodzenia podlegającej zajęciu. I jest całkiem pewne, że w dobrej lokalizacji Dom zostanie sprzedany już przy pierwszej licytacji. Lokalizacja jest bardzo pożądana. Z mojego punktu widzenia, byłemu mężowi również było by nierozsądnie, gdyby bank zaczął naciskać na kobietę. Wtedy staje się on odpowiedzialny za odszkodowanie.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
Nie, jest całkowicie sensowne wiedzieć, na jakim gruncie prawny się stoi. Z aktualnie ustalonej sytuacji, czyli z najgorszego przypadku, na pewno można się poprawić. Ale twierdzenie, że bank po prostu powie „Och, oni się rozwiedli i mówią, że i tak nie ma nic do wzięcia? No dobrze, zrezygnujemy” jest po prostu lekkomyślne. pożyczka w pewnym momencie stanie się wymagalna, spłata i raty będą monitowane, może dojść do zwykłych dróg windykacji, a w końcu jeśli nie ma się na czym oprzeć w gotówce, to domek zostanie sprzedany. Do tego czasu kobieta będzie miała mnóstwo stresów.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
To możliwe, zastanawiam się tylko, co ma z tego mężczyzna? Czy zakłada, że jeśli nie może płacić, to kobieta to zrobi?? To dla niego żadne zabezpieczenie, zwłaszcza jeśli zna sytuację kobiety. W przeszłości niestety to zadziałało i kobieta przejęła długi byłego męża i spłaciła je. Tym razem suma jest jednak zbyt duża, dlatego teraz wspieram tę kobietę. Byłam obecna na rozmowie między byłym mężem a kobietą - mężczyzna wyciągnął wszystkie działa, lecz stopniowo okazuje się, że wiele z nich było nieskutecznych. Mimo że nie lekceważymy tej sytuacji, całe to scenariusz zaczyna powoli tracić swój przerażający wydźwięk w kierunku zagłady.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
Franki84 pisze: Tak jest. W relacji Bank Kobieta musi ona spłacić pożyczkę. W relacji Kobieta Były mąż, to on musi spłacić pożyczkę (prawomocny wyrok sądu). Jeśli bank zdecyduje się na egzekucję u kobiety, to będzie egzekwował u byłego męża. W każdym przypadku jego Dom będzie wtedy stracony. Czy dla banku opłaca się egzekwować raty czy sprzedać Dom? Jak dla mnie, zabezpieczenie kapitału w pierwszej kolejności i jednoczesne przyspieszenie sprzedaży wydaje się być wybraną opcją. Jest pozytywne, że ma ona już teraz dostęp do środków prawnych, aby uniknąć strat finansowych. To może być nawet sposób na obejście informacji z biura informacji kredytowej - jeśli bank weźmie w tym udział.
Co jest łatwiejsze dla banku? Sprzedać Dom czy zająć raty? Na razie zabezpieczyć kapitał i jednocześnie przyspieszyć sprzedaż wydaje mi się być wyborem opcji. Jest pozytywne, że ma ona już teraz dostęp do środków prawnych, aby uniknąć strat finansowych. To może być nawet sposób na obejście informacji z biura informacji kredytowej - jeśli bank weźmie w tym udział.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Postanowiłem się zabawić i obliczyć, ile można by było uzyskać z zajęcia wynagrodzenia. Prawie 200 euro. Za tę kwotę kobieta może przeżyć. A pieniądze i tak wrócą do niej... właśnie zastanawiam się, czy będą naliczane odsetki. Wasze wpisy są bezcenne. Pozwala mi to na coraz więcej pomysłów i możliwość prowadzenia badań... z daleka od domysłów, a bliżej faktów. Kobieta weszłaby do rozmowy z bankiem z absolutnym strachem o egzystencję i prawdopodobnie podpisałaby wszystko... a doradca bankowy i były mąż śmialiby się pod nosem.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Batman_BU pisze: Nie, warto wiedzieć, gdzie się stoi prawnie. Z najgorszym scenariuszem - a teraz jest to ustalony w umowie stan - można z pewnością poprawić sytuację. Ale przedstawianie tutaj, że bank po prostu mówi „Aha, są rozwiedzeni i mówią, że i tak nie ma nic do wzięcia? No dobrze, zrezygnujemy” jest po prostu lekkomyślne bzdurnictwo. kredyt będzie kiedyś wymagany, spłata i raty będą upomniane, może kolejne standardowe kroki windykacyjne, a w końcu Dom zostanie sprzedany, jeśli nie można niczego wyegzekwować. Do tego czasu kobieta będzie miała mnóstwo niepokojów.
No dobrze, spróbujmy podejść do tego inaczej, batman_bu. Gdybyś miał pytanie w takim forum, chciałbyś słyszeć tylko, co najgorsze może się zdarzyć, czy też środki zaradcze, by zapobiec temu, aby wcale do tego nie doszło? Dlaczego zawsze ta pesymistyczna tonacja? OP pyta przecież specjalnie o to, ponieważ zdaje sobie sprawę z konsekwencji i chce być dobrym doradcą dla kobiety oraz wyraźnie chce ją chronić. Wiedząc, że w ostateczności może dojść do licytacji komorniczej, że kobieta - jeśli podpisała - ponosi odpowiedzialność, wie on doskonale. Jest w porządku, jeśli ktoś mu to również potwierdza, ale zobacz, jak podejście, dlaczego piszę, że nie jesteśmy na Dzikim Zachodzie, gdzie złe banki od razu strzelają, gdy ktoś ruszy. Tak nie jest, a także bank jest zainteresowany rozwiązaniem, a ostatnim rozwiązaniem jest licytacja komornicza, rozwiązaniem, którego żaden bank nie chce, nawet jeśli ma tylko 10 000 euro do uzyskania przy wartości 500 000 euro. Rozwiązaniem w takiej sytuacji zawsze jest rozmowa, szczerość, zgłaszanie i rozwiązywanie problemów, komunikacja i deklarowanie gotowości do rozwiązania, a więc bank - jeśli wszystko jest na początku i w toku - z doradztwem i wskazywaniem rozwiązań lub gotowością do nich się za to odwdzięczy. A jeśli w rozmowie nie ma rozwiązania, to lokal zostanie sprzedany, właściciel sprzeda Dom, a dopiero jeśli nie będzie chciał przyczynić się do rozwiązania, bank wystartuje z trzeciorzędowym wykorzystaniem. Długa droga do tego punktu lub krótka, jeśli wcześniej się porozmawia i przede wszystkim wie, co mężczyzna planuje, a bank wie, że kobieta nie ma nic, mężczyzna stawia opór, chociaż istnieją rozwiązania (o tym całkiem nie wiemy), kobieta nie może być częścią rozwiązania, wtedy jednak bank na pewno uwzględni sytuację kobiety. Więc, dziki, dziki Zachód..... myślę, że moja propozycja doradzenia OP, by zachęcił kobietę do rozpoczęcia rozmowy, może być jedyną dobrą radą, z tym że daje jej poczucie, że w tej rozmowie znajdą się rozwiązania, przynajmniej jednak plan mężczyzny będzie widoczny, a wtedy można znowu podjąć działania. Inaczej mówiąc, Prusacy nie strzelają tak szybko

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Franki84 pisze: W przeszłości niestety to działało, a kobieta przejęła długi swojego byłego męża i je spłaciła. Tym razem jednak suma jest zbyt duża, dlatego tym razem wspieram tę kobietę. Byłem obecny podczas rozmowy między byłym mężem i kobietą – mąż wyciągnął wszystkie możliwe argumenty, ale powoli okazuje się, że większość z nich okazała się niewypałem. Na pewno nie lekceważymy tej sytuacji, ale całe to zdarzenie stopniowo traci swoją straszliwość w kierunku unicestwienia egzystencji.
??? Suma zbyt duża?? Czy wcześniej również przeciwdziałały temu zasoby finansowe? Co zmusiło kobietę do wzięcia odpowiedzialności za mężczyznę, zwłaszcza że teraz miałaby asa w rękawie? Albo połowa domu albo podpis się nie pojawi, a w obu przypadkach Dom jest zabezpieczeniem, a jeśli on odejdzie z inną osobą, wszystko zniknie, bo wtedy ona jest poza grą! Jednakże rozmowa w banku nie będzie przebiegać w ten sposób, gdy karty zostaną odsłonięte, bank będzie wiedział, co zrobić, i zgłosi to dla obu stron, a potem obie nadal będą mieć możliwość rozważenia swoich ryzyk!

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Trudne. Powiedzmy tak: podejrzewamy, że istnieją pewne kontakty pozabankowe między doradcą bankowym a byłym mężem. Ale nic nie można udowodnić. Ale inaczej niektóre rzeczy nie da się wytłumaczyć. Dlaczego podpisała? Ponieważ jej ówczesnie bogato kochany były mąż powiedział: albo podpiszesz, albo będziemy na ulicy. Możliwości finansowe? Kobieta była bez dochodów przy podpisywaniu umowy ze względu na urlop rodzicielski. Ale miała stałe zatrudnienie, które kontynuowano po urlopie macierzyńskim. Mimo to co najmniej wątpliwe. Zabezpieczenia? Według doradcy bankowego nie potrzebowała ich... przecież mieszkała w wspaniałym domu swojego męża. Przecież są małżeństwem. Co może się stać kobiecie. Rozstanie kilka lat później wyszło od byłego męża.... To, co sprawia, że cała sprawa jest niejasna: kobieta nie ma dokumentów kredytowych. Były mąż je zachował i nie udostępnia ich. Zostały one ponownie poproszone przez bank, który jednak odmówił i teraz grozi opłatami w wysokości kilkuset euro za kopię. Argumentacja doradcy bankowego była taka: Ale przecież nie są potrzebne. Zaufaj mi, wiem, co jest dla ciebie najlepsze... Kobieta wyznaczyła teraz termin.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Franki84 pisze: Trudne. Powiedzmy tak: podejrzewamy, że między doradcą bankowym a byłym mężem istnieją pewne kontakty poza bankiem. Ale nie ma nic do udowodnienia. Ale inaczej nie możemy wyjaśnić niektórych rzeczy. Dlaczego podpisała? Ponieważ były mąż, wtedy była niemal obojętnie kochana, powiedział: albo podpisz, albo będziemy na ulicy. Zasoby finansowe? Kobieta była bez dochodów przy podpisywaniu w czasie urlopu rodzicielskiego. Ale miała nierozwiązany stosunek pracy, który został kontynuowany po urlopie rodzicielskim. Mimo to co najmniej wątpliwe. Zabezpieczenia? Według doradcy bankowego nie potrzebuje ich... mieszka przecież w wspaniałym domu swojego męża. Przecież są małżeństwem. Co może się stać kobiecie. Rozstanie kilka lat później wyszło od byłego męża.... Co sprawia, że cała sytuacja jest niejasna: kobieta nie ma dokumentów kredytowych. Były mąż je zatrzymał i nie oddaje. Zostały teraz ponownie zażądane przez bank, który dotychczas odmawiał i teraz grozi kosztami w wysokości kilkuset euro za kopię. Argumentacja doradcy bankowego brzmiała: Ale przecież nie potrzebują ich. Zaufaj mi, wiem co dla ciebie jest właściwe... Kobieta wyznaczyła teraz termin.
Wszystko to jest dla mnie zbyt przygodne, brzmi jak zły film. Przynajmniej teraz zaczyna się dziki, dziki zachód Jeśli jest kredytobiorczynią, to kopie muszą zostać udostępnione jej za niewielką opłatą (jeśli w ogóle) przed przedłużeniem, a teraz bank musi i będzie musiał wyłożyć karty na stół. Bez zająknięcia. No cóż, umówiono już termin i wtedy wszystko wyjaśni się w jasny sposób. Tak sobie poza tym, czy rozwiedli się, czy temat umowy kredytowej i majątkowych stosunków (wspólność majątkowa) nie był poruszany? Trochę mnie to dziwi. Czy już było urlop rodzicielski (prawdopodobnie 10 lat temu)? To tak na marginesie, jeśli była bez dochodów, to jest tzw. kredyt dla gospodyń domowych i banki już sporo straciły i nadmuchały się, jeśli nie były przychylni wobec konsumenta. W ogóle uważam, że nie powinien być tylko termin bankowy, ale również wizyta u specjalisty prawa!

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Przygodowo to pasuje do tego dość dobrze. Mogę tylko zapewnić, że opisuję wszystko tak, jak Pani mi opowiedziała albo tak, jak sama tego doświadczyłam. Widok byłego męża znam tylko częściowo, z rozmów, których byłem świadkiem. Nawet jeśli brzmi to jak zły film: tak właśnie się teraz dzieje albo już się wydarzyło. Dla Pani teraz ważne jest, aby raz na zawsze wyjaśnić sprawy. I to w sposób sądowo wiarygodny. Żadnych obietnic ani domysłów więcej. Teraz mamy spotkanie u adwokata, przed rozmową bankową. Tam jeszcze raz dokładamy ostatnie poprawki, po tym jak już znam ogólny kierunek. To znowu kosztuje niezłe pieniądze, ale służy ograniczeniu szkód i jest bardzo sensowne. Jeśli jest ona kredytobiorcą, to kopie muszą być udostępnione jej za niewielką opłatą (jeśli w ogóle), ponieważ nadchodzi prolongata, a bank musi teraz i na poważnie wyłożyć karty na stół. Bez żadnych wątpliwości. Dostałem e-mail od doradcy bankowego. Mówi o konieczności zapłacenia 40 euro za każdą godzinę pracy. Ponieważ umowa jest gdzieś zakurzona w archiwum, może to zająć kilka godzin tylko na jej znalezienie. Dziki Zachód. Moim zdaniem bank powinien mieć bardzo dobrze zorganizowane archiwum, a kopia powinna (jeśli jeszcze nie jest cyfrowa) zajmować kilka minut. Czy istniał już urlop rodzicielski (prawdopodobnie 10 lat temu)? Ale to tak na marginesie, jeśli była bezrobotna, to jest tzw. kredyt dla gospodyni domowej i banki już były niemile zaskoczone, jeśli nie przystały na ustępstwa wobec konsumentów. W każdym razie jestem zdania, że nie tylko powinno się iść na spotkanie bankowe, ale także skonsultować się z prawnikiem specjalizującym się w tej dziedzinie! Myślę, że urlop rodzicielski istnieje od zawsze. Zasiłek rodzicielski to nowość Faktem jest: jej stosunek pracy wtedy został zawieszony na 3 lata. I tak: to także przeszło mi przez myśl. To była wyłącznie przysługa dla męża, co i tak jest oczywiste. A Pani poniosła za to konsekwencje przez 10 lat - wtedy jej ustępstwo było w porządku. Ale w końcu trzeba też w końcu powiedzieć dość... Jestem bardzo ciekawy spotkania w banku. doradca bankowy nie był zadowolony, że idę z nią. Chętnie będę kontynuować relacjonowanie, jak to się potoczy.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Przy okazji, czy podczas rozwodu nie pojawił się temat umowy kredytowej i stosunków majątkowych (małżeńskiej wspólności majątkowej)? Trochę mnie to dziwi wszystko. Doch natürlich. Poprzez środki modernizacyjne wartość domu wzrosła. Dlatego w orzeczeniu rozwodowym zostało ustalone, że mąż zwalnia żonę z zobowiązań kredytowych wewnętrznie. Skasowanie kredytu byłoby zbyt dużym złem (odszkodowanie za przedterminowe spłacanie itp.) dla byłego męża. Dlatego to on dostał kredyt, a w zamian żona otrzymała zmniejszone wyrównanie majątkowe. Wszystko zostało ze sobą zrównoważone i ogólny wynik jest w porządku. Kiedyś powiedziano żonie: po 10 latach okresu zmiennej stopy procentowej zostaną Państwo zwolnieni z umowy. Niestety, o ile wiemy, nie zostało to nigdzie spisane. Po 10 latach były mąż teraz próbuje uniknąć niektórych, dla niego niekorzystnych, aspektów orzeczenia rozwodowego. Ale tak to nie działa. I wydaje mi się, że jest w błędzie, myśląc, że nikt nie zechce zajść do jego domu.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Tak to wygląda, były mąż może uważać, że znajduje się w dobrej sytuacji/bezpieczeństwie, ale jego bank również wyciągnie po niego pazury. Jeśli trudności finansowe można przypisać wyłącznie jego żonie, to będzie on zobowiązany sprzedać Dom. Z kolei jego żona nie pozostanie już dłużej zatrzymana i moim zdaniem nie powinna spodziewać się żadnych szkód. Banki są świadome konsekwencji prawnych, jakie mogą wyniknąć, jeśli żona weźmie prawną pomoc. Sytuacja będzie oceniana odpowiednio, a konsekwencje będą stosowne. Jeśli warunki ekonomiczne nie pozwalają już na spłacanie kredytu, to przewalutowanie również nie zostanie zatwierdzone. Jeśli były mąż sądzi, że dostanie przewalutowanie, pozostawiając swoją byłą żonę zatrzymaną, nawet pomimo rozwodu i braku udziału własności, to grubo się myli. Bank będzie argumentował przeciwko niemu i dążył do znalezienia rozwiązania. Jeśli on będzie grał w gry, bank będzie chciał temu zapobiec i podejmie odpowiednie działania.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
No dobrze, spróbujmy tego inaczej, batman_bu. Jeśli miałbyś pytanie na takim forum, czy chciałbyś usłyszeć tylko, co najgorszego może się wydarzyć, czy raczej poznać możliwości tego, co można zrobić z wyprzedzeniem, aby do tego w ogóle nie doszło? Więc jeszcze raz: Najgorszy przypadek to ten, który obecnie występuje. Kobieta jest kredytobiorcą i odpowiedzialna za spłatę. To jest faktem. I musi to być jasno sformułowane. Oczywiście można snuć różne różowe scenariusze na przyszłość, ale do czasu wyjaśnienia wszystkich kwestii są one bezwartościowe. Od tego punktu można potem przedstawiać możliwe rozwiązania i chętnie prezentować, co się uważa za prawdopodobne. Jednak przedstawiać to jako już wydeptaną ścieżkę jest głupotą. Dlaczego zawsze ta pesymistyczna nuta? Autor wątku zapytuje przecież właśnie dlatego, ponieważ jest świadomy konsekwencji i chce być dla kobiety dobrym doradcą, a nawet ją chronić. To nazywa się realizmem. Autor w pierwszych postach na pewno nie był tak wyraźny. Nawiasem mówiąc: ""scheinbar"" i ""anscheinend"" nie powinno się mylić. Wie z pewnością, że w razie rzeczywistej potrzeby dochodzi do licytacji komorniczej, że kobieta - o ile podpisała - ponosi odpowiedzialność, wie to wszystko. Oczywiście jest w porządku, jeśli ktoś mu to jeszcze raz potwierdzi, ale przeczytaj moje podejście, dlaczego piszę, że nie jesteśmy na Dzikim Zachodzie, gdzie złe banki od razu strzelają, gdy ktoś mrugnie. Tak nie jest, a nawet bank jest zainteresowany znalezieniem rozwiązania, a ostatnim, którym jest licytacja komornicza, rozwiązaniem, którego żaden bank nie chce, nawet jeśli pozostało mu do uzyskania tylko 10 000 euro przy wartości 500 000 euro. Tak, napisałem to w ten sposób, jeśli przeczytasz uważnie. Rozwiązaniem w takiej sytuacji zawsze jest rozmowa, szczerość, zgłaszanie i informowanie o problemach, komunikacja oraz wyrażanie gotowości do rozwiązań, a bank - jeśli wszystko jest na wstępie i w toku - będzie nagradzał doradztwem oraz prezentowaniem rozwiązań lub gotowości do nich. Widzisz po reakcjach, że bank lub doradca nie jest zbyt zainteresowany czymś takim. W takim wypadku trzeba wrócić do ram prawnych. Stąd wynika również narzędzie nacisku na bank. 1. Nie ma co egzekwować, wcześniej czy później i tak trzeba będzie przejść do egzekucji. 2. Powodzenia. Mi nie jesteście w stanie zaszkodzić, bo mam zabezpieczenie prawne przed szkodami majątkowymi. Biuro Informacji Kredytowej jest mi obojętne. (Możesz z machnąć wyrokiem sądowym) 3. Najprostszym rozwiązaniem dla was będzie skorzystanie z mężczyzny. A jeśli w rozmowie nie pojawią się rozwiązania, to obiekt zostanie sprzedany, właściciel sprzeda Dom, i dopiero jeśli nie będzie chciał przyczynić się do rozwiązania, bank rozpocznie trzeciorzędne zarządzanie wierzytelnością. Długa droga do tego momentu lub krótka, jeśli wcześniej się porozmawia i przede wszystkim się dowiedzie, jakie są zamiary mężczyzny, a bank dowie się, że kobieta nie ma nic, a mężczyzna stawia opór, chociaż istnieją rozwiązania (tego wszystkiego przecież nie wiemy), że kobieta nie może być częścią rozwiązania, wtedy na pewno bank weźmie pod uwagę sytuację kobiety. Więc dziki, dziki Zachód... Myślę, że moja sugestia dla autora wątku, aby zachęcić kobietę do podjęcia rozmowy, może być jedyną dobrą rekomendacją, oraz aby doprowadzić do przekonania, że podczas tej rozmowy będą rozwiązania, lub przynajmniej plan działań mężczyzny będzie widoczny, na który można zareagować. Innymi słowy, Prusacy nie strzelają tak szybko Mówiłeś o tym wcześniej: Jeśli kobieta nie jest już właścicielem domu, albo nigdy nim nie była i ewentualnie nie ma żadnych dochodów, bank przestałby już jej egzekwować spłatę z powodu kredytu, zwłaszcza, że rozstaliście się. Nie żyjemy na Dzikim Zachodzie i twoja nowa kobieta może to spokojnie przekazać bankowi! Nic się nie stanie, bank musi po prostu znać sytuację i musi być na bieżąco poinformowany, wtedy sprawa zostanie załatwiona! A ja uważam to za dość niedorzeczne.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez NaTwoim13
Na razie się wypowiadam, powiedziałem to, co miałem do powiedzenia. Konsekwencje były świadome dla TE od samego początku, ponowne ich wymienianie i omawianie jest w porządku, podobnie jak podawanie alternatyw, które pojawiły się wcześniej, zanim przyszłoby do konfrontacji, oraz rozpowszechnianie optymizmu, że istnieją środki i sposoby, które pozwolą uniknąć konfrontacji, co przede wszystkim interesuje bank. Nie widzę przymusowej licytacji jako natychmiastowego zagrożenia, chociaż może ona pojawić się pod koniec długiej drogi, jednak jest to wynik nierozważnego postępowania lub decyzji o nie podjęciu innych ścieżek wcześniej, co byłoby sprzeczne z wysiłkami i prośbami TE. Wskazałem, co można zrobić, i jestem w pełni przekonany, że istnieje rozwiązanie, jeśli się o nie aktywnie zabiega, dlatego zachęcam do podejmowania działań zanim zacznie się malować diabła na ścianie. Poza tym, nie udzielam tu porad prawnych, ani nie muszę zawierać umów, dlatego decyduję dla siebie, co uważam za bezmyślne. Podobnie można uznać, że mówienie tutaj o przymusowych licytacjach byłoby nierozważne. Znajdujemy się obaj na tej samej drodze, tylko w nieco innej odsłonie. To, co musiało zostać powiedziane, zostało powiedziane w różny sposób i zakładam, że TE czyta także twoje komentarze i innych. Ostatecznie, jak potwierdza, ma on dobrze ujęty przegląd wszystkich możliwości i konsekwencji, resztę można omówić z bankiem i prawnikiem odpowiednio do charakterów, które tam działają.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Więc moim zdaniem wszystko jest w porządku, nie ma powodu do kłótni. Faktem jest, że przeczytałem wszystkie posty tutaj i zdecydowanie zdaję sobie sprawę, że nie mogę oczekiwać tutaj porady prawnej, a przede wszystkim żadnej wiążącej odpowiedzialności. Tego nigdy nie oczekiwałem i nie było to celem mojego pytania. Potrzebowałem wskazówek i wskazówek w jakim kierunku mogę szukać, i tego właśnie dostałem. Również zdaję sobie sprawę z najgorszego scenariusza, to była wersja, z którą podszedłem do tego problemu. Jednak cieszę się, że istnieją inne sposoby, które mogłyby być rozsądnym rozwiązaniem dla wszystkich zainteresowanych. Nawet jeśli mi (i mojej żonie) nie powinno to przeszkadzać: NIKT nie chce, aby Dom trafił na licytację komorniczą. Osobiście uważam, że były mąż może znaleźć inne rozwiązanie swojego problemu finansowego, JEŚLI CHCE (to może być jedynym powodem, dla którego to się nie uda). W moim obecnym odczuciu, rozwiązaniem, które byłoby proste dla byłego męża i banku, byłoby objęcie odpowiedzialnością mojej żony. I temu postawimy kres. Dzisiaj udało nam się umówić na spotkanie z prawnikiem. On dostarczy nam dalszych porad (i więcej wiążących odpowiedzi) na ten temat. Poprosiliśmy o dokumenty (z określeniem terminu i jasnym komunikatem do banku: Bez dokumentów, brak podstaw do negocjacji). Następnie odbędzie się spotkanie w banku. Dziś korzyść polega na tym, że jesteśmy przygotowani. Znamy już wiele pułapek i możemy lepiej interpretować reakcje. Oczywiście jasne jest, że bank nie zwolni mojej żony z kredytu tak po prostu. Dzięki przygotowaniom wiemy jednak, jakie środki finansowe muszą być dostępne, aby ewentualnie przetrwać i uniknąć zadłużenia wynikającego z ewentualnych kosztów związanych z adwokatem i zajęciem majątku BEZ wpadania w problemy z własnymi kredytami. To jest ogromnie ważne dla mojej żony! Dodatkowo przeprowadziłem rozmowę z doradcą finansowym z rozszerzonego kręgu znajomych (zbieg okoliczności) i również potwierdził wiele spostrzeżeń, które tutaj padły. Moja żona jest zainteresowana znalezieniem dobrej drogi dla wszystkich zaangażowanych. Niestety były mąż nie chce rozmawiać, co - delikatnie mówiąc - utrudnia pokojowe rozwiązanie. Mamy jednak nadzieję, że bank będzie w stanie wpłynąć na niego w odpowiedni sposób. Dziękuję szczególnie WSZYSTKIM zaangażowanym w ten wątek. Nie mam zamiaru ani nie mogę oceniać, kto więcej lub mniej przyczynił się do dyskusji. Jestem wdzięczny, że znalazłem to forum i z pewnością skorzystam z niego także w innych sprawach finansowych. Być może spełnię swoje marzenie o własnym domu za kilka lat, wtedy na pewno znów będę tutaj. Ale teraz najpierw rozwiążmy aktualny kryzys.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Batman_BU
noelmaxim pisze: Jestem już poza grą, powiedziałem, co miałem do powiedzenia. .
Prawdopodobnie dobrze. Skutki były oczywiste od samego początku dla OP, To może być prawda, ale z pierwszych postów nie wynikało, że te konsekwencje są tak oczywiste. Moim zdaniem. Nie przewiduję przymusowej licytacji, choć mogłaby ona nastąpić na końcu długiej drogi, to jednak byłoby to spowodowane lekkomyślnym prowokowaniem i dowodem na to, że nie podjęto prób znalezienia innych rozwiązań wcześniej lub świadomie nie chciano podążać tą drogą, co byłoby w sprzeczności z wysiłkami i zapytaniami OP. Nie napisałem, że to jest wyłączna droga do podążania. Napisałem, że może to być jedna z opcji. Uważam, że ignorowanie tego jest ryzykowne. Po prostu napisałem, że kobieta nie zostanie po prostu zwolniona z odpowiedzialności. Ty nazywasz to czarnowidztwem. Ja nazywam to logicznym rozumowaniem. Pokazałem, co można zrobić, i jestem bardziej niż przekonany, że znajdzie się rozwiązanie, jeśli się o nie aktywnie zabiegnie, dlatego zachęcałem do tego, zanim znowu zacząłem malować diabła na ścianie. Oczywiście, możesz malować swoją różową bajkową krainę, znamy to z innych tematów, ale odchodząc od faktów, najpierw trzeba wyraźnie określić, na jakim się stoi, a następnie brać się za szukanie rozwiązań. Oczywiste jest, że rozmowa z bankiem jest częścią tego procesu, więc oklaskiwanie się za zwrócenie uwagi jest dość... narcystyczne. Poza tym, nie udzielam tu porad prawnych, również nie muszę zawierać umów, dlatego decyduję sam, co uważam za niemądre. Tak samo można dojść do wniosku, że mówienie tutaj o przymusowych licytacjach jest niemądre. Oczywiście możesz decydować, co uważasz za niemądre. Ale ja mam prawo nazywać twoje wyrażone tutaj opinie w ten sposób. Jesteśmy obaj na tej samej drodze, po prostu z nieco inną interpretacją. To, co musiało zostać powiedziane, zostało wyrażone w różny sposób, zakładam też, że OP czyta twoje i inne wpisy. W sumie, jak sam potwierdził, ma komplet możliwości i konsekwencji, resztę można omówić z bankiem i prawnikiem zgodnie z postawionymi charakterami. Tak, OP na pewno jest na właściwej drodze. Zatrudnienie prawnika to dobry krok. Jeśli kobieta nie jest już właścicielką domu albo nigdy nią nie była i być może nie ma też żadnych dochodów, bank nie będzie jej już dalej obarczać odpowiedzialnością za spłatę kredytu, a tym bardziej są już rozwiedzeni. Nie żyjemy w Dzikim Zachodzie i twoja nowa partnerka spokojnie może to tak przekazać bankowi! Nic się nie stanie, bank musi tylko znać sytuację oraz mieć ją przed oczami, a potem sprawa jest załatwiona! W dzisiejszych czasach bank nie przejdzie z takim czymś naprzód!!! Nadal uważam to za ryzykowne stwierdzenie.

Re: Finansowanie budowy po rozwodzie

Napisany przez Franki84
Mam nadzieję, że mogę podać link do interesującej moim zdaniem strony: https://www.anwalt.de/rechtstipps/fr...ng_021523.html https://www.familienrecht-muenchen.d...eitern_der_Ehe Tam dokładnie opisana jest sytuacja. Wspólne kredyty bankowe, Dom w wyłącznej własności mężczyzny, rozwód. Oczywiście tam napisano, że w takim przypadku należy również brać pod uwagę uczucia drugiej strony. Po 6 latach uwzględniania tych uczuć powinno to jednak być już zakończone. Jestem ciekawa, co na to prawnik.

Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z kryptowalutami […]

Uważasz więc, że podczas studiów dualnych zarobisz[…]

Do limitu ryczałtu nie płacisz żadnych podatków. J[…]

Dziękuję bardzo!

Odwiedź naszą stronę z aktualnościami ze świata