No dobrze, spróbujmy tego inaczej, batman_bu. Jeśli miałbyś pytanie na takim forum, czy chciałbyś usłyszeć tylko, co najgorszego może się wydarzyć, czy raczej poznać możliwości tego, co można zrobić z wyprzedzeniem, aby do tego w ogóle nie doszło?
Więc jeszcze raz: Najgorszy przypadek to ten, który obecnie występuje. Kobieta jest kredytobiorcą i odpowiedzialna za spłatę. To jest faktem. I musi to być jasno sformułowane. Oczywiście można snuć różne różowe scenariusze na przyszłość, ale do czasu wyjaśnienia wszystkich kwestii są one bezwartościowe.
Od tego punktu można potem przedstawiać możliwe rozwiązania i chętnie prezentować, co się uważa za prawdopodobne. Jednak przedstawiać to jako już wydeptaną ścieżkę jest głupotą.
Dlaczego zawsze ta pesymistyczna nuta? Autor wątku zapytuje przecież właśnie dlatego, ponieważ jest świadomy konsekwencji i chce być dla kobiety dobrym doradcą, a nawet ją chronić.
To nazywa się realizmem. Autor w pierwszych postach na pewno nie był tak wyraźny. Nawiasem mówiąc: ""scheinbar"" i ""anscheinend"" nie powinno się mylić.
Wie z pewnością, że w razie rzeczywistej potrzeby dochodzi do licytacji komorniczej, że kobieta - o ile podpisała - ponosi odpowiedzialność, wie to wszystko. Oczywiście jest w porządku, jeśli ktoś mu to jeszcze raz potwierdzi, ale przeczytaj moje podejście, dlaczego piszę, że nie jesteśmy na Dzikim Zachodzie, gdzie złe banki od razu strzelają, gdy ktoś mrugnie. Tak nie jest, a nawet bank jest zainteresowany znalezieniem rozwiązania, a ostatnim, którym jest licytacja komornicza, rozwiązaniem, którego żaden bank nie chce, nawet jeśli pozostało mu do uzyskania tylko 10 000
euro przy wartości 500 000
euro.
Tak, napisałem to w ten sposób, jeśli przeczytasz uważnie.
Rozwiązaniem w takiej sytuacji zawsze jest rozmowa, szczerość, zgłaszanie i informowanie o problemach, komunikacja oraz wyrażanie gotowości do rozwiązań, a bank - jeśli wszystko jest na wstępie i w toku - będzie nagradzał doradztwem oraz prezentowaniem rozwiązań lub gotowości do nich.
Widzisz po reakcjach, że bank lub
doradca nie jest zbyt zainteresowany czymś takim. W takim wypadku trzeba wrócić do ram prawnych. Stąd wynika również narzędzie nacisku na bank.
1. Nie ma co egzekwować, wcześniej czy później i tak trzeba będzie przejść do egzekucji.
2. Powodzenia. Mi nie jesteście w stanie zaszkodzić, bo mam zabezpieczenie prawne przed szkodami majątkowymi. Biuro Informacji Kredytowej jest mi obojętne. (Możesz z machnąć wyrokiem sądowym)
3. Najprostszym rozwiązaniem dla was będzie skorzystanie z mężczyzny.
A jeśli w rozmowie nie pojawią się rozwiązania, to obiekt zostanie sprzedany, właściciel sprzeda
Dom, i dopiero jeśli nie będzie chciał przyczynić się do rozwiązania, bank rozpocznie trzeciorzędne zarządzanie wierzytelnością. Długa droga do tego momentu lub krótka, jeśli wcześniej się porozmawia i przede wszystkim się dowiedzie, jakie są zamiary mężczyzny, a bank dowie się, że kobieta nie ma nic, a mężczyzna stawia opór, chociaż istnieją rozwiązania (tego wszystkiego przecież nie wiemy), że kobieta nie może być częścią rozwiązania, wtedy na pewno bank weźmie pod uwagę sytuację kobiety.
Więc dziki, dziki Zachód... Myślę, że moja sugestia dla autora wątku, aby zachęcić kobietę do podjęcia rozmowy, może być jedyną dobrą rekomendacją, oraz aby doprowadzić do przekonania, że podczas tej rozmowy będą rozwiązania, lub przynajmniej plan działań mężczyzny będzie widoczny, na który można zareagować.
Innymi słowy, Prusacy nie strzelają tak szybko
Mówiłeś o tym wcześniej:
Jeśli kobieta nie jest już właścicielem domu, albo nigdy nim nie była i ewentualnie nie ma żadnych dochodów, bank przestałby już jej egzekwować spłatę z powodu
kredytu, zwłaszcza, że rozstaliście się.
Nie żyjemy na Dzikim Zachodzie i twoja nowa kobieta może to spokojnie przekazać bankowi! Nic się nie stanie, bank musi po prostu znać sytuację i musi być na bieżąco poinformowany, wtedy sprawa zostanie załatwiona!
A ja uważam to za dość niedorzeczne.