Cześć Mistrzu Kamieniu,
najpierw co do myLife: myLife pierwotnie była ubezpieczycielem Fortis. Fortis Bank (nie ubezpieczyciel) znalazła się w trudnej sytuacji ekonomicznej i została sprzedana BNP. Z przyczyn prawnych ubezpieczyciel Fortis musiał zmienić nazwę na Ageas. W międzyczasie również Ageas zostało kupione i teraz nosi nazwę myLife. Wiele zmian nazwy zawsze wygląda trochę niefortunnie, ale ostatecznie to ciągle ta sama firma. Poziom wypłacalności myLife wynosi ponad 300%. myLife należy do dwudziestki największych europejskich ubezpieczycieli.
Dla wejścia na rynek niemiecki wybrano drogę jako dostawcy netto. Tutaj nie jest przekazywana prowizja doradcy/pośrednikowi (co byłoby również niedozwolone), ale naliczana jest opłata ustalona między klientem a doradcą.
Niestety, nie tylko prowizja jest zamieniana na honorarium (co nie poprawia rzeczywistego produktu), lecz również wszystkie inne koszty zawarte w produkcie są minimalizowane.
Oddzielenie wynagrodzenia od produktu ma duży korzyść elastyczności dla długoterminowych produktów oszczędnościowych. W przypadku umowy brutto (oparta na prowizji), każde obniżenie składki/frekwencji ma wadę w tym, że opłaty były naliczane na podstawie początkowej kwoty składki, która nie obowiązuje, często nawet dodatkowe koszty, które znacząco pogarszają ogólny wynik. Mało które umowy przebiegają tak, jak pierwotnie planowano. Dzięki rozdzieleniu wynagrodzenia doradcy od produktu, nie ma żadnych kosztów, ponieważ ubezpieczyciel na przykład nie musi tworzyć rezerw na zwroty polis.
Twój
doradca z pewnością poleci ci jako plan myLife active. Nie jest to wyłącznie polisa funduszowa. Istnieje tu fundusz techniczny, który zawiera gwarantowane oprocentowanie i pod względem samego siebie ma wszystkie cechy klasycznego ubezpieczenia na życie. Ponadto istnieje portfel inwestycyjny, z którego można wybrać indywidualny portfel spośród dużej selekcji funduszy (w tym prawie 200 funduszy indeksowych). Na te dwa zbiorniki można dowolnie rozdzielić składkę oszczędnościową, a także bezpłatnie dokonywać przesunięć między nimi.
Pozwala to na przedstawienie indywidualnej gwarancji od 0 gwarancji do pełnej gwarancji klasycznego ubezpieczenia na życie.
Jeśli ma się odpowiednią ilość czasu (przed emeryturą zakłada się) to rozpoczęcie drogi z istotnym udziałem akcji jest jedyną sensowną możliwością. Kapitał produkcyjny musi zawsze przynosić wyższy zwrot niż wszystkie inne klasy aktywów. Wyższe wahania, które można się spodziewać przy większym udziale akcji, w okresie akumulacji nie stanowią problemu; wręcz przeciwnie, efekt kosztów średnich jest tu niezwykle korzystny. Oczywiście, jakiś czas przed planowanym rozpoczęciem renty, należy zmniejszyć udział akcji, aby zminimalizować ryzyko oscylacji.
Ponieważ przesunięcia w inwestycjach związanych z funduszami są konieczne, powództwo ubezpieczeniowe ma sens w okresie akumulacji, ponieważ nie ma podatku od zysków kapitałowych, podobnie jak na początku okresu rentowego. Gdyby się zaplanowało fazę kumulacji poprzez wolne portfolio inwestycyjne, podatek od zysków kapitałowych stałby się wymagany nawet spóźniej, a następnie aby zabezpieczyć ryzyko długowieczności za pomocą zabezpieczenia emerytalnego.
Klasyczne
ubezpieczenie na życie wydaje mi się znacznie większym ryzykiem. Jeden punkt stanowi upadłość ubezpieczyciela. W takim przypadku saldo umowy również bardzo ucierpi. Odpowiedni bilans funduszy byłby tzw. aktywem osobistym i praktycznie nie dotknięty upadłością ubezpieczyciela. Poza tym obiecane świadczenia końcowe klasyk RV są od dawna malejące. To będzie się dalej pogłębiać, ponieważ od dłuższego już czasu mamy bardzo niskie stopy procentowe. Wiele ubezpieczycieli przez pewien czas potrafiło jeszcze to wytrzymać. Sytuacja szybko się moim zdaniem jednak dramatycznie pogorszy, ponieważ obecnie coraz więcej długoterminowych, wysoko oprocentowanych inwestycji musi być przerzucane na minimalnie oprocentowane inwestycje. Modele obliczeniowe dla nowych umów zawsze będą jednak obliczane według aktualnych liczb, więc będą prawie niemożliwe do utrzymania.
Jeśli spojrzymy na same wartości gwarancyjne, z mojego punktu widzenia nie widzę żadnych korzyści wynikających z klasycznego ubezpieczenia na życie, które zrównoważą wady tego rodzaju produktów.