Jesteśmy ani portalem porównawczym, ani nie sprzedajemy żadnych produktów.
Oczywiście sprzedajecie produkt. Produktem jesteście wy sami albo wasza usługa doradcza, którą trzeba ocenić pod kątem jakości.
Nie musimy czytać warunków umowy, możecie to zrobić jako sprzedawca i
doradca na miejscu, jeśli macie czas i ochotę, aby znać każde warunki.
Jeśli nie potraficie wskazać klientowi różnic w warunkach umowy ani ich nie znacie (co wydaje się być oczywiste w tym przypadku), rodzi się pytanie, dlaczego klient miałby korzystać z waszej porady. I powinno być jasne, że czytanie i rozumienie warunków to podstawowe wymagania stawiane pośrednikowi, niezależnie od tego, czy bezpośrednio pośredniczy w polisach czy też przeprowadza test produktu. Produkt mogę ocenić rozsądnie tylko wtedy, gdy znam jego zawartość.
Jeśli klient jest gotowy zapłacić 120
euro rocznie za polisę OC w najwyższym zabezpieczeniu, może to zrobić z minimalną sumą 0
euro. Powinniście uczciwie to uwzględnić w swoich wywodach.
Miła próba. Jednak ceną nie była kryterium, na które się powoływałem w waszych wywodach, więc nie wiem, dlaczego teraz nagle miałbym to wspominać. To także zagadkowe, dlaczego teraz tak bardzo upieracie się przy Gothaer. To są wasze sztuczki retoryczne.
Ponadto powinniście, a tego nie robicie, rozróżniać między dostawcami bezpośrednimi a stacjonarnymi u ubezpieczycieli.
Dlaczego miałbym to robić? Z taką samą bezsensownością mogę argumentować, że dokładnie trzy kryteria dla dobrej polisy OC wskazujecie, a inne fundamentalne punkty w waszej ocenie są pomijane. Dla usługi płatnej przez klienta jest to wątpliwy sposób postępowania, który wybieracie w tym miejscu.