- ndz mar 05, 2017 11:16 am
Witaj,
zaczynam od początku: w 2012 roku poznałem pewną kobietę, która jest/została wykwalifikowaną opiekunką terapeutyczną, ale została po prostu zwolniona z powodu wypalenia zawodowego i faktu, że jej poprzedni pracodawca, Lebenshilfe, zatrudnił tańszą siłę roboczą.
Dalszy los możemy się łatwo domyślić: po zasiłku dla bezrobotnych przyszło Hartz-4... i z tym związane problemy finansowe...
Chciałem jej trochę pomóc, więc pozwoliłem jej sprzedawać samochody, a zysk netto dzieliliśmy między siebie...
Mówiłem jej, że zawsze musi wypełniać bezwarunkowo dwa umowy kupna-sprzedaży (lub kopia), aby nikt nie mógł później niczego zmanipulować.
Do tej pory wszystko było w porządku, we wrześniu 2012 roku sprzedała ona samochód, ale wypełniła tylko jedną umowę, którą kupujący zabrał ze sobą...
Krótko potem chciał odstąpić od umowy i żądał zwrotu większej sumy pieniędzy, niż zapłacił...
Sprawa trafiła do sądu, a kupujący nagle przedstawił umowę, w której rzekomo chciał zapłacić 9700 euro, podczas gdy faktycznie zapłacił 8850 euro...
Latem 2014 roku Sąd Okręgowy w Hamburgu wydał wyrok na korzyść kupującego, nie zauważając fałszerstwa, i przyznał mu rację...
Następnie wniesiono apelację od tego wyroku Sądu Okręgowego w Hamburgu, która jednak nie powiodła się, ponieważ prawnik oskarżonej (czyli mojej znajomej) z Brunszwiku popełnił tak poważne błędy, że apelacja nie mogła być zatwierdzona, można by nawet powiedzieć, że sprawę przegrano tylko z powodu błędów własnego prawnika...
Już w 2014 roku istniały dowody, że powód sfabrykował umowę kupna-sprzedaży, ale prawnik z Brunszwiku nigdy nie przedstawił tych faktów sądowi w Hamburgu.
Zauważył to prawnik apelacyjny z Wernigerode, który pierwotnie miał przeprowadzić apelację.
Czyli sprawa poszła na marne!
Latem 2015 roku doszło do wykupu samochodu za dokładnie 7000 euro, jednak kupujący nie chciał się na to zgodzić i nagle zdecydował, że chce zatrzymać samochód i uznać tylko 2000-3000 euro jako zapłatę za samochód.
Jego żona pracuje w aukcji w Hamburgu i oni dobrze wiedzą, ile pieniędzy przynosi sprzedaż takich samochodów...
Mimo to samochód został ostatecznie odkupiony za 7000 euro, ponieważ musiał uznać najwyższą ofertę...
Kupujący ponownie złożył rachunek i chciał więcej pieniędzy niż wynosił wyrok Sądu Okręgowego w Hamburgu, twierdząc, że ma około 2000 euro własnych kosztów...
Odbyto kilka rozmów telefonicznych oraz część rozmów została nagrana podczas przekazania pojazdu w Hamburgu latem 2015 roku, gdzie kupujący kilkakrotnie przyznał się do oszustwa...
Wyrok Sądu Okręgowego w Hamburgu wynosił ok. 12300 eurołącznie z kosztami, przy czym kupujący otrzymał już latem 2015 roku gotówkę w wysokości 7000 euro...
Mimo to w rozmowach telefonicznych (które zostały nagrane!) żądał kolejnych 8000 euro i groził wszczęciem egzekucji mieszkania, jeśli nie otrzyma pieniędzy...
W jesieni 2015 roku pojechałem razem z moją znajomą do Hamburga do adwokata powoda/kupującego, żeby porozmawiać z nim.
On był niezwykle arogancki i zupełnie go nie obchodziła sytuacja ani fakt oszustwa, zawsze opierał się tylko na ostateczności decyzji sądu...
Z czystego rozpaczy moja znajoma nacięła sobie żyły w toalecie kancelarii, na miejsce przyjechała policja i karetka...
Pod koniec 2015 roku poinformowałem sam adwokat o istnieniu kilku nagrań audio, na których kupujący przyznał się do oszustwa, i zasugerowałem, żeby dał temu spokój, ponieważ gdyby kupujący nie żądał nieprawidłowo więcej pieniędzy i nie sfałszował umowy kupna-sprzedaży, samochód zostałby zwrócony we wrześniu 2012 roku...
W marcu 2016 roku moja znajoma została napadnięta w swoim domu, przywiązana do grzejnika, a rabuś (mówiący dialektem hamburskim) żądał dokładnie tych nagrań audio, nawet zabrał telefon z tymi nagraniami...
Poza tym zaczął egzekucję mieszkania za pośrednictwem swojego prawnika, jeśli nie otrzyma 9000 euro.
Moja znajoma wzięła wtedy kredyt i zapłaciła tę kwotę, żeby uniknąć przymusowej licytacji...
Teraz moja znajoma żąda ode mnie zwrotu pieniędzy, argumentując, że gdybyśmy wierzycielowi zapłacili wtedy 9500 euro (dzień później powiedział w telefonie, że byłby zadowolony też z 9300 euro), sytuacja nigdy by nie doszła do tego punktu...
Ja odpowiadam, że gdyby miała dwie umowy kupna-sprzedaży z prawdziwą sumą kupna w wysokości 8850 euro, wierzyciel nigdy nie mógłby popełnić oszustwa, a poza tym miałaby do czynienia z kompletnie nieudolnym prawnikiem, który wszystko popsuł...
Chciałbym teraz przeczytać neutralne opinie na ten temat, bo od kilku miesięcy toczą się poważne spory z powodu tej sprawy, a nasza relacja również uległa rozpadowi
zaczynam od początku: w 2012 roku poznałem pewną kobietę, która jest/została wykwalifikowaną opiekunką terapeutyczną, ale została po prostu zwolniona z powodu wypalenia zawodowego i faktu, że jej poprzedni pracodawca, Lebenshilfe, zatrudnił tańszą siłę roboczą.
Dalszy los możemy się łatwo domyślić: po zasiłku dla bezrobotnych przyszło Hartz-4... i z tym związane problemy finansowe...
Chciałem jej trochę pomóc, więc pozwoliłem jej sprzedawać samochody, a zysk netto dzieliliśmy między siebie...
Mówiłem jej, że zawsze musi wypełniać bezwarunkowo dwa umowy kupna-sprzedaży (lub kopia), aby nikt nie mógł później niczego zmanipulować.
Do tej pory wszystko było w porządku, we wrześniu 2012 roku sprzedała ona samochód, ale wypełniła tylko jedną umowę, którą kupujący zabrał ze sobą...
Krótko potem chciał odstąpić od umowy i żądał zwrotu większej sumy pieniędzy, niż zapłacił...
Sprawa trafiła do sądu, a kupujący nagle przedstawił umowę, w której rzekomo chciał zapłacić 9700 euro, podczas gdy faktycznie zapłacił 8850 euro...
Latem 2014 roku Sąd Okręgowy w Hamburgu wydał wyrok na korzyść kupującego, nie zauważając fałszerstwa, i przyznał mu rację...
Następnie wniesiono apelację od tego wyroku Sądu Okręgowego w Hamburgu, która jednak nie powiodła się, ponieważ prawnik oskarżonej (czyli mojej znajomej) z Brunszwiku popełnił tak poważne błędy, że apelacja nie mogła być zatwierdzona, można by nawet powiedzieć, że sprawę przegrano tylko z powodu błędów własnego prawnika...
Już w 2014 roku istniały dowody, że powód sfabrykował umowę kupna-sprzedaży, ale prawnik z Brunszwiku nigdy nie przedstawił tych faktów sądowi w Hamburgu.
Zauważył to prawnik apelacyjny z Wernigerode, który pierwotnie miał przeprowadzić apelację.
Czyli sprawa poszła na marne!
Latem 2015 roku doszło do wykupu samochodu za dokładnie 7000 euro, jednak kupujący nie chciał się na to zgodzić i nagle zdecydował, że chce zatrzymać samochód i uznać tylko 2000-3000 euro jako zapłatę za samochód.
Jego żona pracuje w aukcji w Hamburgu i oni dobrze wiedzą, ile pieniędzy przynosi sprzedaż takich samochodów...
Mimo to samochód został ostatecznie odkupiony za 7000 euro, ponieważ musiał uznać najwyższą ofertę...
Kupujący ponownie złożył rachunek i chciał więcej pieniędzy niż wynosił wyrok Sądu Okręgowego w Hamburgu, twierdząc, że ma około 2000 euro własnych kosztów...
Odbyto kilka rozmów telefonicznych oraz część rozmów została nagrana podczas przekazania pojazdu w Hamburgu latem 2015 roku, gdzie kupujący kilkakrotnie przyznał się do oszustwa...
Wyrok Sądu Okręgowego w Hamburgu wynosił ok. 12300 eurołącznie z kosztami, przy czym kupujący otrzymał już latem 2015 roku gotówkę w wysokości 7000 euro...
Mimo to w rozmowach telefonicznych (które zostały nagrane!) żądał kolejnych 8000 euro i groził wszczęciem egzekucji mieszkania, jeśli nie otrzyma pieniędzy...
W jesieni 2015 roku pojechałem razem z moją znajomą do Hamburga do adwokata powoda/kupującego, żeby porozmawiać z nim.
On był niezwykle arogancki i zupełnie go nie obchodziła sytuacja ani fakt oszustwa, zawsze opierał się tylko na ostateczności decyzji sądu...
Z czystego rozpaczy moja znajoma nacięła sobie żyły w toalecie kancelarii, na miejsce przyjechała policja i karetka...
Pod koniec 2015 roku poinformowałem sam adwokat o istnieniu kilku nagrań audio, na których kupujący przyznał się do oszustwa, i zasugerowałem, żeby dał temu spokój, ponieważ gdyby kupujący nie żądał nieprawidłowo więcej pieniędzy i nie sfałszował umowy kupna-sprzedaży, samochód zostałby zwrócony we wrześniu 2012 roku...
W marcu 2016 roku moja znajoma została napadnięta w swoim domu, przywiązana do grzejnika, a rabuś (mówiący dialektem hamburskim) żądał dokładnie tych nagrań audio, nawet zabrał telefon z tymi nagraniami...
Poza tym zaczął egzekucję mieszkania za pośrednictwem swojego prawnika, jeśli nie otrzyma 9000 euro.
Moja znajoma wzięła wtedy kredyt i zapłaciła tę kwotę, żeby uniknąć przymusowej licytacji...
Teraz moja znajoma żąda ode mnie zwrotu pieniędzy, argumentując, że gdybyśmy wierzycielowi zapłacili wtedy 9500 euro (dzień później powiedział w telefonie, że byłby zadowolony też z 9300 euro), sytuacja nigdy by nie doszła do tego punktu...
Ja odpowiadam, że gdyby miała dwie umowy kupna-sprzedaży z prawdziwą sumą kupna w wysokości 8850 euro, wierzyciel nigdy nie mógłby popełnić oszustwa, a poza tym miałaby do czynienia z kompletnie nieudolnym prawnikiem, który wszystko popsuł...
Chciałbym teraz przeczytać neutralne opinie na ten temat, bo od kilku miesięcy toczą się poważne spory z powodu tej sprawy, a nasza relacja również uległa rozpadowi