- czw sie 02, 2018 8:53 am
Drogi Batmanie, ze względu na inną czcionkę, w ostatnim rozdaniu Sąd Najwyższy nie zrobił bankom psikusa i - w uproszczeniu - potwierdził wyrok Sądu Apelacyjnego na korzyść banków, chociaż co najmniej nie uchylił.
Niemniej jednak, 100% pewności nigdy nie będzie, gdy ludzie podejmują decyzje - gdy coś pójdzie źle - zawsze wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej. Niezależnie od tego, czy z powodu potrzeby, chciwości czy też z zasady, wszystko może zostać szybko przekręcone, wykorzystane w jakiś sposób lub po prostu osiągnięty z tego zysk. Nikt, zwłaszcza prawa i zaostrzone wytyczne, nie będzie w stanie tego kluczowo zmienić, ponieważ tam, gdzie zmieniają się wytyczne i prawa, zmienia się również możliwość lub sposób, w jaki można kogoś przeciążyć, niezależnie i uważam, że to ważne, czy to bank przeciąży konsumenta, czy konsument przeciąży bank.
Niemniej jednak, ważne jest to, że za sprawą prawa do odwołania i opłat manipulacyjnych po raz pierwszy prawa konsumentów zostały wzmocnione także poprzez wyroki - aż do Sądu Najwyższego - i uważam, że jest to słuszne oraz godne konsumenta.
Kluczowe jest jednak to, aby interesy banku były zgodne z możliwościami, celami i życzeniami konsumenta, i zawsze decydujący będzie sposób, w jaki etyka i moralność spotykają się po obu stronach, kto, jak i kiedy reprezentuje swoje interesy wobec kogo, i zawsze pozostaje pytanie, gdzie zaczyna się nieprawidłowa rada, a gdzie się kończy, jaki jest powód tej złej rady i kto ją żądał lub popierał.
Weźmy na przykład mnie. Na pewno zawsze nie podejmuję optymalnej decyzji w kontekście koncepcji/oferty konsumenta, i oczywiście zawsze będzie jeszcze o dziesiąty procent tańsza oferta ode mnie, ale porównując to z tym, co już istnieje, z tym, co konsument do tej pory zrobił, co można zmienić i ulepszyć, zwłaszcza w kontekście koncepcji, która musi być na początku każdego rozważania i realizacji zamierzenia, mogę twierdzić, że potrafię to udowodnić wobec mnie samym.
Jednak w istocie chodzi tutaj nie o to, co chcę powiedzieć, ale o fakt, że za moich czasów w Commerzbank nie mogłem działać w ten sposób, musiałem sprzedawać dużo więcej niż doradzać, ponieważ mogłem oferować tylko produkty koncernu, a nawet wtedy kształtowałem finansowania, wiedząc, że można je uzyskać taniej w przypadku NordLB. Czy teraz przeciążałem klientów czy może nawet okłamałem? Kto wtedy płacił moje wynagrodzenie? Kto mi dawał chleb.....
A kiedy miałem czas doradzić klientowi? Jak długo mogłem kombinować, zanim ktoś przyszedł i powiedział, że to przedsięwzięcie jest niewydajne, nie chcemy nic przynosić, chcemy i musimy coś wyciągnąć!
Faktem jest, że wtedy postanowiłem, że nie będę dłużej stosować tego systemu, dlatego pożegnałem się i mogę twierdzić, że teraz mogę doradzać znacznie bardziej niezależnie i swobodnie, ale nie każdy podejmuje taką decyzję, a ci, którzy ją podejmują, muszą postępować zgodnie z polityką firmy, przeciążać klientów w pewien sposób, sprzedawać zamiast doradzać, oszukiwać i kłamać.
Wczoraj znowu napisał mi użytkownik z tego forum, którego zamierzenie obecnie wspieram, że jego bank domowy - Sparkasse - oświadczył, że ze względu na wtorkową kredytową dyrektywę dotyczącą nieruchomości mieszkaniowej, pozyskanie kapitału (część finansowania) nie jest już możliwe. Moja oferta - również od Sparkasse - przewiduje dokładnie to, co oczywiście nadal jest możliwe. Czy teraz powinniśmy powiedzieć, że wszyscy pracujący na zlecenie bankierzy sprzedają, kłamią i oszukują? Czy może ta osoba po prostu nie kłamała i po prostu nie wiedziała lepiej? Czy to ogólny problem danego banku czy raczej ogólna metoda postępowania banku? Nie, to zależy głównie od konkretnych ludzi, i tutaj jasno mówię, z obu stron, zarówno od dostawców, jak i od konsumentów.
Muszę również przyznać konsumentowi pewną miarę odpowiedzialności własnej, samodzielnego działania i podejmowania decyzji oraz pewną dojrzałość, jeśli ten cały system ma funkcjonować. Użytkownik tego dokonał, sprawdzając oświadczenia swojego banku oraz informując się - między innymi tutaj. Chciałbym również podkreślić, że ustawodawca już wprowadził pewne zabezpieczenia (dyrektywa UE w sprawie pośredników w obrocie nieruchomościami, umowa pośrednictwa kredytowego, informacje przedumowne, protokół doradczy itp.), ale jak już wspomniałem, regulacje i wytyczne będą coraz bardziej rygorystyczne, zawsze znajdą się nowe sposoby obejścia, i szczerze mówiąc, ostatecznie konsument także przestanie wiedzieć, co podpisuje, i im więcej będzie musiał podpisać, tym więcej mu można wcisnąć, jeśli ktoś będzie tego chciał i będzie tego potrzebował!
Znowu się rozpisałem, przepraszam, ale uważam, że wszystko nie jest tak katastrofalne, jak jest często opisywane, i należy się raczej liczyć z tym, że niestety konsumentów czasami przedobrzą, a czarne owce działają na swoje sposoby, ale z drugiej strony konsumentów także nieustannie kuszą złote jajko lub rzadką okazję, nie zdając sobie sprawy, że takiego czegoś nie ma, a gdy już to zrozumieją, obarczają za to winą innych. Tak, gdzie ludzie podejmują decyzje.......
Jeszcze jedna rzecz, wiele rzeczy uważam, że byłoby lepiej, gdybyśmy nie zmuszali naszych dzieci do obliczania pierwiastka ósmego z 235 czy uczenia się na pamięć układu okresowego, lecz uczyli i doświadczali w szkole bardziej emocji życiowych. Więcej etyki i moralności, podstawy handlu, finansów i ubezpieczeń, bardziej praktyczne i bliższe życiu. Według mnie teraz w erze globalizacji i cyfryzacji nasz nacisk powinien być tutaj kierowany, jeśli chcemy coś zmienić, jeśli chcemy wychować odpowiedzialnych i samodzielnych obywateli, ale czy ktoś w to wierzy, że jest to pożądane? Czy nie jest to wszystko częścią systemu, systemu, który ma tak funkcjonować i musi, aby działać? Czy rzeczywiście możemy to zmienić?