- śr sty 01, 2020 12:14 pm
Witajcie i szczęśliwego nowego roku!
Obecnie przeżywam pewną dysonans poznawczy i potrzebuję kilku opinii, ponieważ w moim życiu prywatnym nie mam kontaktu z ludźmi, którzy mogliby mi pomóc w tej sprawie.
O sobie: Mam 27 lat i jestem inżynierem mechanikiem. Długoterminowo dążę do osiągnięcia niezależności finansowej i jestem już na dobrej drodze pod względem majątku, współczynnika oszczędności, strategii inwestycyjnej oraz częściowo już zaadoptowanego sposobu myślenia. Od października 2019 roku dodatkowo pracuję zawodowo nad uzyskaniem tytułu MBA (ok. 13 000€) i poświęcam na naukę dodatkowo około 20 godzin tygodniowo.
Ogólnie rzecz biorąc, nie uważam za wiele systemu edukacji (sam ukończyłem: szkołę realną, szkołę zawodową, maturę, studia). Moja wiedza finansowa pochodzi wyłącznie z książek i Internetu. Nie uznaję tytułów! Długoterminowo dążę do tego, aby w większości swoje dochody generować z własnych firm lub inwestycji ze względów podatkowych.
W trakcie studiów MBA znowu zauważam, że profesorowie nie są w stanie mnie niczego nauczyć, czego nie mógłbym nauczyć się sam. Gdyby staneliby tam, gdzie ja chcę być, nie musieliby prowadzić wykładów wieczorami i weekends. Ponadto mam ogromne problemy z systemem ocen. Płacę ludziom, którzy mi te oceny wystawiają. Większość przedsiębiorców czy inwestorów nie będzie miała MBA, ale zatrudnią ludzi, którzy taki tytuł mają. Mam wrażenie, że MBA (same tytuły) sprawiają, że czujesz się sukcesem. Drabina kariery to właściwie kołowrót, w którym tkwią tyle osoby i nie potrafią się z niego wydostać.
Zauważam, że czas, który inwestuję tygodniowo, sprawia mi nieszczęście. Mam głęboko w sobie poczucie, że właśnie nie robisz tego, czego naprawdę chcesz, ale jedynie to, do czego w tajemnicy zmusza cię system. Każe ci myśleć, że musisz to zrobić, aby odnieść sukces w przyszłości. Moi koledzy z uczelni również tkwią w kołowrocie, nie widzę ani w sieci ani w wiedzy żadnej przewagi. Czy nie jest bardziej sensowne inwestować swój czas w własne projekty, budować kilka źródeł dochodu, niż podążać za szkoleniem, które jako pracownik po prostu zmusza cię do płacenia więcej podatków, prowadzi do bardziej stresującej pracy z powodu awansu itp.? Jako pracownik czy konsultant, zawsze będziesz wymieniał swoją pracę na pieniądze. Więc to taka 1:1 działalność. Źródło tego dochodu w górę nie ma nieskończonej skalowalności, a należy pamiętać o podatkach.
Przez 25 lat myślałem, że szkoła, matura, studia czynią cię bardziej sukcesownym. Zamiast tego wciąż tkwisz w kole życia. Dzień po dniu. Od weekendu do weekendu. W międzyczasie głęboko wierzę w mentoring i nawet uważam, że mentoring to najlepszy sposób na osiągnięcie celów.
Pomimo różnych książek jak „Lead the Field”, „The Road to Financial Freedom”, „Rich Dad Poor Dad”, „Cashflow Quadrant”, „Think and Grow Rich” itp... prawdopodobnie mam jeszcze blokady i stare, błędne przekonania.
Czy nie lepiej oszczędzać czas i pieniądze? Czas poświęcony na naukę można wykorzystać na własne projekty lub do pracy. Z tych pieniędzy można inwestować. Koszty studiów można także zainwestować. Mam już obliczenia sporządzone. Około 20 000 € (czas pracy plus koszty) w przyszłości kosztują pewne stopy zwrotu (w zależności od strategii). Czy są one adekwatne do wartości dodanej MBA? Takie pytania zadaję sobie. Oprócz poziomu stresu, który wynika z egzaminów i późniejszych awansów.
No więc dochodzimy do KONIEC i do mojego PYTANIA:
Czy z punktu widzenia przedsiębiorcy czy inwestora MBA jest konieczny?
Mam nadzieję, że tutaj znajdą się ludzie, którzy już osiągnęli niezależność finansową i mogą udzielić mi kilku wskazówek.
Pozdrawiam
Obecnie przeżywam pewną dysonans poznawczy i potrzebuję kilku opinii, ponieważ w moim życiu prywatnym nie mam kontaktu z ludźmi, którzy mogliby mi pomóc w tej sprawie.
O sobie: Mam 27 lat i jestem inżynierem mechanikiem. Długoterminowo dążę do osiągnięcia niezależności finansowej i jestem już na dobrej drodze pod względem majątku, współczynnika oszczędności, strategii inwestycyjnej oraz częściowo już zaadoptowanego sposobu myślenia. Od października 2019 roku dodatkowo pracuję zawodowo nad uzyskaniem tytułu MBA (ok. 13 000€) i poświęcam na naukę dodatkowo około 20 godzin tygodniowo.
Ogólnie rzecz biorąc, nie uważam za wiele systemu edukacji (sam ukończyłem: szkołę realną, szkołę zawodową, maturę, studia). Moja wiedza finansowa pochodzi wyłącznie z książek i Internetu. Nie uznaję tytułów! Długoterminowo dążę do tego, aby w większości swoje dochody generować z własnych firm lub inwestycji ze względów podatkowych.
W trakcie studiów MBA znowu zauważam, że profesorowie nie są w stanie mnie niczego nauczyć, czego nie mógłbym nauczyć się sam. Gdyby staneliby tam, gdzie ja chcę być, nie musieliby prowadzić wykładów wieczorami i weekends. Ponadto mam ogromne problemy z systemem ocen. Płacę ludziom, którzy mi te oceny wystawiają. Większość przedsiębiorców czy inwestorów nie będzie miała MBA, ale zatrudnią ludzi, którzy taki tytuł mają. Mam wrażenie, że MBA (same tytuły) sprawiają, że czujesz się sukcesem. Drabina kariery to właściwie kołowrót, w którym tkwią tyle osoby i nie potrafią się z niego wydostać.
Zauważam, że czas, który inwestuję tygodniowo, sprawia mi nieszczęście. Mam głęboko w sobie poczucie, że właśnie nie robisz tego, czego naprawdę chcesz, ale jedynie to, do czego w tajemnicy zmusza cię system. Każe ci myśleć, że musisz to zrobić, aby odnieść sukces w przyszłości. Moi koledzy z uczelni również tkwią w kołowrocie, nie widzę ani w sieci ani w wiedzy żadnej przewagi. Czy nie jest bardziej sensowne inwestować swój czas w własne projekty, budować kilka źródeł dochodu, niż podążać za szkoleniem, które jako pracownik po prostu zmusza cię do płacenia więcej podatków, prowadzi do bardziej stresującej pracy z powodu awansu itp.? Jako pracownik czy konsultant, zawsze będziesz wymieniał swoją pracę na pieniądze. Więc to taka 1:1 działalność. Źródło tego dochodu w górę nie ma nieskończonej skalowalności, a należy pamiętać o podatkach.
Przez 25 lat myślałem, że szkoła, matura, studia czynią cię bardziej sukcesownym. Zamiast tego wciąż tkwisz w kole życia. Dzień po dniu. Od weekendu do weekendu. W międzyczasie głęboko wierzę w mentoring i nawet uważam, że mentoring to najlepszy sposób na osiągnięcie celów.
Pomimo różnych książek jak „Lead the Field”, „The Road to Financial Freedom”, „Rich Dad Poor Dad”, „Cashflow Quadrant”, „Think and Grow Rich” itp... prawdopodobnie mam jeszcze blokady i stare, błędne przekonania.
Czy nie lepiej oszczędzać czas i pieniądze? Czas poświęcony na naukę można wykorzystać na własne projekty lub do pracy. Z tych pieniędzy można inwestować. Koszty studiów można także zainwestować. Mam już obliczenia sporządzone. Około 20 000 € (czas pracy plus koszty) w przyszłości kosztują pewne stopy zwrotu (w zależności od strategii). Czy są one adekwatne do wartości dodanej MBA? Takie pytania zadaję sobie. Oprócz poziomu stresu, który wynika z egzaminów i późniejszych awansów.
No więc dochodzimy do KONIEC i do mojego PYTANIA:
Czy z punktu widzenia przedsiębiorcy czy inwestora MBA jest konieczny?
Mam nadzieję, że tutaj znajdą się ludzie, którzy już osiągnęli niezależność finansową i mogą udzielić mi kilku wskazówek.
Pozdrawiam