grosze,
takie oceny są ogromnie trudne. Powierzchnie biurowe zdecydowanie będą trwale tracić, przynajmniej w firmach, które miały pozytywne doświadczenia z pracą zdalną. Dzięki dzieleniu się miejscem pracy te firmy będą potrzebowały już tylko 50% dotychczasowej powierzchni, jeśli będą kontynuować pracę zdalną.
To, co dzieje się w centrach miast, to wielkie pytanie. Z jednej strony argumentuje się, że będą one cierpieć trwale, ponieważ w kryzysie (prawie) wszyscy przenieśli się na zakupy online. Nikt nie jest w stanie dokładnie oszacować, ile z nich będzie kontynuować tę wygodną formę zakupów, ale będzie to pewien odsetek.
Z drugiej strony istnieje argumentacja, że po kryzysie ludzie będą tęsknić za kontaktami społecznymi i dlatego centra miast z możliwościami zakupowymi, kawiarniami, restauracjami itp. przeżyją silne ożywienie.
No cóż, dopiero po zakończeniu kryzysu będziemy mogli odpowiedzieć, które argumenty były słuszne....
To trochę jak obniżanie stóp procentowych przez bank centralny:
Jeśli
giełda rośnie, to argumentuje się, że spadające stopy procentowe sprawiają, że inne formy inwestycji stają się mniej atrakcyjne, dlatego pieniądze płyną na rynek akcji i z tego powodu kursy rosną.
Jeśli
giełda spada, to argumentuje się, że bank centralny to robi, ponieważ gospodarka osłabła, dlatego zyski firm będą spadać i z tego powodu kursy spadają.
Po prostu nikt tego wcześniej nie wie, można to ocenić tylko w retrospekcji, podobnie jak w przypadku nieruchomości komercyjnych w centrach miast.