- pn mar 08, 2010 8:41 am
Cześć,
na wstępie: Od kilku miesięcy Oppenheim nie jest już prywatnym bankiem w takim sensie, o jakim piszesz. Teraz jest ona spółką-córką Deutsche Bank AG. Powodem tego jest to, że okazało się, że jednak nie była tak solidna, jak się wydawało... .
Niewiele klasycznych banków prywatnych (np. Metzler i Berenberg) mają jedną istotną cechę wspólną: ich wyniki biznesowe są znacznie mniej transparentne niż tych banków, które są notowane na giełdzie. Dlatego nie wiadomo naprawdę, jakie problemy faktycznie mają. Jednak wygląda na to, że nie potrzebowały one pieniędzy publicznych, co jest dość pozytywne.
Co do Twojego pytania:
Te banki są stosunkowo małe i nie próbują nawet rywalizować w masowym biznesie z dużymi bankami oraz katalogami/gospodarcami. Biznes masowy oznacza, że zarabiasz niewiele na jednym kliencie i dlatego potrzebujesz wielu klientów, aby cała działalność miała sens. Dokładnie dlatego małe banki prywatne, które często nawet nie mają żadnych oddziałów, nie są do tego przygotowane.
Dlatego trzeba móc generować dochód z niewielu klientów i skupić się na klientach z większymi wartościami aktywów. Tutaj bardzo istotne jest, jak duże musi być to początkowe kapitał. Kilka set tysięcy jest raczej dolną granicą. Aby prowadzić prawidłowe zarządzanie majątkiem, często oczekiwane są kwoty w siedmiocyfrowym zakresie, żeby cały wysiłek miał sens.
Te banki zazwyczaj nie oferują lokat oszczędnościowych lub robią to niechętnie. To może być opłacalne tylko w biznesie masowym. I na przykład Metzler w ogóle nie prowadzi kont oszczędnościowych. Obszar usług płatniczych to właśnie biznes masowy. Mały bank nie ma szans na zarobek w tej dziedzinie.
Dla przeciętnego inwestora klasyczne niemieckie banki komercyjne oraz katalogi/gospodarki, z powodu funduszu gwarancji depozytów, są przynajmniej tak samo pewne jak banki prywatne dla milionerów (a nawet bardziej).
Trzeba po prostu nie być zachłannym i nie próbować wyłuskać ostatniego procenta na Islandii czy gdzieś indziej.... .
Pozdrowienia, Paule