- pn sty 30, 2006 9:39 pm
Jutro Alan może wreszcie przejść na emeryturę, życzymy mu wszystkiego najlepszego
Alan Greenspan Superstar
PRZEZ NICOLĘ LIEBERT
Chciałby się człowiekowi wydawać, że ma do czynienia z muzykiem. Alan Greenspan panuje wirtuozowsko nad klawiaturą polityki pieniężnej, tak czyta się wciąż w artykułach o nim, wirtuozowsko dyryguje wydarzeniami na giełdach. Dla Boma Woodwarda, gwiazdorskigo reporter Washington Post, jest on po prostu Maestro - tak nazywał także swoją książkę o szefie banku centralnego. Wrażenie to nie jest całkowicie błędne. Rzeczywiście Greenspan początkowo chciał zostać muzykiem jazzowym. Sam gra na klarnecie i saksofonie - oczywiście wirtuozowsko. Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że w przemyśleniach muzycznych nie osiągnę zbyt wiele, mówi Greenspan o Greenspanie. Jako ekonomista odniósł sukces. Od 19 lat jest przewodniczącym Rady Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej, Fed w skrócie, a dzisiaj jako przewodniczący amerykańskiego banku centralnego ma swój ostatni dzień pracy, 1 lutego obowiązki przejmie Ben Bernanke.
Pole działania Greenspana może być w Waszyngtonie, ale jest on z prawdziwego zdarzenia Nowojorczykiem. Urodził się tu w 1926 roku. Studiował tutaj i stosunkowo późno, w 1977 roku, uzyskał doktorat z ekonomii. Do tego czasu zarobił majątek jako konsultant i pełnił funkcję głównego doradcy ekonomicznego republikańskiego prezydenta Geralda Forda.
Ale nawet opis jego kariery nie oddaje w pełni fenomenu Greenspana. Do tego należy chociażby jego wygląd. Najbardziej przypomina on żółwia, skulony do przodu z wydatną, częściowo łysą głową. Z wielkim nosem i jeszcze większymi okularami, nad którymi często podnosi pytająco brwi, jakby cierpliwie oczekiwał, aż jego słuchacze zrozumieją. Do tego wysokie czoło, które potrafi marszczyć głębokim zamyśleniem, i usta, które swoim szerokim uśmiechem konkurują czasem z urodą Julii Roberts.
Ale to wciąż nie wyjaśnia, co sprawia, że Greenspan jest tak popularny. Dlaczego nawet ludzie, którzy niekoniecznie uważają okulary noszącego żółwia za ideał piękna i którzy poza tym nie mają pojęcia o polityce pieniężnej, go podziwiają? Oczywiście, w ciągu niemal dwóch dekad, podczas których przewodniczył Fedowi, wskaźnik inflacji był znacznie niższy niż za czasów jego poprzedników. Ale większość innych banków centralnych na świecie również osiągnęła to samo, a ich szefowie nie otrzymali od razu statusu kultowego. Ani zwolenników na stronach internetowych. Alan Greenspan tak.
Wielu Amerykanom ufało wyłącznie jemu - a nie rządowi - w ratowaniu gospodarki i giełdy, kiedy w 2001 roku, po zakończeniu Nowej Ekonomii, zaczęło się tam prawdziwe załamanie. Z Bożej łaski, zrób coś dla gospodarki. Tracimy dużo pieniędzy - działaj teraz! Dziękuję!, napisał do niego w 2002 roku zdesperowany inwestor. Greenspan zareagował. W odróżnieniu od swoich europejskich kolegów, drastycznie obniżył stopę procentową do zaledwie jednego procenta. Gospodarka i giełdy USA szybko odzyskały siły. To było inne niż w Europie. Krytycy zarzucają mu, że poprzez tanie pieniądze, jakie udostępnił bank centralny, wywołał nową bańkę: niezrównoważony boom na rynku nieruchomości połączony ze szaleńczym zadłużeniem publicznym. Większość Amerykanów ma inne zdanie. Zrozumiale, wolą wzrost i nowe miejsca pracy od stabilnej, ale utkniętej w recesji gospodarki. Jesteś jedną z niewielu osobistości, które zasługują na miejsce wśród wielkich, pisze inny fan, obok Johna F. Kennedyego, Margaret Thatcher, Napoleona Bonapartea, Jezusa Chrystusa i Aleksandra Wielkiego.
Zawsze skromny, niemal nieśmiały Greenspan od dawna uchodzi za drugiego najważniejszego człowieka w USA po prezydencie. Boom lat dziewięćdziesiątych, najdłuższy w historii USA, jest mu przypisywany. Zwłaszcza konserwatyści amerykańscy nie wierzą, że Bill Clinton odegrał w tym dużą rolę. Greenspan pozwolił gospodarce nadal rosnąć, nie udusił koniunktury lękiem przed inflacją poprzez coraz wyższe stopy procentowe. To, że nie powstrzymał bańki na giełdzie pod koniec lat dziewięćdziesiątych i zwłaszcza jej następującego załamania, nie zaszkodziło jego reputacji na dłużej, gospodarka i giełdy wróciły szybko na drogę wzrostu.
Greenspan miał swoje pierwsze kryzysy już dwa miesiące po objęciu posady w Fedzie. 19 października 1987 roku rozpoczął się krach giełdowy, który położył kres najdłuższemu okresowi wzrostu w powojennej historii. Greenspan zdał egzamin. Pół roku później indeksy giełdowe osiągnęły poziom sprzed Czarnego Poniedziałku. Od tego momentu ufano mu, jego reputacja jako geniusza polityki pieniężnej umocniła się. Skutecznie ochronił amerykańską gospodarkę przed różnymi katastrofami gospodarczymi, takimi jak kryzys finansowy w Meksyku w 1994 roku, kryzys azjatycki w 1997 roku czy załamanie funduszu hedgingowego LTCM w 1998 roku. Amerykanie czuli się bezpiecznie pod rządami Greenspana.
W jego kadencji gospodarka zazwyczaj rosła mocno, bezrobocie spadało. Ale inflacja, którą dotychczas uważano za nieuchronny skutek wysokich temp wzrostu, praktycznie przestała istnieć. Osiągnął to poprzez niemal setkę małych obrac okrętem przy właściwym czasie - ale przede wszystkim kierował uczestników rynku swoimi wypowiedziami, które wydają się pochodzić bezpośrednio z Oracla z Delf. brzmią co najmniej tak mądrze, ale są jeszcze bardziej tajemnicze. Świat finansowy wisi na jego ustach. Sposób, w jaki coś mówi, może sam w sobie ruszyć rynki.
Jeśli Pytia z Delf siedząca nad szczeliną w ziemi, z której wydobywały się gazy, wypowiadała swoje proroctwa, tak Alan Greenspan ma rzekomo najlepsze pomysły rano siedząc w wannie, by wymyślić swoje oświadcze. Te brzmią zazwyczaj tak klarownie jak ten zdanie, które wypowiedział w listopadzie minionego roku przed bankierami z Meksyku: Cokolwiek wywoła dostosowanie, ewolucja do równowagi bilansu płatniczego, oprócz faktu, że jest kierowana przez przegrupowanie portfeli zagranicznych inwestorów, prawdopodobnie będzie odbijała działania obywateli USA w celu rozwiązania wewnętrznych nierównowag. Proszę bardzo?
Jednak Greenspan brzmi tylko jak roztrzepany profesor. W rzeczywistości, tak samo jak jego monotonny styl przemówień, celowo wprowadza zamęt. Tak długo, jak jego prognozy i osądy pozostaną mgliste, nie wywołują one panikowych reakcji. Najdalej w 1996 roku nauczył się tego, gdy podczas długiego przemówienia na kolacji, związanego z toczącym się właśnie gorącym boomem na rynku dot-com, wypowiedział słowa irracjonalnego entuzjazmu. Następnego dnia giełdy na całym świecie spadły o kilka procent. Greenspan wydawał się szczerze przerażony swoją własną mocą. Nigdy więcej nie był tak jasny. Jeśli wydaje mi się szczególnie jasny, powiedział kiedyś, to znaczy, że prawdopodobnie źle zrozumiałeście, co powiedziałem.
Często opowiadana jest historia, że jego długoletnia przyjaciółka Andrea Mitchell zrozumiała jego oświadczenie o małżeństwie dopiero po wielokrotnym przekazaniu. W 1997 roku bankier centralny i dziennikarka telewizyjna, prawie dwadzieścia lat młodsza od niego, pobrali się.
Tak zagmatwane mogą być jego pojedyncze oświadczenia, tak jednoznaczne są polityczne przekonania Alana Greenspana: prawica. W 1952 roku poznał pisarkę i filozofkę społeczną Ayn Rand. Jej neoliberalne teorie o błogosławieństwach kapitalizmu laissez-faire i racjonalnego egoizmu miały na niego istotny wpływ. Rand przypisała państwu jedynie rolę strażnika nocnego.
Choć zawsze podnosił wartości etyczne: dążenie do zysku tak, ale nie kosztem innych. Albo w swoich słowach: Sukces materialny daje dużo większą satysfakcję, jeśli osiągnięto go nie na szkodę innych. Mimo to w świetle jego raczej neoliberalnych przekonań nie dziwi, że Greenspan popierał republikańskich prezydentów Ronalda Reagana i Georgea W. Busha w ich radykalnych programach obniżenia podatków i związanej z nimi redukcji świadczeń państwowych. Pomimo boomu gospodarczego - w erze Greenspana wielu Amerykanów stało się biedniejszych. Jego następca Ben Bernanke wkrótce będzie musiał stawić czoła swojemu pierwszemu wyzwaniu, ponieważ dług państwa USA oraz gospodarstw domowych gwałtownie wzrosły.
Ale zanim Bernanke przejmie stery, dzisiaj Alan Greenspan przewodzi jeszcze raz posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej Fedu. Według wszelkich prognoz po raz ostatni podniesie stopy procentowe. Po pożegnalnej uroczystości w swoim biurze będzie sam na siebie - mówi rzecznik Fedu z pewnym współczuciem w głosie.
A co będzie robił będąc sam? Przecież w wieku 79 lat jest w najlepszym wieku emerytalnym. Podobno planuje napisać książkę, kontynuować monotonna mowę. Ale to mu nie wystarcza. Założy również firmę konsultingową o nazwie Greenspan Associates - swoją poprzednią firmę rozwiązując, gdy zaczynał pracę w Fedzie. Być może podróż do własnej przeszłości posłuży mu jako kuracja odmładzająca.