Cześć Beutelbäche,
jak finansowo odciąć dzieci? Tak wcześnie, jak to tylko możliwe! Może to teraz brzmieć nieco nietypowo, ale zgadza się z naszymi doświadczeniami. Ja jako ojciec 4 dzieci (3 w wieku 21, 18, 14 lat) i także nie Rockefeller, miałem z tym najlepsze doświadczenia.
Ale może zacznijmy od początku.
Pod pojęciem wychowywania dzieci rozumiem w najszerszym znaczeniu przekazywanie doświadczeń. U nas świetnie to działało dzięki jasno ustalonym zasadom i granicom. Proszę źle nie zrozumieć, zasady i granice nie oznaczają regulacji wszystkiego i narzucania, wręcz przeciwnie. Mieliśmy u nas stosunkowo niewiele reguł, o jak się zachowywać, tutaj nie mówię, to jest oczywiste. W obrębie granic nasze dzieci mogły się wyżyć. Gdy te granice zostały przekroczone, miał to konsekwencje. Jak wszystkie dzieci, także nasze testowały te granice.
Ponieważ konsekwentnie stosowaliśmy to podejście od najmłodszych lat, szybko nie było już o tym dyskusji. Muszę dodać, że nasze relacje z dziećmi nie były wyraźnie autorytarne i teraz mamy raczej stosunki coraz bardziej partnerskie.
Przez przekazywanie doświadczeń kształtuje się charakter. Jeśli dziecko ma złe doświadczenie z czymś, zazwyczaj nie powtórzy tego zbyt wiele razy. Musi istnieć tylko jasna linia i konsekwencje muszą być zrozumiałe dla dziecka. I to jest właściwie wychowanie.
I jednym z najważniejszych doświadczeń, które zapewniliśmy naszym dzieciom, było uświadomienie im, że nie żyjemy w krainie cukierków. Prędzej jeśli już przychodził moment zaciskania pasa, pokazaliśmy im, ile pieniędzy miesięczne wpływy i jakie są koszty życia.
Oto 1-2 praktyczne przykłady:
Na wakacjach każdy dostawał kieszonkowe w wysokości około 100-150 €. To jest do dyspozycji osobistej. Ale z tego każdy płacił za swoje wycieczki czy atrakcje. Co będzie robione było wspólną decyzją. I każdy decydował, co chce zrobić, a co nie, zarówno pod względem finansowym, jak i zainteresowań. To ma następujące zalety: nie ma narzekania, że nie chce mi się czy podobne, bo samemu wybrano i opłacono. Ani żebrania, tak jak to często widujemy. ""Chcę teraz to albo tamto."" Tego tutaj nie ma.
Na wakacjach zazwyczaj nie nosi się przy sobie całej gotówki. Czasem pożycza się coś od kogoś innego, ale wieczorem rozlicza się dokładnie i bezlitośnie. Tak robiłem, gdy pożyczałem dzieciom, a one mi. To miało sens. Tu się liczyło i analizowało, co zostanie kupione, bo doskonale zdawali sobie sprawę, że nie będzie drugiej szansy. Zawsze im powtarzałem: Zabierzcie ze sobą 100
euro z oszczędności, bo w prawdziwym życiu nie ma drugiej szansy. Musi wystarczyć do końca miesiąca.
Prawo jazdy to również taki temat. Starsze dzieci zdobywały uprawnienia na skuter w wieku 15 lat i na samochód w wieku 18 lat. Ale płaciły za to same. I teraz też tak robi najmłodsze dziecko. To jest oczywiste. Oszczędzały i pracowały. Nasz środkowy syn zbierał papier do recyclingu. Za 4 ct za kilogram, zarabiał 5 € na godzinę netto, zwolnione z podatku. Zawsze ważne było dla mnie, że gdy moje dzieci miały około 12-13 lat i miały jakieś życzenie, przychodziły na pomysł, jak zarobić na jego spełnienie. Zawsze chętnie koszą komuś trawę, bo to przynosi kasę. No i kto płacił za
ubezpieczenie samochodu? Trzy razy zgadnij. Była taka krótka decyzja: kto chce jeździć, ten płaci, bo nikt inny mi nie płaci.
Mój najstarszy skończył naukę zawodu, pracuje od roku i chce potem studiować. Dyskusji o pieniądze nie ma. Jest dostępne stypendium (Bafög) i przypuszczalnie trochę wsparcia finansowego. Ale to będzie naprawdę rzadkość.
A oczywiście, aby zakończyć sprawę, moje dzieci płacą czynsz, a to od momentu rozpoczęcia nauki zawodu. Mieli do dyspozycji 350-400 € miesięcznie i oddawali 100 € na czynsz.
Nawet dziś moje dzieci są wdzięczne za to wychowanie. Dla nich nie do pojęcia jest, jak wielu znajomych nie radzi sobie z większą ilością pieniędzy.
Jestem przekonany, że istotna część wychowania kończy się w wieku 17-18 lat. Wtedy wszelkie podstawy są już ułożone, co musi być tak, bo nasze dzieci muszą już radzić sobie w prawdziwym życiu. Wymagać od młodego człowieka, jak waszego syna, czegoś zupełnie innego, niż tego, czego przez lata był przyzwyczajony, będzie raczej bolesnym procesem. I prawdopodobnie nie tylko dla waszego syna, ale również dla was.
Ale chyba nie ma innego wyjścia. Warto zwołać radę rodzinną, by wyłożyć wszystko na stół. Ile zarabiacie i ile musicie wydać. Ile zostaje wam do życia. Gdy mówię o życiu, to nie o przeżycie, ale o życie. Pójście do restauracji, kino, teatr czy wakacje. Jasno i wyraźnie powiedzieć waszemu synowi, że jest już wystarczająco dorosły, by zadbać o siebie i że nie chcecie już zrezygnować z tej części życia. Razem policzcie, ile ta część życia was kosztuje, i bardzo szybko okaże się, że koszty utrzymywania „hotelu mamy” dla waszego syna już nie pasują.
Innej drogi nie widzę. Zbyt długo czekaliście. Ale jeśli czekacie jeszcze dłużej, nikomu z was nie służycie dobrze!
Życzę wam powodzenia.
Dajcie znać, co z tego wyniknie.
Pozdrawiam
frank
____________________________
Mój blog | Informacje o ubezpieczeniach z cennymi wskazówkami od wewnątrz, jak oszczędzać |
Popełnić błąd i go nie skorygować - to właśnie znaczy prawdziwie popełnić błąd.