- ndz lis 28, 2010 4:22 pm
Witajcie,
moja była żona i ja sfinansowaliśmy mały szeregowiec w 2004 roku (79 tys. €). Pod koniec 2007 roku się rozstaliśmy, od tamtej pory mieszkam w domu sam i pokrywam wszystkie związane z nim koszty.
Moja była żona zrozumiale chce zostać zwolniona z umów kredytowych, w tej kwestii również istnieje porozumienie, że przekaże mi jej połowę udziału.
Teraz stoję przed problemem, że bank domu nie chce jej w żadnych okolicznościach zwolnić z umów.
Co jakiś czas umawiam się na spotkania z bankiem, jeśli np. coś zmieniło się w mojej sytuacji finansowej.
Mój doradca uważa, że z czysto matematycznego punktu widzenia nie ma problemu z samodzielnym pokryciem finansowania, zwłaszcza że od trzech lat udowodnione jest, że pokrywam wszystkie koszty sam (400 € miesięcznie). Jednak dział kredytowy za każdym razem stawia opór.
Wszystkie lokalne banki nie są skłonne przejąć finansowania, jednym z powodów są znacznie spadłe ceny nieruchomości w moim regionie.
Rozumiem bank, że nie chce zwolnić mojej byłej żony z odpowiedzialności ani zrezygnować z drugiego kredytobiorcy.
Bank nie odnosi się do mojej propozycji, aby mój brat również brał udział w finansowaniu.
Sprawa powinna być dawno załatwiona, niestety moja była żona zachowała się bardzo niemiło wobec kierownika placówki, więc zaczynam myśleć, że chodzi już nie tylko o liczby i fakty, lecz o sprawy osobiste.
Ja sam jestem zatrudniony w służbie publicznej, mam stałe dochody i czystą historię kredytową.
Co tydzień jestem terroryzowany przez moją byłą żonę w tej sprawie, stopniowo tracę również motywację do podejmowania jakichkolwiek działań w domu, dopóki moja była żona nadal pozostaje w umowach kredytowych.
Wykluczam sprzedaż domu, ponieważ dochód nie pokryje kosztów, a więc pozostałby nadal pożyczkowy dług, ponadto musiałbym płacić tyle samo za odpowiednie mieszkanie do wynajęcia.
Kto może mi doradzić, do jakiego banku mogę się zwrócić, który bank akceptowałby mnie jako samodzielnego kredytobiorcę.
Z góry dziękuję za wasze starania.
pozdrowienia cyberjoe