mfabian pisze:
Czy na pewno jesteś pewien, że chcesz wrzucić pieniądze w gardło amerykańskiej machiny wojennej?
Oczywiście, możnaby czerpać zyski z przemysłu zbrojeniowego. Ale moralnie?
Obserwowanie nie zaszkodzi. Przynajmniej wtedy zauważysz, gdy coś się szykuje. :idea:
Poza tym, jeśli mógłbym na tym odnieść sukces w handlu, dlaczego nie
zarobić trochę też dla siebie. Moralnie - ale Marcusie, po prostu sprzedałbym akcje GSS przed połową roku, aby potem odrobić stratę podczas późnego lata/jesieni.
A tutaj trochę rozrywki:
https://www.asmz.ch/hefte/artikel.php?artikel=111
i
Campis Corner: Akcje zbrojeniowe
autorstwa Thomasa Badtke
Cześć,
Wojna w Iraku zdaje się być zakończona. Na giełdzie więc powinny zyskać akcje, a ceny złota i ropy spadać. Tak przynajmniej przewidywali strategowie. Jako inwestor można byśmy przypuszczali, że jeśli nastąpi wojna, to akcje zbrojeniowe z pewnością na tym skorzystają. Pomijając kwestie sumienia, postaranie się o zysk na cierpieniu innych, to logiczne byłoby dodać akcje zbrojeniowe do portfela. Stany Zjednoczone oferują ich niemało.
Jednym z takich firm jest na przykład Boeing, zwykle znany jako producent samolotów pasażerskich. Trzeci największy koncern zbrojeniowy USA produkuje jednak oprócz znanych Jumbo także śmigłowce Apache i myśliwce F/A-18 Hornet. Podobnie jest z General Dynamics, bardziej znany z produkcji prywatnych odrzutowców Gulfstream, ale również zajmuje się produkcją okrętów wojennych i czołgów. Bardziej znane są Lockheed Martin i Northrop Grumman. Te drugie budują niewykrywalny bombowiec B-2. Lockheed Martin jest m.in. uwieczniony w filmie Bowling for Columbine zdobywając Oscara. Jednakzą sławę zdobył jako producent myśliwców F-16. Raytheon, czwarty pod względem wielkości w branży w Stanach, obecnie pracuje nad tzw. Joint Strike Fighter, za który otrzymał największy kontrakt zbrojeniowy na świecie od rządu USA. Ponadto Raytheon jest producentem pocisków manewrujących Tomahawk. Cena jednego takiego pocisku wynosi od 500 000 do 700 000
dolarów. Dzięki pewnej technologii, jeden Tomahawk może kosztować nawet milion
dolarów. Z ponad 3000 pocisków wystrzelonych w pierwszych dwóch tygodniach wojny, dla giganta zbrojeniowego zbiera się pokaźna suma.
Kursy powinny rosły jak wspomniana w przysłowiu rakieta, ale nic z tego. Tylko krótko akcje zyskały na giełdach. Na przełomie roku wszystkie akcje zbrojeniowe podniosły się na krótko. Zyski wynosiły między 10 (Northrop Grumman), 15 (Raytheon) a 20 procent (Lockheed Martin). Jednakże fajerwerki kursowe nie trwały długo. Prawdopodobnie zapomniano o drugim silniku. Jeśli spojrzymy na kursy z ostatniego półrocza, zaangażowanie w te trzy tytuły przyniosło straty sięgające ponad 10 (Raytheon), 27 (Lockheed Martin) i 33 procent (Northrop Grumman). Zamiast silnika odrzutowego, to spalacz gotówki.
Powody tej sytuacji były badane niewystarczająco. Podczas gdy Boeing i General Dynamics słabną głównie z powodu swoich nie-broniowych sektorów, ta wymówka nie działa w przypadku wyżej wymienionych trzech. Lockheed Martin powinno czerpać zyski z tysięcy Tomahawków, które przede wszystkim trafiały do Iraku, czasami również do Arabii Saudyjskiej, w końcu Pentagon musiałby zamówić dodatkowe pociski, aby uzupełnić zapasy! Teoretycznie tak. Jednak amerykańska administracja już wcześnie, długo przed rozpoczęciem wojny, uzupełniła zapasy Tomahawków. Kursy nie mogły z tego korzystać w ostatnich miesiącach.
Pozostałe tytuły powinny rosły ze względu na ogromnie wzrostowy budżet obronny! Teoretycznie tak. Jednak, jak zwykle: eksperci i handlowcy uważają, że ten wzrost budżetu obronnego w USA jest zbyt mały. Dla Europejczyków trudno to sobie wyobrazić, ale analitycy z Merrill Lynch widzą w tym problem. Richard Bernstein, główny strateg w Merrill Lynch, nawet po pierwszych sukcesach wojennych, nie widział potrzeby zalecania zakupu akcji zbrojeniowych. Według niego, przyszły mniej szybko rosnący budżet obronny okaże się bardziej istotny niż możliwość ciągłego oglądania produktów w telewizji. George Shapiro, także w firmie Salomon, uważa nawet, że przed branżą zbrojeniową stoi kilkuletni okres byczej hossy. Dzięki nadziei na ponadprzeciętny wzrost zysków, tytuły zbrojeniowe mają przewyższać rynek ogólny. Jednakże to, co dotychczas rzadko było brane pod uwagę przez wiodących strategów na giełdzie, to fakt, że koniec wojny w Iraku może być początkiem kolejnej wojny. Tak przynajmniej ostrzegali Powell, Perle i Bush suwerenrny rząd Syrii, silnego przeciwnika wojny w Iraku, aby nie przyjęli byłych przywódców z Iraku. Przechowywanie broni masowego rażenia może być również skierowane przeciwko Damaszkowi. Syria do tej pory zaprzecza wszystkim zarzutom. Wszystko przypomina sytuację sprzed rozpoczęcia wojny irackiej przez anglosaskich sojuszników. Również sprzeciw arabskiej Ligi, która ostrzegała przed podgrzewaniem obecnego zgranego klimatu w regionie. Mussa, sekretarz generalny Ligi Arabskiej, uważa zarzuty Amerykanów za niezrozumiałe.
The same procedure ... Być może amerykańskie akcje zbrojeniowe mogą skorzystać na kolejnej wojnie? Technicznie nic na to nie wskazuje. Politycznie i gospodarczo światowo kolejna wojna oparta na półprawdach i propagandzie byłaby zapewne ostatecznym ciosem dla gospodarki światowej, włączając w to akcje zbrojeniowe. Ponadto: za niecałe dwa tygodnie i tak przyjdzie czas na: sprzedaj w maju i odłóż na bok. Sumienie powinno na razie być uspokojone.
Ciao,
Wasz
************************************************** ***********
Pozdrowienie,
Simona