W zasadzie: Wiadomo, że mogę oferować
kredyty bardziej korzystne dla płacących kredytobiorców niż te z wyższym ryzykiem niewypłacalności. Jeśli mam dobrych kredytobiorców, wystarczy na przykład 4% odsetek, aby uzyskać stopę zwrotu wynoszącą 4%. Nie ma wtedy żadnych niewypłacalności. Natomiast jeśli mam złych kredytobiorców, muszę wziąć od 6 do 8%, aby po odjęciu potencjalnych strat uzyskać stopę zwrotu rzędu 4(-5)%. (To, że jest uczucie niesprawiedliwości, jest słodkie. Ale o co w tym chodzi? Czy o pomoc dla kredytobiorcy? Na pewno nie, chodzi o zarabianie pieniędzy! Warto zmienić trochę perspektywę...)
Jednak kształtowanie cen
kredytów uwzględnia także inne czynniki. Po pierwsze rynek, a potem rodzaj
kredytu. W przypadku samochodu mam zabezpieczenie, podczas gdy w przypadku remontu zazwyczaj nie. Finansowanie samochodu stało się już niemal normą (niestety), a finansowanie remontów staje się coraz bardziej powszechne. Można się jednak zastanawiać jako kredytodawca, dlaczego w ciągu ostatnich lat nie powstały rezerwy (koszty były przewidywalne). Albo nie pozostało nic (z nieznanych przyczyn), albo kredytobiorcy nie mają pojęcia o zarządzaniu finansami. W każdym razie...
Z tego postu wywnioskować można, że zwrócono się po prostu z wnioskiem o
kredyt do własnego banku, a nie rozważono dalszych opcji na rynku. To zdecydowanie dość naiwne zachowanie konsumenta. Warunki
kredytów, tak jak inne produkty, można porównać. W internecie dostępne są różne wiarygodne porównania (np. check24.de).