ECB na przykład udziela
kredytów także niemieckim bankom za około 1-3%, a te udzielają tych
kredytów Grecji, nawet jeśli nie mieli już zdolności kredytowej. Dlatego Grecy musieli płacić około 12% odsetek, co daje około 10% czystego zysku bez żadnego ryzyka dla pośredników między ECB a Grecją, ponieważ te banki nie miały żadnych zabezpieczeń od Greków, ale też nie ręczyły za to my!
Wątpię w ten akapit. Cała sytuacja oparta jest na obligacjach, a
euro ma zaletę taniego finansowania dla Grecji. Bez bezpieczeństwa
euro, Grecja nie otrzymałaby już dawno pieniędzy, nawet nie po 20% czy nawet 30%. Oczywiście, pieniądze są po to, aby na nich zarobić. Wszystko inne byłoby dziwne. Na dodatek, część naszych wszystkich emerytur prawdopodobnie wpłynęła tam... Bez
euro, trzeba jednak powiedzieć, Grecja nie znalazłaby się w sytuacji, aby tak się zadłużyć, ponieważ wierzyciele wcześniej by ją zatrzymali. Reformy byłyby wymuszane znacznie wcześniej, a kraj nie musiałby się na nowo odnajdywać pod tak ogromną presją, jak teraz.
To po prostu nie jest prawda, tylko nieliczni Grecy mogli skorzystać z tego gara. Ten gar nie powinien być nigdy ponownie napełniony! Dlatego Grecja została z zimną krwią schrzaniona, a 99% Greków nie miało z tego nic, ani nie mogło na to wpłynąć!
Ludzie na pewno na tym zyskali. Ale czy to jest tematem? Jestem sceptyczny. Uważam, że główną przyczyną jest brak konkurencyjności gospodarki. Pensje i ceny tradycyjnie szybko rosną w Grecji. To właśnie taka spirala inflacyjna. Teraz nie mogą po prostu wydrukować pieniędzy i obniżyć ich wartość. Dlatego z naszego punktu widzenia Grecja stała się tak droga. Można to dobrze odczytać po cenach oliwy z oliwek. Dla nas pensje wydają się być wysokie, ale poziom cen jest także wyższy...
Ale zamiast rzeczywiście skoncentrować się na bankach, które to spowodowały, opowiada się w stylu Bild, że to Grecy są winni, i miliony wciąż w to wierzą!
Uważam to za szokujące. To pokazuje, jak mało wiedzy finansowej jest obecne w masach. Ale skąd mogłaby ona pochodzić. Nawet nasze dzieci opuszczają szkołę bez podstawowej wiedzy ekonomicznej.
Nie, faktem jest, że winne są banki, właściwie rządy, które chciały € za wszelką cenę i które wiedziały o machinacjach banków i nic nie robiły, aby temu zapobiec! Ponadto przed wprowadzeniem € było jasne, że między państwami istniała absolutna nierównowaga rynkowa i kraje, które w dużej mierze żyją z turystyki i Zaziki, nigdy nie mogą nadążyć za rozwojem, gdy muszą płacić o 5-10 razy więcej odsetek od
kredytów niż inne kraje, w których gospodarka i rozwój i tak już funkcjonują znacznie lepiej, a jednak Grek, który nigdy nie miał nawet jednego centa z tych długów, musi słuchać od mistrza świata w eksporcie, że wszyscy Grecy to tylko chciwczy lenie, za których teraz musimy płacić!
...może to być wina, kto to wie. Tutaj jestem bardziej sceptyczny i nie jestem zwolennikiem szukania winnego. To nie prowadzi nas naprzód. Ale można sobie poużywać. Byłbym ciekaw, jak chciałby rozwiązać tę sytuację. Ale niestety wydaje się, że ma obsesję na punkcie zarabiania banków. To, że partnerzy europejscy byli i są ekonomicznie różnorodni, moim zdaniem nie jest problemem. Problemem jest polityka gospodarcza. Wspólna waluta jest równoznaczna z wspólną polityką gospodarczą. Ale wtedy jeszcze bardziej ograniczone zostałyby krajowe granice i kompetencje. Na to Europa (niestety) jeszcze nie jest gotowa. Osobiście czuję i myślę już jako Europejczyk i nie miałbym nic przeciwko wspólnej rządowi. Nowe państwa europejskie mogą nosić nazwy takie jak Włochy, Francja i inni w porównaniu do obecnych krajów związkowych. A cóż z tego? Wyzwania stają się globalne. Na nie powinniśmy reagować jako Europa. Aby to uświadomić, załączyłem dwa obrazki ilustrujące aktualne zmiany w rankingu największych gospodarek świata. W roku 2050 nie będzie już wielu krajów europejskich w pierwszej dziesiątce. I wielu z nas jeszcze to przeżyje. Byłbym naprawdę zadowolony, gdybyśmy mogli temu sprostać. W przeciwnym razie będę musiał doradzić dzieciom, by opuściły UE. Kto chciałby mieszkać w strefie rozwoju...
Dlatego trudno mi uwierzyć, że szerokie masy pochłaniają to, co jest przedstawiane przez media i nie rozumieją, co tak naprawdę się dzieje. Nie twierdzę, że mam gotowe rozwiązanie, które na pewno zadziała, ale to, co się wydarzyło, jest po prostu bardzo złe, co samoczynnie powinno skłonić do przemyśleń, czy nie można spróbować inaczej, pokazując ostatecznie na tych właściwych winowajców, a nie na Greków, ani na bezrobotnych, ani na Cyganów czy smażących paellę, ale na tych, którzy od 2008 roku zdarzyło się im wciąż wydrzeć 400 miliardów wzrostu gospodarczego spod nosa, gdyż nie zauważyłam podwyżek wynagrodzeń, obniżek podatków, restauracji długów, obniżek cen paliwa, negocjacji płacy minimalnej czy inwestycji w edukację!
Ok. 400 miliardów po prostu zniknęło, a jednocześnie gwarantujemy setki miliardów, aby ratować €, z którego sami coraz mniej mamy!
Zgadzam się w 100% z pierwszą częścią. Wini się wielu ludzi, zazwyczaj tych, którzy nie mogą się bronić i którym źle się powodzi. To jednak moim zdaniem metoda działania. Jest to teatr dla zdegenerowanej klasy średniej, która w żadnym wypadku nie powinna łączyć się z proletariatem klasy niższej. Zamiast tego powinni szukać winnych w tej klasie niższej i starać się kiedyś dołączyć do klasy wyższej. Tak właśnie jest. Gdy ludzi zapyta się, czy są ponadprzeciętnymi kierowcami, a poniżej 90% odpowie, że są ponadprzeciętnymi kierowcami. Tak samo jest z dochodami.
Druga część jest raczej tendencyjna i nie dostrzega ekonomicznej ślepoty mas. Oba w nim przedziały nie mają perspektywy zabrudzenia. Politycznie może tak. Gospodarczo żyjemy w oligarchii. 400 miliardów nie zniknęło, po prostu zostało inaczej rozdzielone. Dla zobrazowania: HUMANWIRTSCHAFT: Wydanie lipca/sierpnia 2004 r.: Gospodarstwo domowe zarabiające 40.000
euro rocznie jest obciążone w ciągu roku 16.000
euro ukrytego kapitału w cenach (to są zyski przedsiębiorstw 5%, które posiada ponad 80% kapitału operacyjnego). Aby to zrównoważyć, potrzebne jest dochodowe majątek (4%), który jest 10 razy wyższy niż dochód. Tutaj więc 400.000
euro. Koniec cytatu. Wszystko poniżej to przesunięcie z biednego do bogatego. Teraz wracamy do pytania o winę. I tutaj nie jestem zbyt dobry. Ale mam rozwiązanie: Jeśli zrezygnujemy z konsumpcji, możemy zmienić to proporcje. Szczególnie wpłynąć na proporcje można, rezygnując z
kredytów na konsumpcję. Bo tam płacimy podwójnie. Ale jeśli chcemy utrzymać nasz obecny standard życia, decydujemy się na to, że dajemy wysoki stosunek pieniędzy bogatym ludziom. Później nie możemy już mówić o winie. Albo tylko wtedy, gdy nie rozumiemy gry. Wtedy ci ostatni mają rację, nie są winni, być może po prostu byli tylko sprytniejsi.
Dlaczego w ogóle mielibyśmy ratować €? Powyżej już zająłem w tym względzie stanowisko.
euro nie musi być uratowane. To sugeruje, że muszą być ratujący.
euro musi być tylko trwale zaprojektowane. Albo w unii transferowej, albo przez większą Europę.
euro to szansa dla małych państw europejskich, aby nadal grać w pierwszej lidze przez długi czas. Gdyby każdy działał na własną rękę, zostalibyśmy bardzo szybko tylko piłeczkami w rękach międzynarodowych finansów. W zależności od tego, gdzie stopa procentowa jest korzystna, tam płynęłyby pieniądze. Albo gdy Niemcy ponownie nie chcą prowadzić wojny, można by stworzyć dużą spekulację przeciwko nowemu DM. W nowym porządku gospodarczym nie mielibyśmy nic do przeciwstawienia się, ale bylibyśmy bezradni wobec naszych przyjaciół.
euro jest dla mnie właściwym kierunkiem. Niestety, nie jest jeszcze całkowicie dojrzałe. Nie potrzebujemy mniej Europy, potrzebujemy więcej Europy! Szkoda, że nastroje coraz bardziej się zmieniają. Ale być może po prostu potrzebujemy dużego huku. Jest wiele pomysłów na nowy porządek. Mojego faworyta to powszechne dochodzenie podstawowe. Dzięki temu ludzie mogliby wreszcie uczestniczyć w gospodarce i rozwijać prawdziwą demokrację. Także w sensie gospodarczym. Takie systemy nie mają jednak szans w naszym świecie. Zbyt wiele utrzymywania status quo. Niektórzy mogą znaleźć to zachęcające...
A teraz już wiesz, o co chodzi, mam nadzieję, że wielu, najlepiej cała Europa lub nawet lepsza cała planeta, wkrótce zobaczy światło!
Bez aspiracji do wielkiego oświecenia: Było wiele moim zdaniem dobrych sugestii. Mam jednak wrażenie, że autor jest zbyt zaabsorbowany nienawiścią/emocjami i zatracił się w jednym kierunku. Byłoby interesujące zobaczyć, jak rozszerzy swoje pole widzenia i jak mógłby rozwijać swoją świadomość, jeśli mógłby spojrzeć na swoje przekonania, zwłaszcza w kwestii winy, innymi oczami. Dziś wiemy, że nie ma jednej prawdy. Istnieje mnóstwo różnych opinii i nurtów, z których możemy wybrać najlepsze i kształtować swoją rzeczywistość na ich podstawie. Ani on, ani ja, ani pani Merkel ani prezes ECB nie mają racji. Ale naprawdę ważna jest edukacja ludzi, i to właśnie na tym zegarmistrzowi zależy. To jest wspaniałe i rzadkie. Niestety.
W pozostałych wierszach nie ma nic nowego. Po prostu dociera do nas, że również my jesteśmy na to narażeni. Tak, zdecydowanie. Szczególnie gdy teraz mówimy o ulgach podatkowych, gdzie pieniądze powinny być lepiej wykorzystane na spłatę długów. Albo naszych, albo długów Greków (Ojej, teraz skończy się moja reputacja). Albo gdy chce się zrobić coś dobrego dla ludzi i inwestować w przyszłość: Wprowadźmy coś takiego jak dochód podstawowy. Najpierw tylko dla kilku osób jako eksperyment. To uwolniłoby nowe siły. Na zakończenie podkreśla jeszcze raz znaczenie edukacji masowej, co jest dokładnie właściwym zakończeniem. W tym tkwi klucz!!
Och, to było męczące. Zapytaj, jeśli coś było niejasne. Sprzeciw się, to zawsze dobre. W jaki sposób, to także dobrze. Tak czy inaczej, dobranoc!