Jak żałośnie! Oczywiście, to, czy jesteś zirytowany swoim udziałem w forum, jest zupełnie nieistotne w odniesieniu do twojej osoby, ponieważ wielokrotnie udowodniłeś tutaj, że twoje zdolności postrzegania niestety nie pozwalają ci odróżnić obiektywizmu, polemiki i uogólnień! Ponieważ nie powinno się zakładać, że inni czytelnicy tego postu, którzy go śledzą, mają podobne odczucia, jest istotne odpowiedzieć tutaj.
..... zmuszony przez mojego pracodawcę..... Czyżbyś stracił zmysły? Powinieneś uważać, aby twoje wypowiedzi nie sprowadziły cię ostatecznie na poziom gawędziarza! Kim ty w ogóle jesteś? Z mojego punktu widzenia jesteś tutaj bezimiennym niktowym, który kryje się za pseudonimem i wyraźnie nie ma odwagi grać fair.
To, czy jesteś zirytowany swoim udziałem w forum, nie dotyczy tylko mnie osobiście, jest to zupełnie nieistotne, ponieważ twój dalszy aktywny udział w nim zdaje się przeczyć temu stwierdzeniu. Jeśli jesteś zirytowany, dlaczego wciąż piszesz? Raczej żałosny jest twój tantryczny sposób ukrywania deficytów swoich kwestii poprzez personalne odniesienia, jak gdyby jakiś czytelnik był zainteresowany twoim zdaniem o mnie.
Sprawa z twoim pracodawcą była pytaniem retorycznym. Czy znasz pojęcie retoryki? W każdym razie jest co najmniej dziwne, że tak ochoczo poświęcasz uwagę sprawie, której jesteś zirytowany. Dlatego pojawia się pytanie, czy jesteś przymuszony zawodowo do reklamowania się i uczestniczenia tu dla siebie i swojej firmy. Twoja pełna niesakcesującej reakcji robi wrażenie.
Ponadto nie muszę się przed nikim ukrywać. Nie mam tu żadnych interesów zawodowych, w przeciwieństwie do ciebie, moje wypowiedzi nie mają na celu reklamy ani zdobywania klientów w jakiejkolwiek formie. Więc lepiej trzymaj usta na kłódkę, bo stajesz na bardzo cienkim lodzie.
Śmieszne. Taka wypowiedź z twoich ust nie powala mnie wcale. Dotychczas, pomijając jakościowe braki, przynajmniej jeśli chodzi o moją osobę, potrafiłeś zachować odpowiedni ton. Wygląda na to, że ten mały pozostały fragment jakości właśnie teraz zanika. Do tej pory nie zrozumiałeś absolutnie nic. Chodzi tu o to, że w oparciu o wypowiedzi pytającego wnioskujesz nieuprawnionie, ciągłą prostolinijnością, potwierdzam tutaj chętnie moje stwierdzenie, błędne zachowanie całej branży!
W ten sposób sugerujesz, że branża całościowo udziela złych lub błędnych porad.
Pisze specjalista od ubezpieczeń, który mimo przedstawienia merytorycznych argumentów, zawsze ponownie musi sięgać po personalne epitety (patrz powyżej). Kogo tu próbujesz oszukać? To nie ja zacząłem od personalnych zniewag, tylko ty. Mówisz o prostolinijności, gawędziarzach i co tam jeszcze. Trzeba mieć zdrowe ego...
Jakość mierzy się między innymi rudymenalnymi zdolnościami poznawczymi, na zdolności do różnicowania, które to zdolności zdają się u ciebie zaginąć podczas codziennego przeszukiwania / dostosowywania wyjątkowych przepisów na korzyść twojego pracodawcy.
Dokładnie! Ale ani ty, ani ja nie wiemy, co dokładnie działo się w tym przypadku! Dlatego nie jest to oczywiste! Drugi uczestnik, czyli pan/pani z Zurich, nie miał tu możliwości ani wiedzy, aby wypowiedzieć się na ten temat. Jeśli przebieg pokrywał się z opisem pytającego, zrozumiałe i uzasadnione jest jego niezadowolenie. Ale również to już wielokrotnie zaznaczyłem, jak istotne jest tu wykazywać transparentną i wysokiej jakości doradztwo, oraz uczynić treści w pełni zrozumiałymi dla klienta! Ty jednak konsekwentnie ignorujesz to od samego początku!
Jeśli twój kolega z Zurich wykonał swoją pracę z należytą starannością, dlaczego więc ten oczywisty niepokój klienta? Czy klient ma za dużo czasu wolnego i z przyjemnością narzeka na swoje
ubezpieczenie? Czy jest głupi? O co tu chodzi?
Nie, nie byłem tam i nie mogę ocenić szczegółów rozmowy doradczej. To, co jednak mogę ocenić, to wynik tej rozmowy, który polega na tym, że klient wyraźnie jest zaskoczony i zirytowany dość istotnymi treściami swojej umowy z Zurich. Treści, które
doradca jasno powinien mu wytłumaczyć (w sposób zrozumiały dla laików), aby uniknąć takich sytuacji jak obecna.
Ja nie ignoruję ani neguję niczego tutaj i również nie bronię panów z Zurich, którzy nie są moimi kolegami (co też już wcześniej zaznaczyłem, coś czym celowo lub niedbale przeoczyłeś), a najlepiej możemy uznać ich za konkurentów. Kolegów mam w swojej własnej firmie, i to też tylko w ograniczonym zakresie!
Sprzeciwiam się temu, że próbujesz z całego przebiegu rzeczywnie rzekomego i nienaprawialne udowodnionego zachowania, starasz się tego uplasować na całą branżę, przez dodawanie bezsensownych linków do ERGO i wyprowadzanie ogólnego zwrotu twojego zdania na temat reputacji całej branży.
I jeszcze raz! Jeśli w tym przypadku doradztwo było błędne, celowe lub nie, to klient ma oczywiście prawo do zniesmaczenia. Niemniej jednak każdej osobie powinno dzisiaj być jasne, że podpisy, bez względu na branżę, powinni być składane dopiero po tym, gdy dokładnie przyswoiło się wszystkie treści umowy, zrozumiano je, w przypadku niejasności je zweryfikowano i sprawdzono.
Napisałem już wielokrotnie, że nie wydałem negatywnej opinii w formie uogólnień na całą branżę ubezpieczeniową. To, co zrobiłem, a czego pewnie nawet po stu wpisach nie zrozumiesz, to że reputacja branży z różnych przyczyn nie jest najlepsza. W takich okolicznościach uważam, że przynajmniej niezbyt mądrze jest w sytuacji, gdy rozmowa doradcza, z jakichkolwiek powodów, nie powiedzie się dobrze, szukać winy przede wszystkim u klienta i próbować go zbyć stwierdzeniem, że powinien lepiej przeczytać treści umowy.
Cóż, faktycznie powinien to zrobić. Ale gdy ten pomysł się rozwinie, oznacza to nic innego, jak to że
doradca jest zbędny, ponieważ ostatecznie można polegać tylko na sobie. W takim razie zastanawia się samodzielny klient, którego również siebie zaliczam, po co jeszcze powinienem szukać doradcy ubezpieczeniowego? Przyswoić treści umowy i je zrozumieć potrafię mimo zazwyczaj okropnego niemieckiego. Myślę, że dotyczy to wielu innych potencjalnych klientów. Po co więc jeszcze pan SchippSchwapp? Dlaczego miałbym spędzać z tobą godzinę w biurze, skoro w końcu i tak muszę przejrzeć treści umowy sam i ostatecznie nie mogę polegać na twoich słowach?
Czy wreszcie rozumiesz pułapkę argumentacyjną, w którą się wpakowałeś?
To prawda, że czarne owce branży były szkodliwe i w przyszłości nie będą korzystne! Nikt tego nie kwestionuje. Wręcz przeciwnie, napisałem o tym sam! Dziwne jednak, że to zawsze te same podejrzane osoby, czyli koncerny, są autorami negatywnych nagłówków.
Niemniej jednak należałoby zapewne wspomnieć, że od kilku lat istnieją zmiany prawne, które utrudniają tym ludziom coraz bardziej prowadzenie swoich machinacji. Ponieważ jesteś insiderem, nie muszę ich tu wszystkich wymieniać. Tylko jedno jako przykład. W PKV wprowadzono nowe przepisy dotyczące prowizji, ograniczenia i odpowiedzialności, które utrudniają dla tak zwanych licatorów przy drzwiach odstawianie ludzi od ich długoterminowych umów, tylko po to, aby później pobrać przesadzone prowizje.
Dobrze, więc nie jesteśmy aż tak daleko od siebie. W przeciwieństwie do ciebie, ja nie podążam za bezcelowym podejściem sprzeciwu dla samego sprzeciwu.
Kampanie wizerunkowe? Będziesz musiał się u nas rozpaczliwie targować! Nie robimy w tym jeszcze reklamy. To kosztuje i jest pokrywane z opłaty klienta. Być może naprawdę lepiej zaznajomić się z tematem nieco bardziej dogłębnie, zanim będziesz formułować permanentne ogólne opinie, czy z niebezpiecznej chalwdy wypowiadać ludziom tylko jeszcze bardziej dezorientujące informacje! Zdasz sobie sprawę, że w branży istnieją ekstremalne różnice w zadowoleniu klienta, jakości doradztwa, stabilności, obsługi klienta, odpowiedzialności, zachowania w zakresie inwestycji kapitałowych, efektywności, jakości świadczeń, formie prowadzenia działalności itd.
To jest również zawarte w cytowanych przez ciebie czasopismach branżowych. Jednak prawdopodobnie nie czytasz tych artykułów, ponieważ pozbawione są one sensacyjnymi atrakcjami, tak jak wizyta w burdelu!
Faktycznie, artykuły z Finanztest / Stiftung Warentest są ponad moje siły intelektualne. Warto zakończyć ten temat, SchwippSchwapp, pogrążanie się na poziomie ulicy, to coś, w czym twój partner tequila jest lepszy.
Z chęcią odsyłam ten komentarz do ciebie z powrotem! Niestety, również to umknęło dotychczas twojej uwadze!
Czy to ja to zignorowałem, czy po prostu u ciebie to nie przesączyło? Pytania nad pytaniami...
Ale dziękuję, nie pracuję na zasadzie prowizji.