Cześć Sam,
refundacja już zapłaconej i/lub do zwrotu odszkodowania za wcześniejszą spłatę jest możliwa w ciągu 3-letniego okresu przedawnienia. Rozpoczyna się w dniu 31.12. roku, w którym dokonano płatności.
Każdy musi i powinien zastanowić się, gdzie chce ustawić swoje kompromisy między wartościami etycznymi i moralnymi (umowa to umowa) a korzyściami płynącymi z całkowitego odwołania transakcji. Rozumiem tych, którzy prowadzą sprawę z kompletnym odwołaniem z uwzględnieniem wszystkich konsekwencji i potencjalnych korzyści wynikających z niego, ale także tych, dla których wystarczające jest korzystanie z korzyści wynikających ze złych pouczeń o odwołaniu już teraz, czyli:
- natychmiastowa korekta stopy procentowej i wynikający z niej natychmiastowy zysk procentowy w porównaniu z dawnymi warunkami
- zabezpieczenie stopy procentowej według dzisiejszych warunków rynkowych
- optymalizacja ryzyka procentowego poprzez natychmiastową restrukturyzację długu
Można to zrobić na dwóch zdrowych sposobach, po pierwsze poprzez zawarcie kompromisu z obecnie finansującym bankiem, a po drugie poprzez zawarcie ugody w sprawie potwierdzenia spłaty poprzez wniesienie odszkodowania za wcześniejsze rozwiązanie, a zatem aby ugoda była sprawiedliwa, redukcja do 20-30% faktycznie ponoszonego odszkodowania za wcześniejsze rozwiązanie.
Dla wielu czasami mniej oznacza więcej, choć to "mniej" jest już bardzo dużo, biorąc pod uwagę wymienione wcześniej korzyści płynące z natychmiastowego rozwiązania, szczególnie gdy uwzględni się, ile błędów można popełnić i faktycznie popełniane, gdzie rzekomo łatwą do osiągnięcia korzyść można zagrozić egzystencji. Należy również pamiętać, kto daje rady, zarówno chciwy prawnik, jak i zależny od prowizji
doradca finansowy, ale również samodzielnie doradzający ze swoją niebezpieczną półwiedzą może coś przeoczyć, nie uwzględnić, po prostu zapomnieć lub przegapić.
Jak już wspomniałem, każdy ma swoje racje, ale nikt nie powinien myśleć, że banki wycofują z ksiąg trzycyfrowe miliardowe kwoty tak po prostu, banki, które na pewno nie miały zamiaru wprowadzać nikogo w błąd za pomocą błędnych pouczeń o odwołaniu i na pewno nie chciałyby przerzucić na klientów lub istniejące umowy wzrostu stóp procentowych lub wzrostu stóp procentowych. Każdy powinien również zastanowić się, czy faktycznie przeczytał ówczesne pouczenia o odwołaniu, czy zrozumiał je w inny sposób, jeśli je przeczytał, lub czy w ogóle miał zamiar złożyć odwołanie. Dosyć prawdopodobne, że wielu było zadowolonych, że ma godnego zaufania partnera, który daje pieniądze, których brakuje do marzeń i który - pomimo wszelkich intencji zysku - również im zaufał.
Jestem zdecydowanie nie lobbowcem banków i rozumiem oraz akceptuję wszystkich tych, którzy czerpią swoje korzyści w swoim zakresie i na swój sposób, ale nie tych, którzy potem narzekają, bo szkoda jest większa niż korzyść, bo na tym złożonym temacie i złożonych procesach tematyka i strategia nie zostały do końca przemyślane. Banki są gotowe do negocjacji, do rozmów i znalezienia rozwiązań z powodu swoich nieprzezornych błędów, ale muszą to robić na równych zasadach, niestety zbyt wielu konsumentów otrzymuje złe porady, nie czyta między wierszami lub oddaje się w ręce instytucji/doradców, którzy nie są niezależni, i tracą w rezultacie orientację, przynajmniej jednak zdrowy kompromis, kompromis, na który banki są gotowe, który w efekcie przynosi wystarczające korzyści w porównaniu do obecnej sytuacji umowy, szczególnie gdy uwzględni się, co można błędnie zrobić i w jakie kłopoty można się wplątać bez potrzeby w tej skomplikowanej sytuacji. Ale także w koszty, które potem nic nie przynoszą, bo straciło się cel z oczu, powietrze z tyłu staje się cieńsze, a koniec pozostaje otwarty.
Każdy musi ocenić ryzyko i szanse zgodnie z własnym podejściem, wartościami etycznymi i moralnymi oraz wytrwałością, ale także dostosować je do swojego portfela i/lub swojego systemu RSV.
Konsumenci zawsze są w komfortowej sytuacji, a moje podejście polega na korzystaniu z niej poprzez zdrowe porównanie bez dużych nakładów i zerowego ryzyka. Moje doświadczenie wyraźnie pokazuje, że warto negocjować z bankami, nawet jeśli trzeba czasem trochę pomóc bankom