Cześć wszystkim!
W większości przypadków to naprawdę nie ma sensu, ale zdarzają się wyjątki (i rzeczywiście są...)!
Załóżmy, że mamy następujące założenia:
- Pracownik, dobrze zarabia, około 40 lat, mieszka w spłaconym mieszkaniu, bez innych długów i ma już trochę zaoszczędzone
-
ubezpieczenie na życie, założone w 1994 roku (czyli wolne od podatku z gwarantowanym oprocentowaniem 4%) - trwa do 2032 roku, dotychczasowa gwarantowana wartość końcowa około 90 000 EUR
- brak błędów formalnych, czyli brak odwołań/rezygnacji
- ponadto, wtedy zostało dodane
ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniem na życie, co oznacza, że pracownik musi to wszystko obsłużyć
Dlaczego na przykład pracownik nie miałby kupić 1-pokojowego mieszkania za 90 000 EUR, wynająć je za około 5 000 EUR rocznie i spłacić to w 2032 roku ubezpieczeniem na życie? Oczywiście: koszty odsetek są wyższe, ale można je odliczyć od podatku! Dlaczego nie zamienić wartości pieniądza (
ubezpieczenie na życie) na wartość rzeczową (nieruchomość)? Oczywiście, jeśli stosunek ceny do jakości nieruchomości nadal jest dobry...
Nawet bez czapki z folii aluminiowej trzeba zdawać sobie sprawę, że siła nabywcza EUR za 12 lat zdecydowanie nie będzie tak dużo warta jak dzisiaj...